Lista Stu 2005 (miejsca od 1 do 10)

Redakcja
opublikowano: 11-01-2006, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
1. +
Zbigniew Religa
, l. 67, prof., kardiochirurg, wieloletni dyrektor Instytutu Kardiologii w Warszawie i senator RP. Od listopada 2005 r. pełni funkcję ministra zdrowia w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. W 2005 r. mocno zaangażował się w politykę. W marcu ogłosił, że będzie startował w wyborach prezydenckich i przez długi czas prowadził w rankingach przedwyborczych. We wrześniu, kiedy jego notowania zaczęły wyraźnie spadać, wycofał się z wyborów, apelując do swoich wyborców, by głosowali na Donalda Tuska.
Zwolennik przekształcenia NFZ w kilka niezależnych od siebie publicznych instytucji ubezpieczeniowych, opracowania koszyka gwarantowanych świadczeń zdrowotnych i wprowadzenia nowych form ubezpieczeń zdrowotnych: dodatkowych i komercyjnych. Z ramienia Platformy Obywatelskiej uczestniczył w negocjacjach koalicyjnych PO i PiS dotyczących ochrony zdrowia. Po zakończonych fiaskiem rozmowach o koalicji, nieoczekiwanie dla PO przyjął propozycję objęcia teki ministra zdrowia w rządzie PiS. Spotkał się wówczas z zarzutem zdrady, ale twardo argumentował, że nie mógł odmówić prośbie Lecha Kaczyńskiego, wówczas prezydenta-elekta.
Uznawany za idealnego szefa, pozbawionego jakiejkolwiek zazdrości zawodowej, obdarzającego swoich współpracowników i podwładnych ogromnym zaufaniem. Zdaniem niektórych obserwatorów, pomysł, by w resorcie zaszczepić dotychczasowy styl pracy profesora z Instytutu Kardiologii, czyli poukładać wszystko tak, by wiadomo było, kto za co odpowiada merytorycznie, a on firmuje wszystko swoim nazwiskiem - na dłuższa metę się nie sprawdzi.
Stanowisko ministra zdrowia nie pozwala na łączenie obowiązków urzędniczych z praktyką lekarską. Jeszcze kilka miesięcy temu operował, ale też niewiele - w ostatnim czasie był na bezpłatnym urlopie w związku z kampanią wyborczą. Oficjalnie przekazał kierowanie II Kliniką Kardiochirurgii doc. Jackowi Różańskiemu. Nikt jednak nie słyszał, by profesor wprost zadeklarował, że kończy z operowaniem.
Żona Anna także jest lekarzem i wykładowcą AM w Warszawie. Syn Grzegorz Religa poszedł w ślady ojca - jest kardiochirurgiem w Instytucie Kardiologii, czy jednak w przyszłości będzie chciał zostać ministrem zdrowia - nikt nie ośmiela się przewidywać. Córka profesora, Małgorzata, skończyła filologię chińską.
Poza wędkowaniem, Z. Religa w wolnych chwilach kibicuje drużynie piłkarskiej Górnika Zabrze, którego jest honorowym członkiem.

2. +
Jerzy Miller , l. 53, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Laureat ubiegłorocznej nagrody dziennikarzy im. Aliny Pieńkowskiej za "finezję" w negocjacjach kontraktów na 2005 rok, uspokojenie sytuacji wokół NFZ oraz wprowadzenie nowej jakości w funkcjonowaniu tej instytucji. Przełom grudnia i stycznia pokazał, że relacje funduszu ze świadczeniodawcami są jednak dalekie od stabilizacji. "Profesjonalista, który w odhumanizowanym świecie na pierwszym miejscu stawia człowieka. Krakus w najlepszym tego słowa znaczeniu" - mówią o nim jego znajomi i dodają: "Nieprawdopodobnie skoncentrowany na pracy, o wybitnych cechach państwowca. Jest konsekwentny w swoim działaniu. Człowiek o olbrzymim poczuciu odpowiedzialności, który wymaga tego także od swoich współpracowników i potrafi skutecznie wyegzekwować przestrzeganie decyzji czy terminów. Ale umie też słuchać innych ludzi. Tak skoncentrowany na pracy, że w ogóle nie rozmawia o swoim życiu prywatnym". Jak udało się nam ustalić, czas wolny najchętniej poświęca swojej pasji - nartom.
Niektórzy zarzucają mu jednak, że nie zawsze pamięta o tym, że medycyna składa się nie tylko ze słupków. Zastanawiają się też, dlaczego nie dążył do większych zmian w ustawie zdrowotnej i ustawie o ZOZ-ach, dzięki którym system działałby bardziej elastycznie i każda złotówka byłaby lepiej wykorzystywana.
W przededniu ogłoszenia konkursu ofert na rok 2006 lekarze rodzinni z Porozumienia Zielonogórskiego zarzucili mu działania "przesycone arogancją i bufonadą", które mogą pogrążyć polską ochronę zdrowia w poważnym kryzysie, i zażądali zmiany ogólnych warunków umów na rok 2006. Pod koniec grudnia ub. r. zdecydowali, że nie podpiszą niekorzystnych, ich zdaniem, kontraktów z NFZ i bezpośrednią winą za brak zgody obarczyli J. Millera, zarzucając mu ręczne sterowanie dyrektorami oddziałów wojewódzkich i celowe torpedowanie rozmów z lekarzami rodzinnymi na szczeblu centralnym.

3. +
Konstanty Radziwiłł , l. 48, lek. specjalista medycyny ogólnej i rodzinnej, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w kadencji 2001-2005. Przed wyborami samorządowymi 6 stycznia br. uchodził za murowanego kandydata na prezesa kolejnej kadencji. Przyjaciele mówią o nim, że ma ogromną wiedzę, jest pracowity i - co podkreślają nawet osoby mniej mu życzliwe - jest taktowny. Krytycy przyznają, że jest człowiekiem z klasą, ale jednocześnie zwracają uwagę, że jako prezes NRL gwarantuje samorządowi lekarskiemu jedynie status quo, jest skazany na układy obowiązujące w tzw. Warszawce.
Niektórzy lekarze zarzucają mu, że chce dogodzić zbyt wielu osobom jednocześnie. W środowisku radykałów, gdzie cel uświęca środki, może być nielubiany i postrzegany jako osoba o poglądach zachowawczych. Padają też opinie przeciwne, że to wręcz jego zaleta, pozwalająca na balansowanie pomiędzy oczekiwaniami lekarzy, którzy chcą widzieć w samorządzie związek zawodowy, a wizją polityków, którzy często próbują posłużyć się samorządem lekarskim dla swoich celów. Jego przeciwnicy zarzucają mu konserwatyzm w dziedzinie etyki i religii.
K. Radziwiłł nikomu swoich poglądów nie narzuca. Do sukcesów zalicza przygotowanie obywatelskiego projektu ustawy o finansowaniu doskonalenia zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów. Wprawdzie nie udało się zebrać pod projektem 100 tys. podpisów, ale pojawiła się szansa, że nowy minister zdrowia wykorzysta przynajmniej część zapisów z samorządowej propozycji.
K. Radziwiłł przyznaje, że w trakcie kadencji prezesa nie udało się nic zrobić, aby przekonać kolejne rządy o konieczności zwiększenia uposażeń lekarzy. Nie uważa jednak, że to jego osobista porażka. Tłumaczy, że samorząd lekarski ma w tej dziedzinie bardzo ograniczone możliwości. Dopiero od niedawna sprawą zaczęły się interesować media i to, niestety, przy okazji wyjazdów z kraju polskich lekarzy.
Szef samorządu ma też na koncie sukcesy zagraniczne. Jak podkreślają jego współpracownicy, przewodniczył, jako pierwszy Polak, podkomisji ds. etyki, powołanej przez Stały Komitet Lekarzy Europejskich (Standing Committee of European Doctors), międzynarodową organizację lekarską z siedzibą w Brukseli, zbierając bardzo pozytywne oceny.
Jest żonaty, ma ośmioro dzieci: cztery córki i czterech synów. Najmłodsza Basia ma pięć lat. Wolny czas najchętniej spędza z rodziną.

4. +
Jarosław Pinkas , l. 50, dr n. med., lekarz rodzinny, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, wcześniej wicedyrektor ds. klinicznych Instytutu Kardiologii w Warszawie. Ma nadzieję, że kiedy skończy się jego misja w resorcie, wróci do instytutu, skąd wziął bezpłatny urlop. Mówi, że zostawił tam kawałek, a może nawet całe serce. Za sukces uważa to, że instytut już się nie zadłuża, a w 2004 r. osiągnął zysk. Według niego, to zasługa dobrego zarządzania, bo - jak podkreśla - menedżerowie w ochronie zdrowia są w Polsce coraz lepsi.
O swojej nominacji na wiceministra mówi, że nie mógł odmówić, bo żałowałby do końca życia. Przyznaje jednak, że to katorżnicza praca, możliwa do wykonania raczej przez odhumanizowane maszyny, a nie ludzi z krwi i kości, którzy muszą jeść i czasem odpoczywać. Ma olbrzymi zakres kompetencji, zajmuje się m. in. tworzeniem ustawy o ratownictwie medycznym oraz ubezpieczeniami zdrowotnymi. Podkreśla, że w obecnym składzie resort zdrowia jest oazą apolityczności, bo prof. Z. Relidze zależy wyłącznie na wdrożeniu sensownych zmian. Życzliwi J. Pinkasowi twierdzą nawet, że jest on najmocniejszą stroną obecnej ekipy. W 2004 r. brał udział w pracach zespołu profesora, który przygotowywał obywatelski projekt nowej ustawy zdrowotnej. Zawsze jednak pozostawał w cieniu. Jest wobec Z. Religi niezwykle lojalny, co niektórzy komentatorzy uznają za wadę. Podkreślają, że byłby wspaniałym reformatorem, gdyby uzyskał swobodę działania i mógł realizować to, o czym mówi tylko w kuluarach.
Jest uznawany za najbardziej prorynkowego urzędnika ministra Z. Religi. Uchodzi za zwolennika wprowadzenia prywatnych, dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Przedsiębiorcy działający w sektorze zdrowia mówią o nim wręcz "nasz człowiek", mając oczywiście na myśli jego wolnorynkowe poglądy. "Ostatnią rzeczą, jaką można zrobić, to rzucić się temu państwu do gardła i powiedzieć: nam są potrzebne pieniądze, musimy mieć 6 proc. PKB na zdrowie" - tłumaczył w wywiadzie dla Pulsu Medycyny.
W wolnych chwilach uwielbia zgłębiać tajniki różnych tradycji kulinarnych. Nawet teraz udaje mu się w niedzielę zagonić całą rodzinę do wspólnego gotowania. Nadal zafascynowany art deco.

5. -
Marek Balicki , l. 52, lek. psychiatra. Do końca października 2005 r. minister zdrowia w rządzie Marka Belki. Za jego największy sukces roku 2005 uważa się uchwalenie ustawy, dającej zakładom opieki zdrowotnej możliwość restrukturyzacji zadłużenia, choć jej ostateczny kształt budzi już spore kontrowersje. Związkowcom nie podobają się zapisy uniemożliwiające całkowite umorzenie pożyczek. Zwolennicy urynkowienia systemu ochrony zdrowia ubolewają z kolei, że w toku legislacji przepadła idea przekształcenia szpitali w spółki.
Lista zastrzeżeń do M. Balickiego jest długa. Mimo powstania dokumentu "Polityka lekowa państwa", nie udało się uporządkować systemu rejestracji i refundacji leków. Urząd Rejestracji Leków ciągle nie ma statusu urzędu centralnego, a jego prezes nie jest samodzielny w wydawaniu pozwoleń. Powołana rozporządzeniem M. Balickiego Agencja Oceny Technologii Medycznych ciągle istnieje tylko na papierze. Aptekarze mają żal do M. Balickiego, że nie reagował na złą pracę Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Ratownicy uważają, że stracono kolejny rok dla budowania systemu ratownictwa medycznego. Cieniem na ostatnie pół roku ministerialnej kadencji M. Balickiego położył się nieoczekiwany, oceniany jako żenujący, konflikt z prezesem NFZ Jerzym Millerem. Spotkaliśmy się nawet z opinią, że rekomendacja Jerzego Millera na prezesa NFZ była największą osobistą porażką M. Balickiego.
M. Balicki przyznaje, że nie udało się uchwalić kilku ważnych ustaw. Za swoje ubiegłoroczne sukcesy uważa m. in. uchwalenie ustawy restrukturyzacyjnej, spadek zadłużenia SP ZOZ-ów, ustawę o Narodowym Programie Zwalczania Chorób Nowotworowych, ustalenie maksymalnych cen urzędowych na leki szpitalne oraz zahamowanie wzrostu wydatków na refundację leków.
Po oddaniu teki ministra zdrowia M. Balicki poświęcił się rehabilitacji (latem przeszedł operację kręgosłupa). Zapowiada, że 1 lutego wróci do pracy w Szpitalu Bielańskim w Warszawie.

6. +
Arkadiusz Nowak , l. 39, ksiądz, działacz społeczny na rzecz praw pacjenta, a w szczególności osób zakażonych wirusem HIV, prezes fundacji Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej. Do listopada 2005 r. wiceprzewodniczący Rady Społecznej przy Prezesie Rady Ministrów, były doradca ministra zdrowia ds. AIDS i narkomanii - chętnie powróciłby do pełnienia tej funkcji.
Mając 18 lat wstąpił do zakonu kamilianów, w wieku 26 lat przyjął święcenia kapłańskie. Ukończył studia filozoficzno-teologiczne na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie oraz socjologię na Uniwersytecie Szczecińskim. W 1990 r. otworzył w Konstancinie pierwszy dom opieki dla osób zakażonych wirusem HIV, a następnie podobny ośrodek w Piastowie oraz placówkę sanatoryjno-hospicyjną w Anielinie koło Otwocka. O potrzebie istnienia tych ośrodków oraz o panującej w nich przyjaznej dla pacjentów atmosferze świadczy stały ich nadkomplet. W 1993 r. założył Polską Fundację Pomocy Humanitarnej Res Humanae, która pomaga w znalezieniu pracy osobom HIV-pozytywnym, organizuje szkolenia oraz udziela kompetentnych informacji na temat HIV/AIDS i narkomanii. W 2001 r. otrzymał nagrodę ONZ "Poverty Award".
Jego nowym wyzwaniem jest zwiększanie świadomości społecznej w zakresie praw pacjenta. W ostatnim roku koncentrował się na rozwijaniu działalności założonego w 2004 r. Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej - fundacji, której celem jest szerokie promowanie praw pacjenta wśród samych pacjentów, integracja ich organizacji, a także popularyzacja praw pacjenta w środowisku medycznym. Instytut organizuje już szkolenia dla pielęgniarek, które mają ustawowy obowiązek informowania pacjentów o ich prawach, lecz aby mogły go wypełniać, muszą najpierw zdobyć rzetelną wiedzę w tym zakresie. Pragnie uświadomić lekarzom, że realizacja praw pacjenta nie narusza ich autonomii, zaś decydentom wykazać konieczność stworzenia odrębnej ustawy o prawach pacjenta i powołania całkowicie niezależnego rzecznika tych praw.
Ma wielką łatwość nawiązywania przyjaznych relacji, lubi grę w kręgle i towarzystwo przyjaciół. Marzy o tym, żeby w przyszłości pracować w Ameryce Południowej. Wierzy, że mu się to uda i dlatego ciągle szlifuje język hiszpański, a wszystkie zaoszczędzone pieniądze wydaje na podróże i poznawanie tego kontynentu.

7. +
Andrzej Sośnierz , l. 55, dr n. med., specjalista neurolog, absolwent ląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Poseł V kadencji Sejmu, w grudniu 2005 r. usunięty z Platformy Obywatelskiej. W latach 1999-2002 dyrektor ląskiej Regionalnej Kasy Chorych, w której wprowadził elektroniczny system rejestracji usług medycznych START. Udziałowiec prawicowej Gazety Polskiej od początku jej istnienia. "Świeża krew" w polskiej polityce i od razu jedna z jej barwniejszych postaci. Bywa zwalczany za swoje poglądy. W listopadzie 2001 r. ówczesny prezes nieistniejącego już Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych, z przyzwoleniem ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego, złożył na A. Sośnierza doniesienie do prokuratury, zarzucając mu, że złamał prawo w przetargu na dostawę kart chipowych dla kasy chorych. Sprawa ciągnęła się aż do końca 2005 r., kiedy Sąd Okręgowy w Katowicach go uniewinnił. Wyrok nie jest prawomocny, prokuratura zapowiada od niego odwołanie.
Sam A. Sośnierz uważa, że cała sprawa utwierdziła go w przekonaniu, że warto być wiernym swoim poglądom. Tę zasadę zastosował ponownie, kiedy udzielił Dziennikowi Zachodniemu wywiadu, krytykując strategię Platformy Obywatelskiej, która, jego zdaniem, zamiast wejść w koalicję z PiS, przeszła do opozycji. Zarząd partii zareagował natychmiast i - ku zdziwieniu samego zainteresowanego, który liczył na to, że zainicjuje tylko wewnątrzpartyjną debatę - zdecydował o usunięciu go z PO.
Jako polityk A. Sośnierz chciałby być nadal pożyteczny, tym bardziej, że w wyborach parlamentarnych otrzymał najwięcej głosów na ląsku, co zresztą poczytuje za swój najpoważniejszy sukces minionego roku. Nawet polityczni przeciwnicy podkreślają jego dynamizm, kreatywność, a czasem wręcz wizjonerstwo. Zarzuca mu się nadmierny upór, ale on nazywa to wytrwałością. Komentatorzy zaliczają A. Sośnierza do ciągle wąskiego w kraju grona zwolenników wolnego rynku w ochronie zdrowia. Sam o sobie mówi, że jest chyba większym radykałem niż Krzysztof Bukiel, choć w nieco lepszej sytuacji, bo swoje poglądy może poprzeć sukcesami.
Jego zwolennicy wiązali z nim olbrzymie nadzieje. Przed wyborami parlamentarnymi był typowany na ministra zdrowia - jako osoba, która potrafi nie tylko planować zmiany, ale i je realizować. Niektórzy wróżą mu objęcie prezesury NFZ. A. Sośnierz niczego nie komentuje, bo, jak mówi, czeka na konkretne propozycje. Obserwatorzy relacji na linii resort zdrowia - fundusz nie mają złudzeń: nie da się zrealizować wizji trójwładzy Religa-Piecha-Sośnierz.
Jego rodzina już od 300 lat mieszka na terenie ląska i Zagłębia. Może dlatego A. Sośnierz przywiązuje do historii i tradycji wielką wagę. W dzieciństwie chciał zostać archeologiem. Swoją pasję realizuje zarządzając fundacją Zamek Chudów. Ostatnio wydał IV tom "Herbarza szlachty śląskiej", który został zaplanowany na 10 tomów. Niedowiarków przekonuje, że zabytki to jego prawdziwa pasja, a nie dziwactwo czy - jak niektórzy sugerowali - sposób na pranie brudnych pieniędzy. Interesuje się również muzyką. Lubi Bacha, Beethovena, Kilara i Lasonia. Bliska jest mu też muzyka rockowa. Jest żonaty, ma trójkę dzieci (29, 27 i 12 lat). Żona jest lekarzem rodzinnym, współwłaścicielką przychodni. Najstarszy syn jest prawnikiem, a obecnie studiuje teologię świecką.

8. -
Elżbieta Radziszewska , l. 48, lek. specjalista chorób wewnętrznych i zdrowia publicznego. Posłanka Platformy Obywatelskiej. W Sejmie jest już trzecią kadencję, we wrześniowych wyborach zdobyła ponad 16 tys. głosów. Rok 2005 był dla niej trudny. Fiaskiem zakończyły się negocjacje w zespole, który miał uzgodnić wspólne dla PiS i Platformy Obywatelskiej stanowisko w sprawie reformy ochrony zdrowia. E. Radziszewska reprezentowała w nim PO. Dwaj inni uczestnicy rozmów po tej samej stronie stolika: Zbigniew Religa i Jarosław Pinkas uzyskali realny wpływ na ochronę zdrowia, obejmując posady w rządzie PiS, gdzie realizują program zbliżony do programu PO, trzeci - Andrzej Sośnierz jest typowany na prezesa NFZ. E. Radziszewskiej - dziś posłowi opozycji, a do niedawna nieoficjalnemu kandydatowi na ministra zdrowia - jeszcze przez jakiś czas pozostanie tylko rola recenzenta poczynań rządu z mównicy sejmowej. Podobno, w związku z tym przeżyła spory zawód. "Nawet gdyby mi złożono propozycję, nie wyraziłabym na nią zgody. Żeby dzisiaj cokolwiek zrobić, trzeba mieć za sobą premiera i mocne wsparcie polityczne" - zapewnia E. Radziszewska. Mimo to jest wymieniana jako kandydatka na ministra zdrowia w tzw. gabinecie cieni PO.
Zaskoczyła wszystkich rezygnując z pracy w sejmowej Komisji Zdrowia. Twierdzi, że niekiedy trzeba cofnąć się o krok, by potem pójść dwa kroki do przodu. Regularnie pojawia się na najważniejszych posiedzeniach tej komisji i zabiera głos. Teraz chce się zajmować sprawami zdrowia "z poziomu eksperckiego", występować krytycznie z pozycji osoby nie związanej bezpośrednio z bieżącymi pracami w Komisji Zdrowia. W 2005 r. była kilka dni w Iraku, uczestniczyła w patrolach bojowych, sprawdzając zabezpieczenie medyczne polskich baz. Temat wojskowej służby zdrowia najwyraźniej ją wciągnął, bo została członkiem Komisji Obrony Narodowej i przewodniczącą stałej Podkomisji ds. Problemów Społecznych Wojska. Za jej sprawą jedno z pierwszych posiedzeń Komisji Obrony Narodowej będzie poświęcone problemom ochrony zdrowia w wojsku.

9. +
Maciej Piróg , l. 51, dr n. med., pediatra, dyrektor Instytutu ?Pomnika-Centrum Zdrowia Dziecka" w Międzylesiu. W 2005 r. kierowany przez niego instytut osiągnął nieco gorszy wynik finansowy niż rok temu. "Głównie z powodu bardzo oszczędnościowej polityki mazowieckiego oddziału NFZ" - tłumaczy M. Piróg. Mimo to możliwy był remont infrastruktury, m. in. wentylacji, podwyższający standard pomieszczeń placówki, a także zakup sprzętu. Dzięki akcji "Odnawiamy nadzieję", również remont bazy łóżkowej zbliża się już do końca. W 2005 r. instytut miał też sukcesy naukowe, m. in. był organizatorem dwóch dużych międzynarodowych konferencji naukowych, które uzyskały bardzo wysoką ocenę.
M. Piróg cieszy się opinią dobrego menedżera, jest ceniony za swoje kompetencje zawodowe i umiejętność pracy w zespole. Przed podjęciem każdej decyzji stara się analizować różne aspekty, ale później, w przeciwieństwie do tych, którzy długo myślą i nie podejmują żadnych decyzji, jest w stanie ją podjąć i konsekwentnie potem realizować. Nie boi się ryzyka i zatrudnia młodych ludzi.
Niektórzy jego znajomi uważają, że w żadnym wypadku nie powinien zajmować się polityką. W ostatnich wyborach parlamentarnych M. Piróg startował do Senatu z listy Partii Demokratycznej demokraci. pl. Uzyskał 35 tys. głosów na Opolszczyźnie, ale ostatecznie nie zdobył mandatu. Przyznaje, że to było ciekawe doświadczenie. Obecnie jest bezpartyjny. Pytany, czy zamierza wrócić do polityki, odpowiada: "Nie mówię, że nie, ale chwilowo za nią nie tęsknię".

10. +
Krzysztof Bukiel , l. 44, lekarz internista, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Pracuje tylko na 1/5 etatu w Szpitalu Powiatowym w Stargardzie Szczecińskim, bo większą część swojego czasu poświęca pracy związkowej. Ostatnio bardzo aktywny. W 2005 r. udało mu się sfinalizować prace nad projektem ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, w której, jak sam podkreśla, osiągnięto kompromis między dwiema przedwyborczymi wizjami zmian w ochronie zdrowia, prezentowanymi przez PiS i PO. Jest dumny z projektu, tym bardziej, że udało się wokół niego zgromadzić osoby reprezentujące wiele opiniotwórczych organizacji, m.in. Centrum im. Adama Smitha. Jednak, co sam przyznaje, nie udało się zainteresować projektem ani premiera, ani resortu zdrowia.
Projekt OZZL zakłada połączenie finansowania ochrony zdrowia z budżetu z rynkową alokacją środków. Ubezpieczeniem powszechnym mieliby być objęci wszyscy obywatele RP, a to według K. Bukiela przesądza, że nie można go nazywać radykalnym zwolennikiem wolnego rynku. Żartuje, że w porównaniu do Janusza Korwin-Mikkego, jedynego w Polsce zwolennika dobrowolnych, a nie obowiązkowych ubezpieczeń, jest wręcz umiarkowanym socjalistą. Nie przyjmują tego do wiadomości komentatorzy, którzy od dawna upatrują w nim głównego orędownika prywatyzacji służby zdrowia.
Wśród jego wad krytycy wymieniają przede wszystkim brak zdolności do kompromisu. On sam uważa się za optymistę, choć przyznaje, że perspektywa pożądanych zmian w ochronie zdrowia ciągle się oddala. Ma odwagę głoszenia niepopularnych poglądów. Nie boi się przyznać do frustracji z powodu nominacji prof. Z. Religi na stanowisko ministra zdrowia.
Ma bardzo udane życie prywatne. Żartuje, że jest szczęśliwy, mimo że nie jeździ w egzotyczne podróże. Jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Syn rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.