To właśnie brak chęci ministerialnych urzędników do szczerej rozmowy z kimkolwiek był w ostatnich latach bodaj największym problemem w polskiej służbie zdrowia. Niedawne otwarcie się nowego kierownictwa na otaczający świat przyjęto z wielkimi nadziejami. Cieszy powoływanie zespołów, spotykanie się ministrów właściwie z każdą grupą, która szuka rozwiązania swoich problemów. Dzięki dialogowi wyrównują się poziomy ciśnienia w ministerialnych gabinetach z ciśnieniem otaczającego środowiska.
Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj — i trzymać kciuki, żeby nie był to neoficki zapał, ale trwała zmiana podejścia. Będzie jednak coraz trudniej. Im więcej proponowanych zmian, tym więcej dyskusji, sporów, argumentów i... możliwości popełnienia błędów. Ciśnienie rośnie. Łatwo się zniechęcić, kiedy druga strona ma odmienne zdanie. Znamy przykłady ministrów, którym się wydawało, że mają monopol na prawdę. Ich kariery upadały, a nazwiska skracały się do pierwszy liter w prokuratorskich doniesieniach.
Dlatego pierwsze sygnały o oznakach zasklepiania się w swoich poglądach i nieobecności przedstawicieli ministerstwa na spotkaniach różnych ciał i komisji złóżmy na razie na karb przypadku, a nie zmiany podejścia. Trzeba być optymistą. Zbyt wielu doświadczonych medyków pracuje w ministerstwie, aby chcieli terapię choroby komunikacyjnej zakończyć po trzech miesiącach i ustąpieniu kilku objawów. W regulowaniu poziomu ciśnienia konieczne jest wzięcie pod uwagę wszystkich czynników ryzyka i systematyczność. Rozmawiać trzeba ze wszystkimi. Stale. W przeciwnym razie pojawią się komplikacje, a tego wszyscy chcieliby uniknąć.
Nie tylko terapia nadciśnienia wymaga uwzględnienia wielu różnych czynników, podobnie jest właściwie ze wszystkimi chorobami. Każdy problem wymaga spojrzenia z różnych stron, rozważenia wielu „za” i „przeciw”, wsłuchania się w opinię partnera i wzięcia jej pod uwagę. Wśród pracowników międzynarodowych korporacji jest opowiadany taki dowcip: „Na czym polega wymiana opinii z przełożonym? Na tym, że przychodzę na spotkanie ze swoją opinią, a wychodzę z opinią przełożonego”. Niech ten mechanizm pozostanie jednak w sferze dowcipu.
Krzysztof Jakubiak, redaktor naczelny
[email protected]