Fajka wodna bardziej szkodliwa niż myślisz
Niektórzy twierdzą, że fajka wodna jest tak bezpieczna, że mogą ją palić nawet dzieci. Wręcz przeciwnie – ostrzegają naukowcy.
Padł kolejny mit o używkach. Tym razem ten na temat nieszkodliwości fajki wodnej. Tytoń palony w ten sposób, wbrew powszechnym przekonaniom, nie jest mniej "niezdrowy" niż ten papierosowy.

Tak samo, jak ten zwinięty w bibułę, zostawia w organizmie nikotynę i inne substancje kancerogenne. I tak samo uzależnia. Sprawdzili to naukowcy z Kalifornii (USA), którzy przeprowadzili badanie na doświadczonych amatorach fajki wodnej, często przesiadujących w tzw. „hookah bars”. W Polsce o tego typu miejscach mówi się częściej „shisha bary”.
Wyniki swojego badania Amerykanie opublikowali dzisiaj w piśmie Clinical Journal of American Society of Nephrology. Wzięło w nim udział 55 osób. Naukowcy przeanalizowali próbki ich moczu – pobranego przed pójściem do baru, tuż po wyjściu i następnego ranka. Zbadali poziom nikotyny, kotoniny (związek powstający po rozkładzie nikotyny) oraz innych kancerogennych substancji występujących w tytoniu.
Zobacz też: Naukowcy obalili mit o czerwonym winie
Okazało się, że tuż po zapaleniu fajki poziom nikotyny w organizmie wzrasta aż 73-krotnie. Znacząco podnosi się też poziom innych biomarkerów tytoniu. Szkodliwe substancje utrzymywały się na wysokim poziomie w organizmie jeszcze następnego ranka. Wniosek? Regularne palenie fajek wodnych w "shisha barach" zwiększa ryzyko zachorowania na raka i inne przewlekłe choroby – piszą naukowcy w raporcie.
Kultura palenia tytoniu w ten sposób narodziła się w Indiach, choć niektórzy myślą, że w krajach arabskich. Dym tytoniowy, wciągany przez specjalną rurkę, połączoną najczęściej ze szklanym naczyniem, przechodzi najpierw przez filtr wodny, który go ochładza i oczyszcza. Właśnie dlatego wiele ludzi uważa, że palenie "shishy" jest nieszkodliwe dla zdrowia.
Zobacz też: Kawa ma dobroczynny wpływ... na poziom uczciwości w pracy
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: AR