Bez podwyżki stawki kapitacyjnej część przychodni „padnie”, zanim wdrożona zostanie reforma POZ
Reforma medycyny rodzinnej jest potrzebna nie dlatego, że podstawowa opieka nie działa. Cały system jest niewydolny, a pacjent nie może liczyć nawet na szybkie badania – mówi dr Bożena Janicka, prezes PPOZ. Zanim POZ-ty zaczną się reformować, trzeba zabezpieczyć ich obecną działalność, która jest zagrożona z powodu braku wzrostu stawki kapitacyjnej, chociażby o inflację.

Skoordynowana opieka - zgodnie z przyjętymi regulacjami – ma wejść do podstawowej opieki zdrowia w październiku 2022 r. Ma opierać się na zwiększeniu kompetencji lekarzy rodzinnych i pielęgniarek. Ci mają mieć większe możliwości diagnostyczne, tak by pacjent potrzebujący pewnych badań nie był - jak ma to miejsce obecnie – kierowany do AOS czy szpitala. Wdrożone mają być też narzędzia, które poprawią prowadzenie i organizowanie profilaktyki. Skuteczniej ma być realizowana również opieka nad przewlekle chorymi. Dzięki temu pacjenci będą lepiej zaopiekowani, zyskać mają też same POZ-y. Nowe działania mają być bowiem dodatkowo finansowane w ramach budżetu powierzonego.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Budżet powierzony: działanie wizerunkowe czy realna poprawa opieki zdrowotnej?
Tyle w teorii. Jak przyznaje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, w praktyce przychodnie czeka ciężki rok: zaciskanie pasa, szukanie środków potrzebnych na opłacenie rosnących rachunków i wynagrodzeń oraz walka o przetrwanie. – Jeżeli pilnie nie wzrośnie stawka kapitacyjna, która jest bazą finansowania POZ - a takie zapowiedzi płyną z NFZ - to ten rok może być dla części placówek POZ tragiczny. Będziemy świadkami upadku kolejnych przychodni, bo środki, które dziś otrzymują, już pochłania inflacja i galopujące ceny energii – mówi prezes PPOZ.
Potrzebny jest wzrost stawki kapitacyjnej, ale się na to nie zanosi
Dodaje, że nawet dodatkowe środki, jakie mogą trafić do lekarzy w ramach budżetu powierzonego, nie pomogą, bo nadal podstawą systemu finansowania POZ jest stawka kapitacyjna i w jej ramach realizowana jest większość opieki. - W tym systemie będą leczeni chociażby pacjenci covidowi, którzy przecież wciąż są, czy uchodźcy, którzy właśnie do niego napływają – wyjaśnia dr Janicka i przekonuje, że na obecnym poziomie finansowania nie da się przepracować całego roku i zabezpieczyć obecnych świadczeń na tym samym poziomie.
W podobnym tonie wypowiada się dla nas Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie. – Ten system opierający się na stawce kapitacyjnej funkcjonował przez dłuższy czas, ale w tej chwili jest duże nastawienie, aby zwiększyć jego efektywność, co wymaga większych nakładów, a dodatkowo mierzymy się z szybującą inflacją. Zapytaliśmy NFZ, czy jest możliwość podwyższenia stawki kapitacyjnej i dowiedzieliśmy się, że w tym roku nie – przekazuje Krajewski i podkreśla, że lekarze rodzinni muszą jeszcze liczyć się z odejściem dodatkowego źródła finansowania związanego z COVID-19 i szczepieniami, a także tego, że stawka kapitacyjna zostanie pomniejszona też przez Polski Ład.
Zdaniem naszych rozmówców dziś, bez chociażby wyrównania strat, które dotykają medycynę rodzinną, planowanie reformy POZ to zwykła strata czasu.
Prezes Janicka zaznacza, że jej środowisko widzi potrzebę reformowania tej części systemu. Jednocześnie zaznacza, że nie dlatego, że podstawowa opieka zdrowotna nie działa. To nie ona jest najsłabszym ogniwem systemu, a AOS, który ma dziś poważne problemy z płynną pomocą chorym. I stąd pomysł na zwiększenie kompetencji lekarzy rodzinnych. Jak przyznaje, w prawidłowo działającym systemie podstawowa opieka zdrowia jest faktycznie w stanie zrealizować 80 proc. potrzeb pacjentów. Czy to się jednak uda u nas?
To nie POZ-y działają źle
– Mam wątpliwości, czy lekarz z małej przychodni, który często sam jest seniorem, będzie w stanie podjąć się kolejnych obowiązków, bo zazwyczaj już jest przeciążony pracą. Nie wierzę też w to, że specjalista z tzw. małego Pikutkowa będzie w stanie uzyskać konsultację specjalisty, kiedy dziś są z tym problemy nawet na rynku komercyjnym. Dlatego lekarze z małych placówek boją się budżetu powierzonego – komentuje nasza rozmówczyni i ocenia, że reforma jest potrzebna, ale musi uwzględniać dostępne zasoby i być rozłożona na lata. Jej zdaniem kolejnym warunkiem, by mówić o koordynowanej opiece w medycynie rodzinnej, jest to, by zmiany w POZ były powiązane z reformą systemu na pozostałych poziomach. I tak np. Bożena Janicka oczekiwałaby zmian w AOS, w kontekście współpracy z lekarzami rodzinnymi.
Prezes Krajewski uzupełnia, że do tego, by cel zakładany w reformie POZ został osiągnięty, do systemu muszą też trafić kadry niemedyczne – koordynatorzy, którzy odciążą lekarzy i pielęgniarki z pewnych obowiązków, tak by mogli podjąć się nowych. Ale na to też muszą znaleźć się realne pieniądze. Nasi rozmówcy podsumowują, że póki co wciąż czekają na szczegóły dotyczące budżetu powierzonego, jak i samej reformy. Za to widzą, że rosną koszty lecznic, a nie słychać zapowiedzi, by miało się zwiększyć ich obecne finansowanie.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Jakie zmiany przyniesie rok 2022 w podstawowej opiece zdrowotnej - wywiad z prof. Agnieszką Mastalerz-Migas
POZ Plus: jakie są wyniki pilotażu z perspektywy świadczeniodawców i pacjentów?
Źródło: Puls Medycyny