Jeden dzień z... Piotr Gryglas

Redakcja
opublikowano: 05-11-2009, 00:00

Dr n. med. Piotr Gryglas jest specjalistą chorób wewnętrznych, kardiologiem i hipertensjologiem, pracuje w Klinice Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Centralnego Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ceniony nauczyciel i wykładowca - od lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach organizowanych przez uczestników kursów Centrum Kształcenia Podyplomowego Wydziału Farmacji WUM i studentów IV roku medycyny oraz w rankingu wykładowców na studenckim forum internetowym. Gdyby nie dostał się na medycynę, z pewnością uczyłby biologii. Uwielbia przyrodę i zwierzęta; w domu poza pinczerem Ramzesem i dwoma kotami, mieszka ptasznik, pyton królewski, są patyczaki i kanarek. Zajmują się nimi synowie: 16-letni Adam i 10-letni Michał, którzy podzielili się między sobą obowiązkami. Prawdziwą frajdę sprawia mu ogród - mógłby w nim spędzać 24 godziny na dobę. Sam go zaprojektował, założył i sam się nim zajmuje. Przyjaciele nazywają go "Szamanem", ponieważ wszystkie rośliny, które sadzi w ogrodzie, zawsze się przyjmują i rosną jak szalone.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Środa, 7 października 2009 roku

5.30 Niestety, żeby wszędzie zdążyć na czas, muszę wstawać o tak barbarzyńskiej porze. Litrowy kubas białej, mocno posłodzonej kawy i spacer po ogrodzie to moje poranne rytuały, bez których nie mógłbym później normalnie funkcjonować. Uwielbiam spędzać czas w ogrodzie. Rośliny dają mi moc i chęć do działania. Niestety, w dni robocze mogę się nimi zajmować tylko rano i tylko przez chwilę.

5.50 Niewiele czasu pozostało mi już do wyjścia, więc biorę szybki prysznic i ubieram się w locie. Gorzej będzie z obudzeniem starszego syna Adama, którego codziennie zawożę do szkoły na Saską Kępę. Młodszego, Michała, zawozi na późniejszą godzinę żona.

6.30 To ostateczna godzina wyjazdu, aby uniknąć korków. Dojazd na Saską Kępę zajmuje mi około 40 minut, potem muszę jeszcze dojechać na Banacha. Podróż do szkoły to jedyny czas w ciągu całego dnia, kiedy mogę porozmawiać z synem. Dzisiaj ma klasówkę i powtórzenie materiału, więc przepytuję go po drodze z chemii i biologii.

8.00 Odprawa i omówienie stanu zdrowia nowo przyjętych pacjentów. Wysłuchujemy sprawozdania z dyżuru, planujemy wypisy i omawiamy bieżące sprawy dotyczące naszej kliniki.

8.30 Środa jest dla mnie dniem wyjątkowym. Muszę na godzinę opuścić szpital, aby udać się na ul. Hożą do studia Dzień Dobry TVN. W cotygodniowym cyklu "Dr Piotr radzi" odpowiadam na mniej lub bardziej skomplikowane listy widzów dotyczące różnych chorób. Ciekawe, z jakimi zagadnieniami przyjdzie mi się zmierzyć dzisiaj?

9.30 Wracam do pracy. Muszę teraz pogodzić konsultacje pacjentów chorych na nadciśnienie tętnicze z nauczaniem studentów. Mimo że jak zwykle nie wiem, w co włożyć ręce - z jednej strony czeka na mnie kłębiący się tłum pacjentów, z drugiej spragnieni wiedzy studenci - kocham swoją pracę. Leczenie i nauczanie to moja największa pasja.

13.00 Pora na seminarium dla studentów czwartego roku. Dzisiaj w ramach kursu kardiologicznego będę mówił o kardiomiopatii. To, że przyszli lekarze dobrze oceniają te nasze spotkania i chętnie w nich uczestniczą, sprawia mi olbrzymią satysfakcję.

14.00 Koniec pracy w szpitalu. Muszę się teraz szybko przemieścić na Saską Kępę, do własnego gabinetu. Na szczęście na drodze jest jeszcze w miarę luźno. Na miejsce docieram w 20 minut.

14.30 Do gabinetu wchodzi pierwsza pacjentka. Ma ciężkie nadciśnienie (230/130), które kwalifikuje się do pilnej hospitalizacji, a w ogóle się nie leczy. Sporo czasu zajmuje mi wyjaśnienie jej, w jak poważnym jest stanie. Następny pacjent musi trochę poczekać na swoją kolej, aż uda mi się ją przekonać, co tak naprawdę powinno być dla niej ważne.

17.30 Dzisiaj kończę pracę w gabinecie wcześniej, bo muszę jeszcze dojechać do Ciechanowa na wykład dla farmaceutów.

18.00 Po drodze, w ulubionej cukierni, kupuję parę pączków. Jestem totalnie "odcukrzony", muszę oszukać głód.

19.00 Mimo korków - zdążyłem na czas. Jeszcze raz rzucam okiem na wykład. Wszystko w porządku; laptop podłączony, rzutnik działa jak należy. Widzę mnóstwo znajomych twarzy, jest dobrze. Dzisiaj będę mówił na temat roli lekarza i farmaceuty w leczeniu nadciśnienia tętniczego.

22.30 Nareszcie w domu. Niestety, to moja zwykła, a nie wyjątkowa godzina powrotu. Na szczęście czeka już na mnie kolacja, a świece, dobre wino i ogień w kominku wprawiają mnie w dobry nastrój.

23.30 Jeszcze tyle powinienem zrobić. Jedna ze studentek chodzi już za mną od tygodnia, żebym wreszcie zrecenzował jej pracę... Niestety, dzisiaj nie dam rady.

23.40 W końcu wygodne łóżko... Niedokończona książka kusząco spogląda na mnie z nocnej szafki. Ulegam - czytam dwie strony i... słyszę dźwięk budzika.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.