Karty zgonu są wystawiane na podstawie rozporządzenia z 1961 roku
Zaoczne wystawianie kart zgonu, bez oględzin zwłok. Problemy rodzin osób zmarłych z uzyskaniem dokumentu potwierdzającego zgon. Telefoniczne pertraktacje w obecności bliskich zmarłego między lekarzami pogotowia i podstawowej opieki zdrowotnej. Tak wygląda rzeczywistość, której nie przewidział minister zdrowia Mariusz Łapiński, gdy po wydarzeniach w Łodzi zakazał lekarzom pogotowia wystawiania kart zgonu.
Ustne polecenie ministra, wydane dyrektorom największych stacji pogotowia ratunkowego podczas spotkania wkrótce po ujawnieniu wydarzeń w Łodzi, miało odciąć lekarzy pogotowia od ewentualnej pokusy sprzedawania firmom pogrzebowym informacji o zmarłym pacjencie. M. Łapiński zapowiedział wtedy rychłe przygotowanie aktów prawnych, które miały wprowadzić zasadę wystawiania takiej karty przez lekarzy POZ. Mimo że od tego czasu minęły prawie dwa miesiące, resort nie zrobił nic, by wszystkie zainteresowane strony wiedziały, kto wystawia kartę zgonu. Nadal obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia i opieki społecznej z 1961 roku w sprawie stwierdzania zgonu i jego przyczyny. Zgodnie z tym przepisem, kartę zgonu wystawia lekarz, który udzielał choremu świadczeń lekarskich w ciągu 30 dni przed dniem zgonu. Jak sprawdziliśmy, w wielu miejscach w kraju nadal - tak samo, jak przed wydarzeniami w Łodzi - nagina się procedury i karty zgonu wystawiają lekarze pogotowia. A wytłumaczenie jest jedno: ?Nie chcemy utrudniać życia rodzinie zmarłego".
W Warszawie bez zmian
?U nas nic się w tej kwestii nie zmieniło od czasu wydarzeń w Łodzi - mówi Edyta Woźniak-Grabowska, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Warszawie. - Wprawdzie minister zdrowia zapowiadał jakieś zmiany, ale na razie nic takiego nie miało miejsca. W związku z tym kartę zgonu może wypisać na miejscu lekarz pogotowia, jeśli nie zachodzą podejrzenia co do udziału osób trzecich w spowodowaniu zgonu". E. Woźniak-Grabowska przyznaje, że po wydarzeniach w Łodzi lekarze robią to niechętnie. Wolą zostawiać kartę informacyjną, z którą rodzina przychodzi po kartę zgonu do działu statystyki. Wtedy na podstawie dowodu osobistego wystawia ją lekarz z tego działu lub koordynator medyczny. Jest wreszcie trzecia droga: można uzyskać kartę zgonu u lekarza POZ, jeśli pacjent miał tam dokumentację i był tam leczony. Zdaniem Edyty Woźniak-Grabowskiej, w województwie mazowieckim nie ma żadnych problemów z wystawianiem kart zgonu.
Dobroć się skończyła
Problemy mogą pojawić się tam, gdzie rygorystycznie przestrzega się procedur, na przykład w gdańskim pogotowiu. Tamtejszym lekarzom pod żadnym pozorem nie wolno wystawiać kart zgonu. W ogóle nie zamówiono tu nawet takich druków.
?Jest rozporządzenie ministra zdrowia z 1961 roku, innego późniejszego aktu prawnego nie ma i na nim się opieramy. Pogotowie wystawia wyłącznie karty informacyjne. Wystawienie karty zgonu to obowiązek lekarza rejonowego. Za opiekę całodobową lekarz POZ bierze pieniądze i to jego problem, by w ciągu 12 godzin dotrzeć do zwłok" - mówi Dorota Dygaszewicz, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku. Tutejsi lekarze pogotowia uprzedzają rodzinę zmarłego, że nie wystawiają karty zgonu. I to na nią spada obowiązek ?znalezienia" lekarza POZ. Dorota Dygaszewicz wie, że były już z tym problemy. ?Zdarzały się przypadki, że rodzina sobie nie poradziła zostawiona z samą kartą informacyjną. Ale takie jest prawo, nikt go nie ulepszył. Dobroć się skończyła, gdy zaczęło się rygorystyczne przestrzeganie procedur. Jednostki ratownicze są powołane do interwencji w stanach zagrożenia życia. Wykorzystywanie tych ekip do stwierdzania zgonów fizjologicznych jest nieporozumieniem" - dodaje D. Dygaszewicz.
Martwe zarządzenie
Dyrektor SP ZOZ w Chełmnie, któremu podlega miejscowa stacja pogotowia, zakazał lekarzom pogotowia wystawiania kart zgonu. Cóż z tego, kiedy zarządzenie pozostało martwe, a na jego tle dochodzi do częstych konfliktów.
?Uważam, że pogotowie nie powinno wystawiać kart zgonu. Lekarz pogotowia, nie mając dokumentacji medycznej, nie jest w stanie ocenić, na co chorował pacjent. Powinien to robić lekarz POZ, który zna historię choroby tej osoby. Dla mnie to logiczne i bardziej lekarskie. Dlatego dziwię się, że lekarze POZ nie chcą tego robić - mówi Wiktor Sułkowski, kierownik pogotowia w Chełmnie. - Nie ukrywajmy, niektóre poradnie działają całodobowo na zasadzie fikcji. Nie chcemy utrudniać życia rodzinom zmarłych i w ich obecności prowadzić pertraktacji z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej przez telefon, dlatego zdarza się, że kartę wystawiają jednak nasi lekarze".
Nam zostaje kostnica...
Ale swoje argumenty mają też lekarze POZ. Tłumaczą, że nie chcą wystawiać karty zgonu na podstawie karty informacyjnej, ponieważ musieliby ją wypełniać bez oględzin zwłok, a to jest przestępstwem.
?W rzeczywistości wygląda to tak, że kartę zgonu ma wypisać lekarz POZ, ale gdy przyjeżdża na miejsce - zwłok bardzo często już nie ma. Zwłoki, na podstawie karty informacyjnej wystawionej przez lekarza pogotowia, są zabierane do kostnicy. Co mamy w takiej sytuacji robić - jechać w środku nocy, wyciągać zwłoki z lodówki czy wystawić kartę zgonu bez oględzin zwłok? Czy w tej drugiej sytuacji łamiemy prawo, czy nie? - pyta lek. med. Jarosław Rożnowski, kierownik NZOZ ?Twój lekarz" w Chełmnie.
W poszukiwaniu felczera
Ministerstwo Zdrowia, zapytane przez Puls Medycyny o to, kto powinien wystawiać kartę zgonu, poinformowało, że obowiązuje cytowane wcześniej rozporządzenie MZiOS z 1961 roku. Rozporządzenie to przewiduje jednak sytuacje, w których zamiast lekarza POZ kartę zgonu może wypełnić inna uprawniona osoba. Jako uprawnionych wymienia się lekarza wezwanego do nagłego wypadku, lekarza lub pielęgniarkę z miejscowej przychodni lub ośrodka zdrowia, a także felczera lub położną wiejską.
?Rozwój systemu opieki zdrowotnej w naszym kraju spowodował, że z takimi sytuacjami praktycznie nie mamy już do czynienia. Wystawianie kart zgonu przez osoby inne niż lekarz ma charakter incydentalny" - zauważa w oficjalnej odpowiedzi przysłanej do redakcji Małgorzata Poręba, dyrektor Departamentu Organizacji Ochrony Zdrowia Ministerstwa Zdrowia.
Lekarzy pogodzi koroner?
Jednoznacznej wykładni w sprawie sposobu stwierdzania zgonu i jego przyczyny (np. w sytuacji ofiar wypadku) nie zna nawet konsultant krajowy ds. medycyny ratunkowej, prof. Juliusz Jakubaszko z Zakładu Medycyny Ratunkowej i Katastrof AM we Wrocławiu.
?Nie mamy co do tego jasności w Zakładzie Medycyny Ratunkowej i Katastrof. Wydaje się, że uzyskanie prawa wykonywania zawodu wiąże się z prawem do stwierdzenia czyjejś śmierci, to jest w zakresie umiejętności każdego lekarza z dyplomem. Skoro potrafi stwierdzić zgon, to powinien również mieć prawo pisemnego poświadczenia tego faktu" - uważa prof. Juliusz Jakubaszko. Profesor nie wie, jakie rozwiązanie przyjmie minister zdrowia w rozporządzeniach wykonawczych do ustaw: o ratownictwie medycznym oraz o zawodzie lekarza. Prace nad nimi wciąż trwają w resorcie zdrowia.
Niektórzy specjaliści od medycyny ratunkowej nie zalecają jednak ministerstwu zbytniego pośpiechu. Nowelizacja przepisów mogłaby być dobrą okazją do wprowadzenia w Polsce zupełnie nowych, choć sprawdzonych w innych krajach rozwiązań. ?Widzę potrzebę pilnego stworzenia w Polsce instytucji koronera, czyli osoby, która stwierdza wszelkie zgony. Uważam, że dobry jest także pomysł jednej koncesjonowanej firmy, która przewozi bezpłatnie zwłoki z domu do kostnicy miejskiej. Takie rozwiązania są na świecie znane od dawna i tam sprawdziły się" - uważa Dorota Dygaszewicz, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska;