dwaworki list
Wzrosły wynagrodzenia lekarzy, ale nie tylko. Pozostały personel też skorzystał na tym wzroście. Ponieważ przyrost wynagrodzeń u lekarzy był największy, stąd może ten pogląd pana Kozierkiewicza. Ale częściowo jest to skutek zmiany przepisów o czasie pracy oraz wymagań funduszu w zakresie realizacji umów. Wymagań, które są w wielu przypadkach nielogiczne i nierealistyczne. Zgoda, że mimo wzrostu wydatków pacjenci i świadczeniodawcy jak narzekali, tak narzekają, i że nie ma bezpośredniego powiązania między ilością wydawanych pieniędzy a poprawą jakości opieki. Tylko według mnie na co innego narzekają pacjenci, a na co innego świadczeniodawcy. Pacjenci słyszą, że wszystko należy się im bezpłatnie, w najlepszej jakości (europejskiej lub nawet amerykańskiej), natychmiast i najlepiej w miejscu ich zamieszkania. W takiej wierze podtrzymują ich wypowiedzi polityków, z panią minister na czele. Natomiast świadczeniodawcy narzekają na to, że mimo wzrostu nakładów, często zmieniające się i nielogiczne przepisy zmuszają ich do działań, które powodują, że te środki nie zawsze są wydawane efektywnie.
Zarządzam szpitalem powiatowym mieszczącym się w obiektach oświatowych przedwojennego korpusu kadetów, zbudowanych na początku XX wieku. Trzy przykłady z mojego podwórka na poparcie tej tezy:
1. Funkcjonuje przepis, który nakazuje dyrektorom przekazanie co najmniej 40 proc. środków uzyskanych z tytułu wzrostu kontraktu z płatnikiem na wynagrodzenia. To wprost doskonały sposób na zburzenie nawet najlepszego systemu wynagrodzeń w szpitalu. To jakby częściowy powrót do systemu budżetowego, gdzie dostawało się dwa worki pieniędzy. Na łóżka i na ludzi. Nieraz, bardzo rzadko, był jeszcze worek ze środkami na inwestycje. Zgodnie z ustawą o ZOZ-ach, miały to być samodzielne i samofinansujące się zakłady. Gdzie ta samodzielność, jeżeli o wysokości środków na wynagrodzenia nie decyduje kierownik zakładu?
2. Obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie warunków technicznych i sanitarnych, którym powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej - tzw. rozporządzenie kaloryferowe. Każdy ZOZ musi dostosować się do tych wymogów. Duża część z tych wymogów jest nielogiczna lub nawet niemożliwa do spełnienia. Jednak sanepidy wymuszają na nas realizację programów dostosowawczych w celu spełnienia tych wymogów. A to wszystko kosztuje. W większości dysponujemy szpitalami mieszczącymi się w budynkach z początku XX wieku. Niektóre budynki pochodzą nawet z XIX wieku. A te, których budowę rozpoczęto w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, dzisiaj też nie spełniają wymogów i są bardzo drogie w eksploatacji.
3. Coraz wyższe wymagania stawia płatnik. Głównie jest to widoczne w momencie kontraktowania świadczeń. Rozumiem, że nie może być inaczej. Ale czy wszystkie wymagania są logiczne i wpływają na jakość świadczeń? Trzeba wykazać się zarówno co do ilości, jak i jakości odpowiednią kadrą lekarską i pielęgniarską. Płatnik oczekuje, że szpital będzie funkcjonować cały rok, niezależnie od wartości kontraktu, który otrzyma od funduszu. Wiadomo, że poniżej pewnej wartości kontraktu szpital nie jest w stanie zbilansować kosztów z przychodami. Pozostają wolne moce produkcyjne, które generują koszty. Jeżeli nie można uzyskać dodatkowych przychodów, szpital generuje stratę.
Może jednak dopuścić możliwość udzielania odpłatnych świadczeń zdrowotnych, płacić za gotowość lub powiedzieć wprost - trzeba zmniejszyć liczbę szpitali. I tu się znowu zgadzam z panem Kozierkiewiczem. Tylko że to są decyzje, które powinien podjąć ktoś, kto odpowiada za politykę zdrowotną.
Finansowanie sanatorium ze środków publicznych jako kuriozum systemu - zgoda. Zgadzam się również z poglądem, że politycy podejmą działania dopiero wówczas, gdy nastąpi bunt społeczny. Wskazuje na to choćby historia z ustawą 203.
Janusz Atłachowicz,
dyrektor Szpitala Powiatowego w Rawiczu, wiceprezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej STOMOZ
Źródło: Puls Medycyny