Anestezjolodzy chcą sami decydować o zakupach leków znieczulających i sprzętu

Ewa Szarkowska
opublikowano: 27-05-2002, 00:00

Kontrakty na procedury zabiegowe wymagające opieki anestezjologicznej zawierane są obecnie przez kasy chorych z chirurgami. Prof. Ewa Mayzner-Zawadzka, konsultant krajowy ds. anestezjologii i intensywnej terapii alarmuje, że dalsze utrzymywanie takiego systemu finansowania doprowadzi polską anestezjologię do ruiny.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
?Sytuacja jest wręcz paradoksalna. Obecnie wszystkie decyzje dotyczące anestezjologii są w rękach chirurgów. Ponieważ to z nimi kasy chorych podpisują umowy, chirurdzy decydują, jakie zakupić leki dla anestezjologa, czy sprzęt, na którym pracuje jest przestarzały i wymaga wymiany. W takim systemie nie istnieje anestezjologiczne przygotowanie pacjenta do operacji i leczenia bólu pooperacyjnego" - tłumaczy prof. E. Mayzner-Zawadzka.
Konsultant krajowy otrzymuje z całej Polski sygnały o tym, że szpitale kupują najtańsze leki do znieczulania, działające powoli, upośledzające krążenie i powodujące wymioty u pacjenta po wybudzeniu. I dlatego, jak zapowiada E. Mayzner-Zawadzka, wspólnie z nadzorem krajowym Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii wszelkimi środkami i siłami chce doprowadzić do niezależnego finansowania anestezjologii w procedurach zabiegowych.
Prof. E. Mayzner-Zawadzka ma nadzieję, że zmiana sposobu kontraktowania opieki anestezjologicznej będzie możliwa w nowym systemie już w przyszłym roku. Konkretne propozycje w tej sprawie przekazała już na piśmie ministrowi zdrowia.
Anestezjolodzy podkreślają, że nie domagają się większych pieniędzy. Chcą tylko, by obecne środki były dobrze wykorzystywane. W tym celu za konieczne uważają wprowadzenie i przestrzeganie standaryzacji postępowania w anestezjologii i intensywnej terapii, co pozwoli - ich zdaniem - na zmniejszenie kosztów nawet o 30-50 proc. i zlikwidowanie obecnych patologii.
?Utrzymanie prawidłowo prowadzonego oddziału intensywnej terapii stanowi 10-20 proc. kosztów szpitala. I dlatego powinni tam być leczeni tylko chorzy w stanie zagrożenia życia i z niewydolnością narządową. Nie może dochodzić do sytuacji, że z powodów oszczędnościowych trafiają tam lżej chorzy, bo są tańsi, a tymczasem pacjenci w poważnym stanie leżą na zwykłych oddziałach" - uważa prof. Andrzej Kübler, przewodniczący Polskiej Grupy ds. Sepsy przy Polskim Towarzystwie Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.