Brytyjska minister: mamy "epidemię" dzieci, którym się wmawia, że są transpłciowe

KM/PAP
opublikowano: 07-12-2023, 19:11

Wielka Brytania stoi w obliczu "epidemii" przypadków dzieci o skłonnościach homoseksualnych, którym wmawia się, że są transpłciowe i nakłania się je do operacji - ostrzegła Kemi Badenoch, która oprócz stanowiska minister biznesu i handlu, pełni urząd sekretarz stanu ds. równości.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Minister Badenoch zasugerowała, że od dawna obiecywany przez brytyjski rząd zakaz terapii konwersyjnej obejmie nie tylko osoby, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w heteroseksualne, ale także te, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w transpłciowe.
Minister Badenoch zasugerowała, że od dawna obiecywany przez brytyjski rząd zakaz terapii konwersyjnej obejmie nie tylko osoby, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w heteroseksualne, ale także te, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w transpłciowe.
Adobe Stock

Badenoch ostrzegła w środę w Izbie Gmin przed "nową formą terapii konwersyjnej", w ramach której dzieci są skłaniane do procedur medycznych, z których konsekwencji nie zdają sobie w pełni sprawy.

Zasugerowała również, że od dawna obiecywany przez rząd zakaz terapii konwersyjnej obejmie nie tylko osoby, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w heteroseksualne, ale także te, które próbują zmienić dzieci homoseksualne w transpłciowe.

– Obserwujemy, powiedziałabym, niemal epidemię małych dzieci homoseksualnych, którym mówi się, że są transseksualistami i które są wprowadzane na ścieżkę medyczną w celu podjęcia nieodwracalnych decyzji, a później żałują tego, co zrobiły - powiedziała.

PRZECZYTAJ TAKŻE: USA: kolejny stan ogranicza zabiegi korekty płci

Przywołała przypadek Keiry Bell, której w wieku 16 lat budząca duże kontrowersje klinika Tavistock, zajmująca się dysforią płciową dzieci, podała leki blokujące dojrzewanie płciowe, czego teraz Bell żałuje.

Zagrożeniem dla wielu młodych gejów nie jest konwersja związana z ich seksualnością, ale konwersja związana z tożsamością płciową. Jakakolwiek ustawa, którą opublikujemy, musi odnieść się do wielu z tych kwestii - podkreśliła Badenoch.

Skrytykowała również placówki służby zdrowia, które próbując być inkluzywne, ograniczyły użycie słów "kobieta" i "matka".

– W szczególności szpitale uważają, że usunięcie terminu “kobiety” jest bardziej inkluzywne. W rzeczywistości tak nie jest. To wyklucza i mówiąc delikatnie, jeśli używasz zwrotów takich jak “osoba karmiąca piersią” lub usuwasz słowa takie jak “matka” z formularzy, to nie pomagasz, a wręcz pogarszasz sytuację - wskazywała Badenoch.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Osoba niebinarna w gabinecie lekarskim. W komunikacji kluczowa jest uważność

Powiedziała, że nasilające się zjawisko zmieniania przez ludzi swojej tożsamości płciowej i domagania się określania ich innym imieniem lub zaimkami niż przypisane ich płci biologicznej spowodowało nieoczekiwane problemy dla szkół. Zapowiedziała, że zgodnie z nowymi wytycznymi, szkoły będą musiały informować rodziców, jeśli ich dziecko poprosi o taką zmianę we wszystkich przypadkach, z wyjątkiem "najbardziej ekstremalnych okoliczności". Podkreśliła, że rodzice nie mogą być traktowani przez szkoły jako wrogowie i muszą wiedzieć, co się w szkole dzieje z ich dziećmi.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.