Dla chorych na DMD każdy dzień samodzielności jest bezcenny

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 06-12-2023, 16:00

Terapia przyczynowa dystrofii mięśniowej Duchenne’a (DMD) ma wpływ na wydłużenie okresu sprawności i samodzielnego funkcjonowania chorych, co w dużym stopniu zmienia życiową perspektywę tych młodych chłopców i ich rodzin. Mamy pod opieką wielu nastolatków, ale też ponad 20-letniego pacjenta, którzy nadal samodzielnie chodzą. Dane z tzw. historii naturalnej pokazują, że bez leczenia przebieg DMD jest znacznie szybszy - zaznacza prof. Anna Kostera-Pruszczyk.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O kim mowa
Fot. Archiwum

Prof. dr hab. n. med.
Anna Kostera-Pruszczyk jest specjalistą w dziedzinie pediatrii, neurologii i neurologii dziecięcej, kierownikiem Katedry i Kliniki Neurologii WUM.

Na co dzień leczy pani pacjentów z różnymi chorobami rzadkimi. Jedną z nich jest dystrofia mięśniowa Duchenne’a. Jak ona przebiega?

Dystrofia mięśniowa Duchenne’a to ciężka choroba genetyczna, prowadząca do nieodwracalnego niedowładu i zaniku mięśni. Jest jedną z najczęstszych dystrofii mięśniowych i najczęstszą rozpoczynającą się we wczesnym dzieciństwie. Ze względu na recesywny sposób dziedziczenia sprzężony z płcią, dotyka głównie chłopców. Występuje raz na ok. 6000 urodzeń; w Polsce każdego roku rodzi się ok. 30 dzieci z tą chorobą.

Po urodzeniu chłopiec wydaje się być zdrowy. Początkowe objawy pod postacią zaburzeń chodu pojawiają się już w pierwszych 2-3 latach życia. Z czasem narasta nie tylko niedowład kończyn dolnych, ale i górnych, rozwija się przewlekła niewydolność oddechowa i kardiomiopatia. W wieku 10-12 lat pacjent zwykle zostaje unieruchomiony na wózku inwalidzkim, a w ciągu kilku kolejnych staje się osobą leżącą i wymagającą wspomagania oddechowego. Choroba znacząco skraca oczekiwany czas życia. W ostatnim okresie życia chłopiec czy młody mężczyzna jest całkowicie zdany na opiekę innych osób.

Chorzy na dystrofię mięśniową Duchenne’a wymagają wielospecjalistycznej opieki. Jaki zespół lekarzy powinien się nimi zajmować?

Choroba ta jest bardzo trudna nie tylko ze względu na postępujący przebieg, ale również w kategoriach terapeutycznych. Zgodnie z zaleceniami towarzystw naukowych, pacjenci z dystrofią mięśniową Duchenne’a wymagają jednoczesnej, skoordynowanej opieki wielu lekarzy różnych specjalności, w tym m.in.: pediatry, lekarza rodzinnego, neurologa, kardiologa, ortopedy, gastroenterologa, pulmonologa, a także dietetyka, psychologa czy logopedy. Konieczna jest systematyczna, stała rehabilitacja, która pomaga dłużej utrzymać sprawność fizyczną chorego, chroni przed narastaniem przykurczów, poprawia zarówno funkcje, jak i jakość życia. W tej grupie pacjentów bardzo zależy nam na dostępie zarówno do wysokiego standardu opieki, jak i nielicznych terapii, które pojawiły się w ostatnim czasie.

Przez wiele lat nie istniało leczenie, które mogłoby spowolnić postęp choroby, możliwe było tylko łagodzenie jej objawów. W końcu dla części pacjentów nastąpił przełom w terapii.

Rzeczywiście, wiele prowadzonych do niedawna badań klinicznych kończyło się wynikami negatywnymi lub nawet było zamykanych przed czasem ze względu na brak skuteczności stosowanego leczenia. Dodam, że badania kliniczne w chorobach rzadkich są bardzo trudne do przeprowadzenia. Rekrutują one możliwie największą, ale zawsze jednak niewielką grupę pacjentów. Zwykle jest to nie więcej niż 100 chorych, podzielonych na dwa ramiona badania, z czego jedna grupa otrzymuje placebo, a okres obserwacji rzadko przekracza dwa lata. Dodatkową trudnością są badania w populacjach pediatrycznych. Tym bardziej należy doceniać badania rejestrowe w tej grupie chorób, które nie tylko powinny być brane pod uwagę w ocenie skuteczności nowych leków, ale też analizowane z punktu widzenia tego, jakie realne korzyści pacjenci odnoszą z tych leków.

Jednym z przykładów jest ataluren - pierwsza terapia przyczynowa dla pacjentów z dystrofią mięśniową Duchenne’a, a także jedna z nielicznych w obszarze chorób rzadkich. Jest ona skuteczna tylko u pacjentów, którzy posiadają mutację nonsensowną uszkodzonego genu, a więc mniej więcej u jednego na 10 chorych chłopców z DMD. W tej grupie pacjentów jej działanie ma jednak istotne znaczenie kliniczne.

W Klinice Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, którą pani kieruje, już od 2013 r. były prowadzone badania kliniczne z użyciem atalurenu. Na czym polega ta terapia i dlaczego możliwość jej zastosowania jest tak istotna w przebiegu tej choroby?

Doświadczenia naszego ośrodka z leczenia atalurenem są bardzo dobre. Terapia ma wpływ na wydłużenie okresu sprawności i samodzielnego funkcjonowania chorych, co w dużym stopniu zmienia życiową perspektywę tych młodych chłopców i ich rodzin. Każdy kolejny dzień samodzielności jest dla nich bezcenny. Mamy pod opieką wielu nastolatków, ale też ponad 20-letniego pacjenta, którzy nadal samodzielnie chodzą. Dane z tzw. historii naturalnej pokazują, że bez leczenia przebieg DMD jest znacznie szybszy.

Należy dodać, że ataluren to też jedyny lek dla tej grupy chorych, po który możemy dzisiaj sięgnąć, poza steroidami, które weszły do terapii wiele lat temu i pozostają w standardzie opieki nad pacjentami z dystrofią mięśniową Duchenne’a. Warto wspomnieć, że od marca 2022 r. ataluren jest dostępny w Polsce w programie lekowym NFZ.

Od kilku lat jest prowadzony międzynarodowy rejestr STRIDE (Strategic Targeting of Registries and International Database of Excellence), w którym są opisywane procesy leczenia pacjentów z użyciem atalurenu. Co wynika z tego rejestru?

W rejestrze tym od 7 lat są gromadzone rzeczywiste dane ze stosowania leku w praktyce klinicznej. Obecnie obejmuje on już ponad 300 chorych, którzy pochodzą z 14 krajów Europy oraz Izraela. W rejestrze są analizowane wyniki uzyskane w grupie chorych, którzy otrzymują ataluren, i porównuje się je z naturalną historią przebiegu choroby, obserwowaną w długofalowym badaniu w przeszłości.

Zaobserwowano, że leczenie wydłuża okres samodzielnego chodzenia o co najmniej 4 lata. Wywiera także ochronny wpływ na funkcje mięśni oddechowych, wyrażający się wolniejszym postępem pogarszania się parametrów spirometrycznych. STRIDE to rejestr wyjątkowy ze względu na dużą grupę pacjentów oraz długi czas obserwacji, co jest bardzo istotne w chorobach rzadkich.

Komentarz
Maks już 10 lat przyjmuje lek i dzięki temu wciąż samodzielnie się porusza
Agnieszka Volkov
prezes Fundacji Parent Project Muscular Dystrophy, mama 17-letniego syna z dystrofią mięśniową Duchenne’a
Maks już 10 lat przyjmuje lek i dzięki temu wciąż samodzielnie się porusza
Fot. Archiwum

Wstępna diagnoza u mojego syna została postawiona, gdy skończył 14 miesięcy. Było to dla mnie ogromnym szokiem. Trafiliśmy do neurologa ze względu na niewielkie odchylenia od normy w rozwoju fizycznym syna, a wyszliśmy z podejrzeniem postępującego zaniku mięśni, a więc wyrokiem.

Wtedy zaczęła się nasza odyseja diagnostyczna, chodziliśmy od jednego lekarza do drugiego, ponieważ w tamtym czasie nie było łatwo potwierdzić takie rozpoznanie. W końcu zostaliśmy skierowani na biopsję mięśnia, która potwierdziła dystrofię mięśniową Duchenne’a. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej jednostce chorobowej, nie wiedziałam, jak bardzo dramatyczny ma przebieg. Z każdym dniem uczyliśmy się życia z chorobą. Największą trudnością był wówczas brak jakichkolwiek rzetelnych informacji na ten temat, zwłaszcza w języku polskim.

Uznałam, że należy to zmienić i wspólnie z dwójką innych rodziców założyliśmy Fundację Parent Project Muscular Dystrophy. Rozpoczęliśmy od przetłumaczenia standardów postępowania diagnostyczno-terapeutycznych. Dzięki temu udało nam się przekonać wielu lekarzy np. do steroidoterapii, którą początkowo odradzali ze względu na działania niepożądane. Dzisiaj jest to standard leczenia.

W tamtym czasie pojawiła się też pierwsza terapia przyczynowa w dystrofii mięśniowej Duchenne’a, zmieniająca naturalny przebieg choroby, spowalniająca jej postęp. Na całym świecie rozpoczęły się badania kliniczne. Jednym z ośrodków biorących w nich udział była Klinika Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Leczenie było jednak przeznaczone tylko dla chorych, którzy posiadali mutację nonsensowną uszkodzonego genu. Po badaniach, które musieliśmy wykonać za granicą na własny koszt (ok. 25 tys. zł), ponieważ w Polsce wówczas nie przeprowadzano takich testów, okazało się, że mój syn jest w gronie chłopców, którzy mogą zostać poddani tej terapii.

Obudziło to w nas wielkie nadzieje, tym bardziej, że Maks zakwalifikował się do pierwszej grupy pacjentów, którym podano ataluren. Miał wówczas 7 lat i do dzisiaj przyjmuje ten lek. Dzięki temu w wieku 17 lat wciąż samodzielnie się porusza, je posiłki, myje zęby. Wymaga jedynie niewielkiej pomocy w codziennych domowych czynnościach. Inni chłopcy z DMD w jego wieku, którzy są leczeni jedynie objawowo, utracili już zdolność chodzenia i mają problemy z wydolnością układu oddechowego. Tak więc różnice w sposobie funkcjonowania i jakości życia są ogromne.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.