Generowane przez schizofrenię koszty dadzą się zmniejszyć
Ta choroba psychiczna zmienia postrzeganie świata. Burzy nie tylko świat chorego, ale i jego rodziny. W ostatnich latach zauważono, że obniża się wiek wystąpienia pierwszego epizodu tej choroby. Zaczynają chorować osoby w wieku 18 lat, ledwie wchodzące w dorosłość. Kończą szkoły, rozpoczynają studia, myślą o poważnym związku i nagle wszystko się wali.
Schizofrenia dotyczy ok. 1 proc. populacji (w Polsce to ok. 400 tys. osób). Choroba najczęściej zaczyna się od nagłej zmiany zachowań młodej osoby, załamania jej linii życiowej. Schizofrenia nieleczona przechodzi z czasem w formę przewlekłą z okresowymi zaostrzeniami. Dochodzi do ostrych epizodów psychotycznych, pomiędzy którymi widoczne są objawy świadczące o rozwijającym się procesie chorobowym.
„Problemem jest wczesne rozpoznanie choroby. Ponieważ zaczyna się ona u ludzi młodych, odmienne zachowania kładzione są na karb dojrzewania i problemów życiowych charakterystycznych dla tej grupy wiekowej: nieszczęśliwej miłości, niepowodzeń w nauce” — wyjaśnia prof. Marek Jarema, konsultant krajowy ds. psychiatrii.
Oczywiście takie wydarzenia nie są przyczyną choroby, ale mogą przyspieszyć jej pojawienie się. Zdaniem specjalistów, niezwykle istotne jest to, by okres od pierwszych manifestacji choroby do ustalenia diagnozy i rozpoczęcia leczenia był jak najkrótszy. W Polsce okres nieleczonej psychozy wynosi 1-2 lat. „To jest bardzo niekorzystne, ponieważ im wcześniej nastąpi interwencja, tym większa jest szansa, że nie rozwinie się choroba w pełnym obrazie” — mówi psychiatra.
Mylące objawy
Łatwo zignorować te wczesne objawy, są one bowiem zupełnie niecharakterystyczne: rezygnacja z zainteresowań, brak postępów w nauce, skierowanie uwagi na aspekty dotychczas pomijane, np. mistykę czy ezoterykę, utrata ciepłego stosunku do najbliższych. „To nie są objawy typowe, dlatego trudno je przypisać akurat chorobie” — potwierdza specjalista.
Kłopot w tym, że nawet jeżeli uznamy je za niepokojące, trudno jest namówić daną osobę, by zgłosiła się do psychiatry. W dużych aglomeracjach jest większa gotowość do zgłaszania się po poradę. W małych miastach czy na wsiach większa natomiast jest tolerancja dla nietypowych zachowań. Dla wielu osób kłopotliwa jest sama wizyta u psychiatry, dlatego specjaliści namawiają, by odwiedzić chociaż psychologa. Najważniejsze, by w każdym przypadku jakiejś nieprawidłowości zasięgnąć rady specjalisty.
W ostatnim czasie doszedł dodatkowy problem utrudniający diagnozę — coraz powszechniejsze używanie substancji psychoaktywnych, które wywołują podobne objawy. „Połowa młodych ludzi, którzy trafiają do nas z pierwszymi problemami psychicznymi, ma za sobą jakiś incydent z przyjmowaniem środków psychoaktywnych. W takim przypadku jesteśmy często bezradni. Bardzo trudno jest zróżnicować, czy to, co się dzieje z młodym człowiekiem, to efekt zażycia tych środków, czy to choroba maskowana ich działaniem” — przyznaje prof. Jarema, który kieruje III Kliniką Psychiatryczną w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Rodzina wspiera chorego, trzeba wesprzeć rodzinę
W ostatnich latach jest zauważalna tendencja do obniżania się wieku, w którym pojawia się pierwszy epizod. Kiedyś było to 20-25 lat, obecnie nawet 30 proc. pacjentów zaczyna chorować około 18. roku życia. „A to przecież niezwykle ważny moment w życiu każdego człowieka: ukończenie szkoły, rozpoczęcie studiów, nawiązywanie nowych znajomości. Paradoks polega na tym, że lepiej jest, gdy choroba zaczyna się ostro i następuje wybuch objawów, bo wtedy rokowania są lepsze. Poza tym szybko wdraża się leczenie, które usuwa objawy. Jeśli symptomy nie są w pełni wyrażone, można przegapić początek” — wyjaśnia prof. Andrzej Rajewski, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Dlatego gdy pojawią się niepokojące objawy, szczególnie przy rodzinnym obciążeniu chorobami psychicznymi, warto wziąć pod uwagę możliwość początku psychozy i rozpocząć leczenie.
Po pierwszym epizodzie zaczyna się bardzo trudny dla każdego chorego moment, nazywany depresją popsychotyczną. Chory orientuje się, na czym polega jego problem i wpada w panikę, często pojawiają się myśli samobójcze. Wtedy nie do przecenienia jest wsparcie rodziny. A z tym, niestety, bywa różnie.
„Rodzina, która potrafi ten problem zaakceptować, jest niezwykle ważna w procesie leczenia i jest wielkim sprzymierzeńcem lekarzy” — uważa Magdalena Bojarska z Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej i jednocześnie prezes Fundacji Pomocy Młodzieży i Dzieciom Niepełnosprawnym „Hej, koniku”. Specjalistka podkreśla, że rodzina, która zderza się z takim problemem, jest w bardzo dużym stresie i może sobie z tym nie poradzić. „Dlatego tak ważne jest wsparcie w różnych formach: poprzez propagowanie wiedzy na temat choroby, tworzenie różnego rodzaju placówek, gdzie rodziny osób chorych mogłyby zwrócić się o pomoc” — dodaje Magdalena Bojarska.
Za mało nowoczesnych leków
Pierwszą formą leczenia jest farmakoterapia. Jednak powszechnie stosowane klasyczne neuroleptyki wywołują objawy uboczne, takie jak sztywność mięśni, niepokój, maskowatość twarzy, ślinienie się. Mają również bardzo negatywny wpływ na funkcje poznawcze, koncentrację, pamięć, wywołują senność, co jest szczególnie kłopotliwe dla osób aktywnych, dlatego wielu pacjentów, szczególnie młodych, przerywa leczenie.
Nowoczesne leki przeciwpsychotyczne II generacji powodują znacznie mniej skutków ubocznych i wyraźnie poprawiają jakość życia chorych na schizofrenię. Są jednak znacznie droższe, a refundowane tylko w schizofrenii lekoopornej, co oznacza, że każdy chory najpierw musi przejść terapię lekami klasycznymi.
Nowoczesne leki o przedłużonym działaniu pomagają utrzymać na właściwym poziomie stężenie substancji leczniczych w organizmie przez długi czas. Ułatwia to lekarzom i opiekunom kontrolę nad chorym psychicznie, zmniejsza ryzyko ostrych nawrotów i kosztownych hospitalizacji. Nieostre kryteria refundacyjne (ten sam lek jest refundowany w schizofrenii, a w paranoi już nie) powodują jednak, że lekarze niechętnie przepisują te nowoczesne leki.
Słaba opieka środowiskowa
Kolejną formą leczenia jest m.in. psychoterapia. Ważne jest też monitorowanie powrotu do szkoły czy do pracy i pilnowanie, aby działo się to w określonych warunkach ochronnych (przynajmniej przez pierwsze pół roku-trzy miesiące).
„Schizofrenia to ciężka choroba, a przecież nikogo po ciężkim zapaleniu płuc nie wysyła się od razu na ćwiczenia fizyczne. Podejście typu: psychoza minęła, niech teraz pacjent szybko idzie do szkoły, by nadrobić zaległości, jest błędne i często kończy się depresją” — ostrzega prof. Andrzej Rajewski.
Zdaniem specjalistów, najlepszą formą opieki nad pacjentami z chorobami psychicznymi jest opieka środowiskowa, tzw. oddziały dzienne i ambulatoria. „W przypadku opieki środowiskowej zespół profesjonalistów udaje się do pacjenta w miejsce jego zamieszkania i tam mu pomaga — bada go, daje leki, radzi, co robić. Jest to najlepsza forma, by nie wyrywać pacjenta z jego środowiska, by przebywał dalej w domu, pracy, był ojcem, bratem, mężem, ale jednocześnie, by można mu było pomagać w sensie medycznym i społecznym” — tłumaczy prof. Jarema.
Jednak te alternatywne wobec hospitalizacji formy pomocy są w Polsce mało dostępne. Obecnie jest kilkadziesiąt takich zespołów, a zdaniem konsultanta — powinno być 400-500 w skali kraju. Uważa on, że organizatorzy opieki zdrowotnej w Polsce nie zachęcają finansowo do ich tworzenia. „Finansowanie świadczeń psychiatrycznych jest w Polsce na katastrofalnie niskim poziomie” — twierdzi prof. Jarema.
Zdaniem Macieja Karaszewskiego z NFZ, fundusz cały czas prowadzi politykę zachęcania do tworzenia zespołów opieki środowiskowej oraz oddziałów dziennych. „Jest to priorytet przy kontraktowaniu świadczeń. W latach 2010-2013 finansowanie zespołów leczenia środowiskowego zwiększyło się o 150 proc. (z kilku do ponad 20 mln zł). Jednak aby liczba takich zespołów wzrosła, potrzebny jest czas” — zaznaczył przedstawiciel płatnika. Zwraca też uwagę, że psychiatria jest jedną z kilku dziedzin, na które NFZ zaplanował zwiększyć nakłady (o 4 proc.) w 2014 r., choć budżet funduszu nie zwiększył się w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Praca niezbędnym elementem terapii
Jednym z największych dramatów osób chorych na schizofrenię jest utrata pracy lub niemożność jej znalezienia, ponieważ ona sama jest formą terapii. Tymczasem z raportu „Schizofrenia. Perspektywa społeczna. Sytuacja w Polsce” wynika, że aż 72 proc. zatrudnionych utraciło pracę po diagnozie i aktualnie 58 proc. jest na rencie.
W przebadanej do celów raportu grupie 1010 osób w chwili rozpoznania choroby aktywnych zawodowo było 46 proc. chorych, ale w trakcie rozwoju choroby pracę utraciło 72 proc. z nich. „W momencie diagnozy 4 proc. badanych pobierało rentę, ale w trakcie choroby odsetek wzrósł do 58 proc. Widzimy zatem, jak wielu z tych chorych wypada z ról społecznych” — mówi autor raportu dr Patryk Piotrowski z Fundacji Ochrony Zdrowia Psychicznego. Według niego, największy wpływ na utratę pracy i przechodzenie na rentę miały hospitalizacje — pacjenci, którzy pracowali w chwili postawienia diagnozy, a byli hospitalizowani pięć i więcej razy w 93 proc. przypadków tracili pracę, a w grupie, która w szpitalu była raz lub dwa razy — odsetki te wynosiły odpowiednio 53 proc. i 59 proc.
Koszty pośrednie schizofrenii (związane z niezdolnością do pracy) są dwukrotnie wyższe niż wydatki NFZ na świadczenia zdrowotne dla pacjentów z tym schorzeniem oraz na refundację leków dla nich — w roku 2009 r. wyniosły one odpowiednio 907 mln zł, niecałe 450 mln zł oraz 112 mln zł.
„Dane te wskazują, że schizofrenia stanowi nie tylko obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej, ale też generuje ogromne wydatki z publicznego budżetu, związane z wysokim wskaźnikiem bezrobocia ludzi, którzy na nią cierpią” — zauważają ekonomiści.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka