Będzie strajk
12-godzinny strajk ostrzegawczy w niemal wszystkich szpitalach i przychodniach to kolejny etap protestów w dolnośląskiej służbie zdrowia.
"To jedyny sposób, by ktoś nas wreszcie wysłuchał. Nie chcemy strajkować, ale musimy, chcąc pracować w normalnych warunkach" - mówi dr Joanna Jaruga, rzecznik komitetu protestacyjno-strajkowego zrzeszającego regionalne związki i korporacje zawodowe.
Że strajkować warto, przekonuje przykład wrocławskiego Szpitala im. L. Rydygiera, którego pracownicy przez kilka dni okupowali Dolnośląski Urząd Marszałkowski. Placówka ta od dawna była likwidowana, a nie została ostatecznie zamknięta, tylko dlatego, że sąd administracyjny doszukał się uchybień prawnych w decyzji sejmiku samorządowego. W wyniku protestu podpisano ugodę, na mocy której zadłużony na ponad 28 mln złotych Szpital im. L. Rydygiera zostanie formalnie zlikwidowany, ale nadal będzie działał w tym samym miejscu jako oddział zamiejscowy innego wrocławskiego szpitala. Jednak jego pracownicy nie chcą połączenia z bankrutem i już zapowiadają... okupację Urzędu Marszałkowskiego.
W cieniu protestów swoją pracę rozpoczął tymczasem 18-osobowy Społeczny Komitet Doradczy Do Restrukturyzacji Służby Zdrowia, który w ciągu kilku tygodni ma przedstawić projekt zmian. Z pierwszych założeń wynika, że zlikwidowanych zostanie kilka szpitali (przynajmniej dwa w samym Wrocławiu), a duża część będzie musiała zostać połączona.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław