Egzotyczne rynki pracy dla Polaków
Kraje arabskie, Nowa Zelandia czy Australia są gotowe na przyjęcie lekarzy z Polski. Udowodniły to I Międzynarodowe Medyczne Dni Kariery, które w trzy kwietniowe weekendy odbywały się kolejno w Katowicach, Warszawie i Poznaniu. Przed polską kadrą medyczną otwierają się nowe, czasem egzotyczne rynki pracy.
W założeniu organizatorów Medycznych Dni Kariery - firmy GreyEnd Consulting - nie miały to być zwykłe targi pracy, lecz platforma wymiany informacji o wszystkim, co dotyczy zagranicznych rynków pracy dla branży medycznej. Pomysł się sprawdził. Podczas seminariów, tłumnie odwiedzanych przez uczestników imprezy, można było się dowiedzieć, jak zdobyć pracę w Hiszpanii, Irlandii czy na Bliskim Wschodzie, jak zostać resident medical officer w Wielkiej Brytanii, rozpocząć staż na Wyspach Brytyjskich czy otworzyć specjalizację w USA. Opowiadali o tym przedstawiciele agencji rekrutacyjnych, ale także - z własnego doświadczenia - polscy lekarze zatrudnieni za granicą.
"Do tej pory dostęp do takiej kompleksowej informacji był w Polsce utrudniony. Lekarze nie mieli kontaktu z kolegami, pracującymi w zagranicznych ośrodkach. Podczas targów mogli z nimi porozmawiać. Mogli przekonać się, że ofert pracy dla osób, które chcą się rozwijać i szukają za granicą coraz lepszych perspektyw zawodowych i finansowych, jest coraz więcej. To jest normalny konkurencyjny rynek pracy, którego w Polsce nie było przez 17 lat" - przekonuje dr Grzegorz Chodkowski, jeden z organizatorów Medycznych Dni Kariery.
Costa Brava zamiast Londynu
Lekarze na różnym etapie rozwoju zawodowego mogli wybierać spośród setek ofert pracy za granicą. Przy okazji można było się przekonać, jak bardzo aktywne i elastyczne są firmy, które ich rekrutują. "Rynki pracy zmieniają się dosyć szybko, a wraz z nimi nasza oferta. Państwowa służba zdrowia w Wielkiej Brytanii, dla której dotychczas robiliśmy nabór lekarzy, jest w przejściowym - miejmy nadzieję - kryzysie. Brytyjczycy w poprzednich latach przeinwestowali. Po raz pierwszy od kilku lat w 2006 r. angielscy lekarze nie mieli kilkunastoprocentowej podwyżki. Ich prace wzrosły jedynie o 3-4 proc. Wielu Anglików, którzy mają pracę, boi się, że mogą ją utracić, więc już tak bardzo nie grymaszą. Wiadomo, że pracodawca, mając do wyboru angielskiego i polskiego lekarza, wybierze Anglika" - mówi Anna Stradza, lider dywizji Healthcare & Social Care, polskiego oddziału brytyjskiej agencji rekrutacyjnej Hays. Dlatego jej firma zaczęła szukać nowych rynków pracy. Oferty dla polskich lekarzy znalazła w Hiszpanii, która boryka się teraz z ogromnym deficytem lekarzy.
"Szacuje się, że w ciągu 10 lat wskutek odejścia specjalistów na emeryturę, luka pokoleniowa w tym kraju sięgnie 25 tys. lekarzy" - mówi A. Stradza. Braki kadrowe w hiszpańskiej medycynie to skutek kształcenia zbyt małej liczby lekarzy, a także emigracji hiszpańskich specjalistów do Wielkiej Brytanii i Francji. Dlatego pracy dla polskich lekarzy nie zabraknie w Hiszpanii jeszcze przez wiele lat. Co ważne, kraj ten jako jeden z nielicznych w Europie, oferuje możliwość specjalizowania się młodym lekarzom z Polski.
Na Medyczne Dni Kariery firma Hays przywiozła też pierwsze oferty pracy z Portugalii, a kolejnym kierunkiem jej ekspansji ma być Grecja.
A może Dubaj?
Zmieniają się nie tylko kierunki emigracji lekarzy. Zmieniło się też podejście do nich agencji rekrutacyjnych. Coraz bardziej są one rzecznikami lekarzy, a nie tylko zagranicznych pracodawców. Pulsowi Medycyny opowiedział o tym Rafał Pudełko, przedstawiciel brytyjskiej firmy The J.S. Hamilton Healhcare, która dotychczas w Polsce robiła nabory lekarzy rodzinnych do Wielkiej Brytanii.
"Do tej pory oferty wypływały ze strony angielskich pracodawców, więc robiliśmy rekrutację tylko w jednej specjalizacji. Teraz zmieniliśmy podejście. Wszyscy lekarze, którzy mają drugi stopień specjalizacji i swobodnie posługują się językiem angielskim, są w kręgu naszych zainteresowań. Jeżeli są dobrzy, to my szukamy im pracodawcy" - wyjaśnia Rafał Pudełko. W tym celu jego firma nawiązała niedawno współpracę z inną brytyjską agencją rekrutacyjną - Pulse, która ma 18-letnie doświadczenie w rekrutowaniu na Wyspach lekarzy do prywatnych i państwowych ośrodków opieki medycznej oraz szpitali w Irlandii, Australii, Nowej Zelandii, a także na Bliskim Wschodzie. W Wielkiej Brytanii coraz trudniej znaleźć lekarzy chętnych do emigracji, więc pośrednicy kierują swoją aktywność w stronę Polski. Doświadczenie zdobyte już przez wielu Polaków w placówkach brytyjskich będzie mile widziane. Owocem współpracy obu firm były na Medycznych Dniach Kariery oferty pracy z Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu.
Stawiają na młodych
Zanim pierwsi lekarze z Polski wyjadą za pośrednictwem agencji w tak egzotyczne rejony świata, ciągle aktualna pozostaje oferta europejskich pracodawców. Agnieszka Anusiewicz, konsultantka firmy Paragona przekonywała na targach, że specjaliści z Polski są ciągle poszukiwani w Danii.
Szacuje się, że w tym kraju deficyt lekarzy uda się nasycić dopiero za 15 lat. "Potrzebni są lekarze rodzinni, interniści, anestezjolodzy, radiolodzy, psychiatrzy, patomorfolodzy, onkolodzy kliniczni. Co nie znaczy, że inne specjalizacje są bez szans. Bardzo często pojawiają się pojedyncze oferty dla lekarzy innych specjalności" - twierdzi A. Anusiewicz. Praktycznie bez szans są natomiast w Skandynawii osoby, które ukończyły 40-45 lat, jeśli nie znają języka skandynawskiego. Duńczycy wychodzą z założenia, że w tym wieku jest już bardzo trudno nauczyć się od zera tak trudnego języka jak duński. A jest to warunek stawiany przez wszystkich pracodawców. "Rekordzista", który za pośrednictwem firmy Paragona wyjechał do pracy w Danii miał 52 lata, ale znał już szwedzki.
Duńczycy jako jeden z pierwszych krajów w Europie umożliwili natomiast młodym lekarzom z Polski robienie u nich specjalizacji. W tej chwili świeżo upieczeni absolwenci LEP-u mogą specjalizować się w psychiatrii ogólnej i psychiatrii dzieci i młodzieży.
Na młodych lekarzy z Polski stawia też Wielka Brytania. Brytyjskie szpitale prywatne bardzo chętnie zatrudniają osoby z nieukończoną jeszcze specjalizacją w charakterze tzw. resident medical officer (RMO). Warunkiem jest 2-letnie doświadczenie w zawodzie i oczywiście doskonała, potwierdzona certyfikatem językowym, znajomość angielskiego. Tylko podczas warszawskiej edycji targów firma rekrutacyjna NES Healthcare zebrała ponad 100 aplikacji młodych lekarzy z całej Polski, którzy chcą podjąć pracę RMO. Jak ocenia Katarzyna Błesznowska, konsultant ds. rekrutacji NES Healthcare, kilkanaście z tych osób ma realną szansę na kontrakt. Także inni, choć nie mają jeszcze wymaganego 2-letniego doświadczenia zawodowego, pozostaną w kręgu zainteresowania firmy. „Będziemy tych lekarzy prowadzić aż do momentu, gdy po stażu i roku specjalizacji, będą już mogli z nami wyjechać do pracy w Wielkiej Brytanii" - mówi K. Błesznowska.
W oku cyklonu
W kuluarach targów nie brakło komentarzy, że tak wielkie zainteresowanie ofertą zagranicznych pracodawców, to skutek medialnej nagonki na lekarzy i przenoszenia negatywnych opinii o jednostkach na całe środowisko. „W przypadku młodych lekarzy kryzys pogłębiają dodatkowo takie zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia, jak odpracowywanie rezydentur. Młodzi ludzie zaczynają szukać rozwiązań na Zachodzie. Już teraz mamy możliwość pracy jako RMO. Wolimy się jednak dokształcić, zrobić specjalizację w Polsce, żeby nabrać większego doświadczenia i liczyć się bardziej na zagranicznych rynkach pracy. Rośnie fala lekarzy, którzy weszli w oko cyklonu. Teraz robią specjalizację, ale większość z nich myśli o wyjeździe za granicę" - mówił Maciej Raurowicz, lekarz z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w trakcie robienia specjalizacji z medycyny rodzinnej.
Takich osób jak on, które przyszły na targi, by zorientować się w sytuacji, poznać możliwości pracy za granicą, było wiele na Medycznych Dniach Kariery. Szkoda, że tak mało do zaproponowania mieli dla nich polscy pracodawcy. Przy stoiskach trzech prywatnych centrów medycznych (Medicover, Medycyna Rodzinna, Enel-Med) jeszcze kilka lat temu kłębiłyby się tłumy. Tym razem było raczej pusto. A oferty jakiegokolwiek publicznego pracodawcy próżno by szukać na Medycznych Dniach Kariery. „Targi odzwierciedlają sytuację na rynku pracy. Polscy pracodawcy publiczni nie dostrzegają, jak bardzo zmienia się ten rynek i że trzeba na nim aktywnie działać" - komentuje Grzegorz Chodkowski. Czy za parę lat jacyś pośrednicy nie będą na podobnych targach za szukać dla polskich publicznych szpitali pracowników na Ukrainie czy Białorusi?
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska