Makijaż poporodowy
Inny punkt widzenia: dr n. hum. Anna Wiatr
Moją uwagę przykuł dość rozbudowany tytuł serwisu prasowego: „Projekt „Atrakcyjne młode mamy”. Zdjęcia zaraz po porodzie”. Przeczuwałam, że nie spodoba mi się zawartość artykułu. Przez myśl przemknęły mi zdjęcia kobiet chorych na raka, które, niezależnie od wszystkiego, mogą sobie pozwolić na nienagannie wykonany makijaż. Przypomniały mi się też wybory miss na wózku, mające dowartościować niepełnosprawne kobiety. W tym momencie warto by przywołać teorie z zakresu studiów nad społeczną i kulturową tożsamością płci, wyjaśniające tego typu fenomeny, ale nie wiadomo, co powiedzieliby na to członkowie i członkinie sejmowego zespołu zajmującego się przeciwdziałaniem ideologii gender.
Pomysłodawczynie projektu „Atrakcyjne młode mamy”, studentki pedagogiki „w grudniu dwukrotnie weszły na porodówkę Szpitala Uniwersyteckiego im. Biziela. Przyjechały do Bydgoszczy, bo toruński szpital odmówił im udziału w projekcie. Zaproponowały położnicom udział w profesjonalnej sesji fotograficznej, żeby udowodniły sobie i partnerom, że ciąża i poród nie odebrały im urody. Sfotografowały na początek dziewięć matek” — pisze Aleksandra Lewińska na stronach serwisu wyborcza.pl.
Ze zrobionych na porodówce zdjęć spoglądają na mnie kobiety w pełnym, jak podejrzewam, makijażu. Na ich twarzach nie ma śladów zmęczenia, potu czy łez. Wydają się spokojne i pewne siebie. „Panie się nie przebierają, pozują w szpitalnych salach, w swoich koszulach nocnych. Nie chciałyśmy ich w żaden sposób „poprawiać”. Bo przecież tego nie potrzebują” — stwierdza Aleksandra Klisko, współautorka projektu.
Czy ja na ich miejscu wyglądałabym podobnie? Wyobrażam sobie szpitalne łóżko, na którym leżę po urodzeniu dziecka. Jestem obolała i zdezorientowana, pewnie też śmiertelnie wykończona i niezbyt entuzjastyczna. Nie jestem pewna, co bym powiedziała, gdyby ktoś zapytał mnie, czy czuję się atrakcyjna. Prawdopodobnie rzuciłabym niecenzuralne słowa, których tu nie przytoczę. Gdyby zapytały mnie o to autorki jakiegokolwiek projektu, zawołałabym ordynatora, prosząc o wyjaśnienia.
Już nie jako pacjentka, ale jako socjolożka zainteresowana gender studies, odradzałabym udzielania pozwoleń na tego typu sesje ordynatorom lub ordynatorkom oddziałów ginekologiczno-położniczych. Równość kobiet i mężczyzn polegać ma — niezależnie od tego, co sądzą na ten temat niektórzy polscy posłowie, posłanki i księża — na podważaniu tradycyjnego podziału ról płciowych. W kontekście cielesności oznacza to krytykowanie przeświadczenia, że jednym z podstawowych życiowych zadań kobiety jest bycie atrakcyjną (także wtedy, gdy wypchnie na świat dziecko).
Zgodnie z tym ujęciem, bycie atrakcyjną nie jest najistotniejszą kwestią również wtedy, gdy kobieta jest chora na raka lub gdy jest niepełnosprawna. Co więcej, w przyszłości może okazać się, że bycie atrakcyjną nie jest istotne w żadnej sytuacji. Ale wtedy na pewno powstanie w sejmie zespół lub komisja, która zajmie się tym problemem.
dr n. hum. Anna Wiatr, Pracownia Badań Jakościowych IN VIVO

Źródło: Puls Medycyny
Podpis: dr n. hum. Anna Wiatr