Dyrektorzy i samorządowcy o podwyżkach: większość szpitali “pod kreską”, aneksy są podpisywane pod presją

opublikowano: 23-08-2022, 14:53

Około 60 proc. szpitali jest w związku z podwyżkami “pod kreską”, po kilku miesiącach mogą zacząć ogłaszać upadłość – mówił we wtorek (23 sierpnia) Andrzej Płonka ze Związku Powiatów Polskich podczas spotkania dyrektorów, prezesów i samorządowców, które odbyło się w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Bardzo wielu dyrektorów szpitali – z uwagi na niemożność wypłacenia podwyżek – obawia się interwencji Państwowej Inspekcji Pracy.
Bardzo wielu dyrektorów szpitali – z uwagi na niemożność wypłacenia podwyżek – obawia się interwencji Państwowej Inspekcji Pracy.
Fot. iStock

Obowiązująca od 1 lipca nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników podmiotów leczniczych oraz niektórych innych ustaw wprowadza nowe współczynniki pracy – a więc i podwyżki uzależnione od rodzaju zaszeregowania pracownika. 9 sierpnia prezes AOTMiT Roman Topór-Mądry i wiceprezes NFZ Bernard Waśko poinformowali, że w związku z trudnościami z realizacją podwyżek dla pracowników – wynikających z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu – szpitale I i II poziomu mogą liczyć na dodatkowe środki. 23 sierpnia odbyła się konferencja zorganizowana przez Związek Powiatów Polskich, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. Dyskusja była poświęcona przede wszystkim realizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu.

Dyrektorzy podpisują aneksy, ale pod presją

Podczas konferencji przedstawiciele Związku Powiatów Polskich przedstawili dane dotyczące liczby szpitali, które nie będą w stanie wywiązać się z zagwarantowanych tzw. ustawą podwyżkową wzrostów wynagrodzeń - przypomnijmy - nie tylko dla medyków zatrudnionych na umowach o pracę, ale też pracowników administracyjnych i technicznych. Zweryfikowane dane dotyczyły 195 szpitali – z tej grupy placówek 145 placówek nie jest w stanie pokryć kosztów podwyżek dla pracowników działalności medycznych oraz pozostałego personelu.

  • Dla 14 szpitali niedobór środków na podwyżki wynosi ponad 1 mln zł miesięcznie;
  • dla 33 powyżej 500 tysięcy złotych;
  • dla 75 od 100 do 500 tysięcy zł miesięcznie;
  • dla pozostałych poniżej 100 tysięcy zł.

50 szpitali zadeklarowało wprawdzie, że znajdą środki na wypłatę podniesionych wynagrodzeń, ale ze wspomnianych 50 placówek 13 nie wystarczy na podwyżki dla personelu administracyjno-technicznego, natomiast kolejnych 30 nie wypłaci ich pracownikom na umowach innych niż umowy o pracę.

- Od 2015 r. wszelkie podwyżki, które były w różny sposób ustalane i wdrażane, szły poza kontraktami. (…) Powoli dochodzimy do momentu, gdy w kasie będzie po prostu pusto. Dziś nawet samorządy stopniowo tracą zdolność kredytową z różnych powodów. (…) Pan minister twierdzi, że skoro ponad 90 proc. szpitali podpisało aneksy, to oznacza to, że większość placówek ma się dobrze, a jedynie 10 proc. jest kiepsko zarządzanych. Proszę jednak nie mylić podpisania aneksu, co często wynika po prostu z presji, jakiej poddawani są dyrektorzy, z rzekomym zadowoleniem dyrektorów. Nasze spotkanie jest maksymalnie apolityczne, chcemy po prostu powiedzieć jak jest i co trzeba poprawić, bo w wielu szpitalach podwyżek wystarczy na 2-3 miesiące i koniec. Około 60 proc. szpitali jest w związku z podwyżkami pod kreską, po kilku miesiącach mogą zacząć ogłaszać upadłość – mówił Andrzej Płonka ze Związku Powiatów Polskich.

Jaką presję mają na myśli dyrektorzy? Przede wszystkim obawę o utratę płynności finansowej oraz roszczenia ze strony pracowników, którzy domagają się zagwarantowanych ustawowo podwyżek.

W jego ocenie wypłacanie środków na wynagrodzenia osobnym strumieniem sprawiło jedynie, że ocena realnego poziomu finansowania świadczeń jest dziś nieprecyzyjna. Jak dodał, bardzo wielu dyrektorów – z uwagi na niemożność wypłacenia podwyżek – obawia się interwencji Państwowej Inspekcji Pracy. Z informacji przekazywanych do ZPP wynika, że kontrole już się rozpoczęły, wiele z nich na sygnał personelu pielęgniarskiego, który zgłasza np. nieprawidłowości w zaszeregowaniu.

- Jako dyrektorzy rozmawialiśmy z Ministerstwem Zdrowia i NFZ, każdy kto dziś ma problem finansowy w szpitalu widzi, że nie takie były ustalenia. Pierwotne ustalenia mamy takie: wprowadzamy cały produkt podwyżkowy do wyceny, ale pieniędzy ma wystarczyć na etaty, kontrakty, umowy zlecenia, pracowników administracji i technicznych plus miał zostać też uwzględniony efekt inflacyjny. Tymczasem mamy, co mamy. (…) Początkowa retoryka rzecznika MZ była oburzająca i sprowadzała się do twierdzeń, że to dyrektorzy nie mają wiedzy i źle zarządzają szpitalami, przeciwko czemu jako Związek protestowaliśmy. Później ta retoryka się zmieniła. MZ zaczęło widzieć problem i poinformowało, że przyjrzy się kosztom, ale coś z tych zapowiedzi musi wyniknąć - powiedział Waldemar Malinowski, przedstawiciel Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych,

Dyrektorzy będą wnioskowali w sprawie podwyżek o spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim oraz udostępnienie im szczegółowego algorytmu, którym AOTMiT posłużyła się podczas wyliczania poziomu wzrostu wycen w poszczególnych zakresach. Środowisko stoi bowiem na stanowisku, że podstawowy błąd przy wdrażaniu ustawy wynika z tego, że środki te zostały przekazane w nieprawidłowy sposób. Na wniosek ZPP sprawie ma się też przyjrzeć Najwyższa Izba Kontroli.

Jak ustawa podwyżkowa wpłynęła na sytuację finansową szpitali?

Eksperci Związku Powiatów Polskich przeanalizowali dane 195 szpitali. Pierwsze sygnały o potencjalnych trudności w wypłacie podwyżek spłynęły do ZPP już w pierwszych dwóch-trzech tygodniach lipca, gdy placówki zaczęły otrzymywać aneksy – i zgłaszały je szpitale z kilku różnych województw m.in. małopolskiego, lubuskiego czy wielkopolskiego. Wobec tego pod koniec lipca ZPP przekazało do szpitali prośbę o wypełnienie i odesłanie ankiety, w której pytano o stronę kosztową i przychodową. Odpowiedziało na nią ponad 200 szpitali, ale do dnia konferencji udało się zweryfikować dane pochodzące d 195 placówek.

- Z tych 195 placówek 145 nie jest w stanie zrealizować obligatoryjnych podwyżek z podwyżki kontraktu. Mowa tutaj o ustawowym minimum, którego nie można z pracownikami negocjować. (…) To problem narastający od wielu lat. Od 2015 r. środki na podwyżki szły osobnym strumieniem. W teorii było to rozwiązanie korzystne dla dyrektorów szpitali, bo gwarantowało pieniądze na podwyżki, ale w praktyce spowodowało, że zaciemnił się obraz tego ile NFZ płaci za świadczenia opieki zdrowotne. Musimy pamiętać, że nawet gdyby szpitale otrzymały środki odrębnym strumieniem, to i tak nie rozwiązałoby problemu. Nadal obowiązuje i obowiązywał paragraf 16 OWU. Działa on w ten sposób, że nawet po otrzymaniu pieniędzy odrębnym strumieniem, to przy każdej podwyżce wyceny świadczeń te środki musiałyby zostać wykorzystane na deficyty wynikający z fakty wzrostu wynagrodzeń – wyjaśniła Bernadeta Skóbel, radca prawny, kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyz Biura Związku Powiatów Polskich.

Z 50 placówek , które wypłacą podwyżki bez problemu 13 nie wystarczy na podwyżki dla personelu administracyjno-technicznego, natomiast kolejnych 30 nie wypłaci ich pracownikom na umowach innych niż umowy o pracę. Ten drugi aspekt jest tym bardziej problematyczny w przypadku szpitali, które dużą część personelu zatrudniają na kontraktach.

AOTMiT deklaruje, że rocznie na wzrost wycen z powodu podwyżek „pójdzie” nawet 18 mld złotych. Problem w tym, że szpital nie odczuwają efektu podwyżkowego. ZPP skierowało do lokalnych oddziałów NFZ wniosek o udostępnienie szczegółowych informacji o zaproponowanych placówkom aneksów do umów. Fundusz odmówił udzielenia takich danych, twierdząc, że nie jest to informacja publiczna.

- A wydawałoby się, że przy wydatkowaniu tak znaczących środków finansowych kontrola społeczna jest potrzebna – dodała mecenas Skóbel.

Jak dodała, nie ma możliwości, by szpitale mogły sfinansować 22 proc. podwyżki, gdy większość z nich otrzymała wzrost kontraktu o 5, 7 czy 15 proc. Zauważyła też, że jako rozwiązanie problemu zaproponowano wzrost wycen np. w SOR-ach, ale zdaniem mecenas Skóbel nie jest to realne wsparcie dla szpitali, które podwyżki muszą wypłacić już teraz.

- W wielu wypadkach dyrektorzy zdecydowali się na podpisanie aneksu pod presją, a wręcz pod przymusem: lepiej bowiem mieć 7 proc. podwyżki niż jej nie mieć. (…) Warto tu też dodać, że z informacji przekazanej przez wiceprezesa Bernarda Waśkę wynika, że 242 szpitale sieciowe mają wzrost wartości kontraktu do 15 proc. (…) Może istnieje jakiś szpital, który dostał podwyżkę na poziomie 20 proc. i dalej odmawia podpisania aneksu, natomiast my mówimy o placówkach, które dostały podwyżkę rzędu 5, 10 czy 11 proc. i nie są w stanie zapłacić swoich pracownikom godziwych podwyżek – zwróciła uwagę mecenas Skóbel.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zbigniew Król o ustawie podwyżkowej: korzystniejsze byłoby częstsze taryfikowanie świadczeń oraz ich odpowiednia wycena

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.