Jak przekonać dziecko do marchewki?

AR
opublikowano: 14-01-2015, 16:01

Okazuje się, że prosta sztuczka wystarczy, aby dzieci nie wracały ze szkoły do domu głodne, jeśli wierzyć wynikom pewnego amerykańskiego eksperymentu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Rządowe programy, w ramach których dzieci w szkołach dostają darmowe owoce i warzywa kosztują często miliony – dolarów, euro, czy złotych, w zależności od tego, gdzie są wdrażane. Tymczasem zawsze pojawia się ten sam problem – jabłka, rzodkiewki, gruszki i truskawki, pomidory i kalarepa nie są tak atrakcyjne  jak ciastka, batony i chipsy, dlatego zamiast w żołądkach maluchów i nastolatków lądują często na podłogach, w koszach, albo zostają w plecakach.

Szacuje się, że wraz z marnowanymi przez dzieci warzywami i owcami amerykański rząd lekkomyślnie traci aż 3,8 mln USD dziennie, jak wyliczył Uniwersytet Brighama Young (Brigham Young University) w stanie Utah. Akademicy sugerowali nawet, żeby płacić każdemu dziecku symboliczny „grosz” za zjedzenie szkolnego lunchu złożonego ze zdrowych produktów, zgodnie z zasadą zaczerpniętą z psychologii behawioralnej, że obietnica nagrody motywuje do pożądanych działań. Eksperyment dr Joe Price’a, profesora ekonomii z Brigham Young University, przeprowadzony w 15 szkołach dowiódł, że metoda się sprawdza – zwiększyła spożycie owoców i warzyw wśród dzieci o 80 proc. i o 33 proc. zmniejszyła straty z tytułu wyrzucanych do kosza produktów.

Ale jest jeszcze prostszy i tańszy sposób na przekonanie dzieci do zdrowego żywienia – twierdzi naukowiec. Jego kolejna obserwacja, tym razem przeprowadzona w 7 szkołach, potwierdziła, że jedno szkolne rozporządzenie dyrektora dotyczące dużej przerwy przynosi lepszy skutek niż przekupstwo.

–  Dla wielu dzieci duża przerwa to naprawdę ważna sprawa. Jeśli każesz im wypełnić swój czas wolny zabawą i jedzeniem warzyw, z pewnością przeznaczą go więcej na zabawę – powiedział Joe Price. Okazuje się, że w szkołach, gdzie duża przerwa miała miejsce przed czasem na lunch, spożycie owoców i warzyw wśród maluchów wzrosło aż o 54 proc. Gdy było odwrotnie – tzn. dzieci najpierw siadały do jedzenia i musiały odłożyć zabawę na później – zamiast jeść wolały się, na przykład, rzucać jedzeniem.

Bloomberg

Zasada, zgodnie z którą dla dziecka priorytetem jest zabawa i dopiero, gdy zaspokoi tę potrzebę, zwróci uwagę na serwowany mu posiłek, wydaje się bardzo prosta. Ekonomista twierdzi, że jego obserwacja pokazała, że można tę zasadę wykorzystać podczas wdrażania dotowanych przez rzad programów promowania owoców i warzyw w szkołach.

Lekarze alarmują, że pozbawienie dzieci dostępu do zbalansowanych posiłków w czasie zajęć szkolnych przyczynia się do obniżenia ich wyników w nauce i zwiększa skłonność do zastępowania  zdrowych posiłków "szybkimi" przekąskami po powrocie do domu.

Programy rządowe polegające na wsparciu szkół poprzez finansowanie zdrowych dodatków do posiłków są popularne nie tylko w USA, ale również w Europie. W Polsce na program „Owoce w szkole” rząd przeznaczył w tym roku około 96,8 mln zł. Większość kosztów – 82 proc. –  finansowana jest ze środków unijnych, natomiast 12 proc. pokrywa budżet państwa. W ramach programu 1,3 mln dzieci kilka razy w tygodniu za darmo dostaje w paczkach na przerwach szkolnych, gotowe do zjedzenia surowe owoce i warzywa. 

Źródło: Science Direct

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: AR

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.