Anestezjolodzy pakują walizki
Migracja personelu medycznego z Polski do krajów Unii Europejskiej nie ma (jeszcze?) cech procesu masowego. Z jednym wyjątkiem: anestezjologów. Jednym z większych w Europie skupisk polskich anestezjologów jest Holandia. Ofiarowuje lekarzom doskonałe warunki finansowe, dostęp do najnowocześniejszego sprzętu i leków, ale słynie przede wszystkim z doskonałej organizacji pracy.
System dwóch sal
Holenderski szpital, choć peryferyjny, wykonuje bardzo dużo operacji i to w dużo szerszym zakresie niż placówki o podobnym poziomie referencyjności w Polsce. "Przez 20 lat pracy w Polsce przyzwyczaiłem się, jak każdy z nas, do improwizacji. To uczy człowieka samodzielności, ale praca nie może opierać się na partyzantce. Pracując w Polsce znieczulałem pacjentów do 4-6 zabiegów dziennie i to było dużo. Teraz pracuję o wiele bardziej efektywnie, bo zabiegów jest codziennie kilkanaście, przy czym jest to o połowę mniej męczące niż w Polsce" - opowiada J. Pachota.
Specyficzną cechą Holandii, gdzie brakuje anestezjologów od lat 70., jest praca w systemie "dwóch sal". "Lekarz odpowiada jednocześnie za dwie sale operacyjne, ale ma do pomocy bardzo dobrych asystentów, odpowiedników naszych pielęgniarek anestezjologicznych, tylko lepiej wyszkolonych. I to oni de facto prowadzą znieczulenie. Obecność lekarza na sali operacyjnej jest w dużo mniejszym stopniu konieczna niż ma to miejsce w Polsce - mówi Jacek Pachota. - Anestezjolog jest tam przy pacjencie właściwie tylko na początku i końcu znieczulenia. Nie ma problemów organizacyjnych, wszystko pracuje jak dobrze naoliwiony organizm, podczas gdy u nas jest ciągła walka i starcia z operatorami o to, by operacje odbywały się płynnie".
Specyfiką Holandii jest też system zatrudniania specjalistów. Szpitale zatrudniają lekarzy najczęściej na zasadzie tzw. spółek. "Jest to tylko częściowo porównywalne z naszymi kontraktami. Lekarz nie jest pracownikiem szpitala, ale zatrudnia go spółka specjalistów. Na terenie szpitala takich spółek może być kilka, to one w imieniu lekarzy negocjują stawki z dyrekcją, potem dzielą między siebie pieniądze" - mówi J. Pachota. To powoduje pewne różnice w rozpiętości zarobków pomiędzy poszczególnymi spółkami w różnych regionach kraju.
Hojni zachodni pracodawcy
Holandia to kraj, w którym anestezjolodzy są bardzo dobrze opłacani: rocznie mogą zarobić tu od stu kilkudziesięciu do nawet 300 tys. euro brutto. Niestety, Holandia, tak samo jak Wielka Brytania, znajduje się w grupie krajów, które mają co prawda zawartą z Polską umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, ale przewiduje ona niekorzystną metodę rozliczeń. Tak więc osoby, które rozliczają się ze swoich holenderskich dochodów również w Polsce, praktycznie są opodatkowane jakby dwukrotnie.
Nie zniechęca to polskich anestezjologów do wyjazdu do tego kraju. Podobnie jak wymóg znajomości miejscowego języka. "Na początku, zwłaszcza jeśli są to krótkie wyjazdy, wystarcza język angielski. Docelowo trudno sobie wyobrazić pracę tutaj bez znajomości języka niderlandzkiego. Lepiej lub gorzej, ale wszyscy mówimy w tym języku" - zaznacza J. Pachota.
Z powodu konieczności znajomość tego języka Holandia nie jest obecnie najpopularniejszym kierunkiem wyjazdu polskich anestezjologów. Zdaniem J. Pachoty, prym wiedzie pod tym względem Wielka Brytania, tam są także najlepsze warunki finansowe. Coraz więcej specjalistów anestezjologii wyjeżdża też ostatnio do Niemiec, które, choć oferują gorsze warunki finansowe, są w stanie wchłonąć każdą liczbę polskich lekarzy.
"Według moich szacunków, już co piąty anestezjolog z Małopolski pracuje za granicą. Kraków jest miastem, gdzie środowisko anestezjologów jest spore, ale gołym okiem widać, jak znikają kolejne osoby" - zauważa Jacek Pachota.
Za granicę wyjeżdżają nie tylko szeregowi lekarze, ale coraz częściej także lekarze funkcyjni. Od roku w Irlandii Północnej pracuje ordynator anestezjologii szpitala w Brzesku. Tajemnicą poliszynela w środowisku małopolskich anestezjologów jest to, że o wyjeździe do Wielkiej Brytanii myśli też poważnie szef anestezjologii innego powiatowego szpitala w regionie. Zdaniem Krzysztofa Rębiasza, zastępcy dyrektora Szpitala Powiatowego w Brzesku, odczuwalny brak anestezjologów w regionie powoduje nowe zjawisko: podkupywanie kadr.
Bez znieczulenia
-Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, do końca marca 2006 roku izby wydały anestezjologom 556 zaświadczeń na potrzeby uznania kwalifikacji w zawodzie lekarza w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej. W stosunku do liczby lekarzy aktywnych zawodowo w tej specjalizacji (3911) stanowi to 14,22 proc.
-Związek Zawodowy Anestezjologów alarmuje, że w latach 2001-2004 systematycznie obniżała się liczba rozpoczętych specjalizacji realizowanych w ramach rezydentur w zakresie anestezjologii (w poszczególnych latach uruchomiono ich odpowiednio 79, 45, 44 i 26).
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska