Medycy w Strefie Gazy alarmują: kończą się zapasy lekarstw i materiałów medycznych
Placówki medycznych, które ciągle działają w północnej części Strefy Gazy, znajdują się pod niewyobrażalną presją - przekazuje przebywający w Jerozolimie Guillemette Thomas, koordynator medyczny Lekarzy bez Granic. - Personel, który pozostał, musi radzić sobie z ograniczonym dostępem do energii elektrycznej, wody i kończącymi się zapasami lekarstw - wskazuje.

- Wielu pracowników medycznych zostało zmuszonych, by przenieść się na południe z powodu nieustępliwych izraelskich ataków. Personel, który pozostał, musi radzić sobie z ograniczonym dostępem do energii elektrycznej i wody w warunkach oblężenia.
- Lekarze donoszą o pacjentach krzyczących z bólu, bo nie ma dla nich środków przeciwbólowych. Kończą się zapasy lekarstw i materiałów medycznych.
- Szpitale są przepełnione rannymi, przychodzą do nich też masowo cywile, starający się znaleźć bezpieczne schronienie.
Guillemette Thomas opisując obecną sytuację w szpitalach w Gazie zaznacza, że nakaz ewakuacji wydany przez władze Izraela, zmuszający do przedostania się na południe Strefy Gazy, dla pracowników medycznych oznaczał konieczność porzucenia swoich pacjentów na niemal pewną śmierć lub ryzykowanie własnego życia.
Niektórzy zostali i kontynuują prace, pomimo ryzyka
– Jesteśmy w kontakcie z niektórymi naszymi kolegami, którzy wspierają zespoły lokalnej opieki zdrowotnej, konkretnie w szpitalu Al-Shifa w mieście Gaza, gdzie Lekarze bez Granic od lat pomagali osobom poparzonym. Dziś personel medyczny dzieli ten sam los, co reszta mieszkańców i mieszkanek Gazy. Od 10 dni są bez ustanku bombardowani. Nasi koledzy donoszą nam, że od początku izraelskiej ofensywy wielu z nich zginęło - informuje Thomas.
Jak przekazuje, każdego dnia w Strefie Gazy rannych zostaje od 800 do 1000 osób, ale te liczby dotyczą tylko tych, którzy zdołali dotrzeć do szpitala. Ponieważ dotarcie do placówek medycznych jest niezwykle niebezpieczne i utrudnione przez braki paliwa, tylko najciężej ranni pacjenci szukają pomocy w szpitalu. - Od początku konfliktu ponad 10 000 osób zostało rannych. Ludziom tym w ciągu kilku najbliższych godzin grozi śmierć, bo otrzymanie pomocy medycznej staje się niemożliwe - podkreśla.
System opieki zdrowotnej w Gazie na skraju załamania
Jak stwierdza koordynator medyczny Lekarzy bez Granic z Jerozolimy, w Strefie Gazy już widoczne jest załamanie opieki nad pacjentami.
– Personel medyczny nie jest dłużej w stanie dobrze leczyć i przyjmować nowych pacjentów. Wszystko jest robione w ekstremalnie złych warunkach, przy brakach personelu, brakach lekarstw i sprzętu medycznego. Ciągle przybywa pacjentów i osób z ciężkimi obrażeniami, skomplikowanymi ranami, poparzeniami, połamanymi i zmiażdżonymi kończynami - wylicza.
Dodaje: Szpital Al-Shifa, największa lecznica w Gazie, gdzie przebywają tysiące osób, jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie ciągle jest prąd, choć paliwa starczy maksymalnie na kolejne 24 godziny. Bez prądu wielu pacjentów umrze. Szczególnie ci na intensywnej terapii, neonatologii i pod respiratorami. Pacjenci z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca czy nowotwory, a też kobiety w ciąży, są szczególnie zagrożone, ze względu na ogólne braki leków.
Thomas zaznacza, że ok. 60 proc. mieszkańców Gazy mieszka pod gołym niebem, bez dostępu do wody i opieki medycznej. Warunki sanitarne są bardzo złe, dlatego prócz osób z ciężkimi obrażeniami, medycy spodziewają się fali chorób związanych ze złymi warunkami bytowymi.
Co jest obecnie priorytetem dla pomocy medycznej?
W jego ocenia w obecnej sytuacji konieczne jest przywrócenie pracy szpitali. - Aby to zrobić, konieczne jest wstrzymanie ognia, żeby można było sprowadzić na masową skalę zapasy lekarstw i paliwa. Jeśli skończą nam się środki anestezjologiczne, chirurdzy będą zmuszeni do zaprzestania operacji - komentuje.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Atak na szpital w Gazie. Palestyńskie ministerstwo zdrowia: zginęło ponad 470 osób
Źródło: Puls Medycyny