Były wiceminister zdrowia punktuje Kaczyńskiego: pieniądze w NFZ są wszystkich Polaków
Słowa Jarosława Kaczyńskiego na temat roli prywatnych podmiotów w systemie ochronie zdrowia wywołały burzę. Jego zdaniem, niepubliczne placówki nie powinny działać w ramach umów z NFZ. Do stwierdzenia prezesa PiS odnosi się Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia, który przypomina, że środki NFZ to pieniądze wszystkich Polaków.

Krzysztof Łanda, lekarz, założyciel Fundacji Watch Health Care, były wiceminister zdrowia (2015-2017) odpowiedzialny m.in. za politykę lekową i refundację, w rozmowie z “Pulsem Medycyny” skomentował ostatnie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego.
Przypomnijmy. Prezes PiS 24 lipca spotkał się z mieszkańcami Konina (woj. wielkopolskie). W swoim wystąpieniu mówił m.in. o ochronie zdrowa. Odnosząc się do niepublicznych lecznic wskazał, że nie ma nic przeciwko nim, pod warunkiem że prywatny podmiot „będzie brał pieniądze od klienta, ale nie z funduszu ochrony zdrowia”.
- To czysty populizm. Ministrowie zdrowia z PiS podkreślali, że liczy się pacjentocentryzm i Value Based Health Care, a wychodzi na to, że prezesa tej partii nie interesują efekty zdrowotne, tylko własność środków produkcji. Prezes Kaczyński zapomina też o podstawowej kwestii, że pieniądze w NFZ to nie są środki, którymi można różnicować dostęp do podmiotów publicznych i prywatnych. To są pieniądze wszystkich Polaków. Może PiS chciałby zakazać finansowania leków czy wyrobów medycznych, które produkują prywatne podmioty? A może zlikwidować stomatologię czy medycynę rodzinną w Polsce, gdzie przeważająca większość podmiotów jest prywatnych? – zaznacza nasz rozmówca.
W Polsce obowiązuje równość podmiotów względem prawa
I podkreśla, że póki co w naszym kraju wciąż obowiązuje równość podmiotów względem prawa. Wobec tego powinna też obowiązywać równość dostępu do środków publicznych. Pacjenta nie interesuje, czy jest leczony w prywatnym podmiocie, czy w publicznym – pacjenta interesuje wysoka jakość, dostępność do świadczeń zdrowotnych i uzyskiwane efekty.
- To, co powinno interesować „państwo”, to odpowiednia jakość opieki zdrowotnej i jej dostępność. Obecność podmiotów prywatnych, które godzą się na wykonywanie świadczeń zgodnie z obowiązującymi taryfami w systemie publicznym, powinna się odbywać na takich samych zasadach jak w przypadku podmiotów sektora publicznego. Różnicowanie tych podmiotów, moim zdaniem, jest niezgodne z Konstytucją. Niezgodne też ze zdrowym rozsądkiem – zaznacza dr Łanda.
Dlaczego? Bo konkurencja jest zdrowa i powinniśmy ją chronić, a nie niszczyć. Jak wyjaśnia ekspert, obecność prywatnych podmiotów na rynku pobudza konkurencję, sprawia, że zwiększa się dostępność świadczeń zdrowotnych, także tych, które są w koszyku świadczeń gwarantowanych. – A te gwarancje w Polsce są czysto teoretyczne. Mamy zbyt szeroki zakres świadczeń koszykowych, który jest zupełnie nieadekwatny do środków na jego realizację. I stąd mamy w ochronie zdrowia kolejki, korupcję i korzystanie ze znajomości – komentuje nasz rozmówca.
Reformę systemu ochrony zdrowia trzeba zacząć od zmian w koszyku
W ocenia dr. Łandy porządkowanie systemu ochrony zdrowia należałoby zacząć od przeglądu koszyka świadczeń gwarantowanych. To należy zrobić mając na uwadze dostępny budżet.
- Jeżeli ktoś deklaruje, że poprawia system opieki zdrowotnej, i nie odnosi się do koszyka, to po prostu mami Polaków pustymi obietnicami – podsumowuje.
Jak poprawić dostępność do świadczeń zdrowotnych?
- Do tego musimy zrobić porządny przegląd zawartości koszyka świadczeń gwarantowanych, tak by prawa pacjentów do leczenia były precyzyjnie określone – dziś koszyk jest zaśmiecony i dziurawy. Czy ktoś może sobie wyobrazić firmę ubezpieczeniową, która oferuje polisy ze słabo zdefiniowanym zakresem świadczeń w przypadku zaistnienia szkody? Praca nad koszykiem wymaga wysokich kwalifikacji, ludzi i czasu. Takie definiowanie koszyka w Holandii zajęło 6 lat. Mówimy tu o państwie, które jest pierwsze w rankingach systemów ochrony zdrowotnej w Europie – wyjaśnia specjalista i przypomina, że w czasach jego kadencji w resorcie zdrowia podjęto próbę takiego przeglądu koszyka, ale po jego odejściu z Ministerstwa Zdrowia prace przerwano. - Co mamy? Mnogość świadczeń, często źle wycenionych. To skutkuje kolejkami pacjentów, ale i marnotrawieniem środków. Jeśli prywatnym jednostkom nie opłaca się oferować jakichś świadczeń, to jest to sygnał, że te świadczenia są źle wycenione. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą.
Są dobre wzorce, czemu z nich nie korzystamy
- Dobrze by się stało, gdyby decydenci zaczęli korzystać z wzorców międzynarodowych, gdzie system ochrony zdrowia działa skutecznie. Myślę tu o Holandii, Kanadzie, Australii czy Singapurze. W tym ostatnim kraju mamy niewielki koszyk, ale realnie gwarantowanych świadczeń. Te są dobrze wycenione, co sprawia, że ich realizacja jest opłacalna. Część poza koszykiem wymaga dodatkowych ubezpieczeń albo współpłacenia – wyjaśnia.
Nasz rozmówca przypomina, że Polacy też dopłacają do leków, jak i wyrobów medycznych - i to dużo. Ubezpieczenia dobrowolne dodatkowe również funkcjonują, ale w praktyce ich oferta powiela świadczenia gwarantowane, deficytowe w ramach finansowania z NFZ. Polacy więc płacą nie za dodatkowe świadczenia, a za to, że nie chcą czekać w kolejkach. Płacą więc podwójnie za to samo – raz w składce zdrowotnej, a drugi raz za abonament czy ubezpieczenie suplementarne. Ubezpieczenia komplementarne, które zapewniają dostęp do innowacyjnych metod leczenia, których NFZ nie finansuje, są wciąż w Polsce marginalne.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Rulkiewicz: partnerstwo publiczno-prywatne w ochronie zdrowia nie istnieje [WYWIAD]
Niedzielski: ustawa o jakości już wchodzi na ścieżkę legislacji
Źródło: Puls Medycyny