Akademie medyczne: bałagan podczas rekrutacji
Kandydaci na akademie medyczne mogli w tym roku składać dokumenty w kilku uczelniach jednocześnie. I chętnie skorzystali z tej możliwości. Miała być pełna swoboda w wyborze uczelni, jest chaos organizacyjny. Nigdy dotąd nie zdarzyło się, by na przełomie sierpnia i września nie były jeszcze znane ostateczne wyniki rekrutacji na studia dzienne w akademiach medycznych. W tym roku taka sytuacja przytrafiła się w większości AM.
Najsprawniej rekrutacja przebiegła tam, gdzie ją w pełni zinformatyzowano. "Pomimo tego że zgłosiło się blisko 10 tys. osób, uniknęliśmy dantejskich scen, jakie miały miejsce na innych uczelniach, gdzie kandydaci stali w długich kolejkach, żeby złożyć dokumenty" - uważa Grzegorz Lisicki, rzecznik prasowy AM w Warszawie. Kandydaci na tę uczelnię rejestrowali się w Internecie, każdy z nich miał własne konto, na które akademia przesyłała powiadomienie o wyniku postępowania kwalifikacyjnego.
Ruchomy limit punktów
Jest początek września, a kandydaci nadal krążą miedzy akademiami. "Młodzież ubiegała się o przyjęcie do kilku uczelni, w jednej kandydat składał oryginał świadectwa, w innych odpis. Listę rezerwową rozszerzaliśmy już dwukrotnie, ponieważ kandydaci rezygnują, wybierając inną uczelnię, gdy okazuje się, że tam także się zakwalifikowali. Limit punktów na wydziale lekarskim wynosił początkowo 204, obecnie został obniżony do 186. Ciągle nie wiemy, czy ktoś jeszcze nie zrezygnuje i czy limitu nie trzeba będzie ponownie obniżyć" - mówi Małgorzata Fąfara, kierownik sekcji dydaktyki Collegium Medicum w Bydgoszczy.
Obniżanie limitów punktowych to powszechne w tym roku doświadczenie. "Prawdopodobnie 5 września obniżymy limity po raz trzeci. W tej chwili ostatnia osoba przyjęta na kierunek lekarski miała 190 pkt. Za każdym razem, gdy obniżamy punktację, kandydaci muszą mieć chociaż tydzień na złożenie deklaracji. Dlatego nie wiem, kiedy powstanie ostateczna lista przyjętych. Wszystko zależy od decyzji kandydatów. Takiej sytuacji jeszcze nie było" - mówi Monika Długołęcka, kierownik Biura Rekrutacji Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Pierwotnie uczelnia ta miała 7 kandydatów na jedno miejsce na kierunku lekarskim oraz ponad 10 na lekarsko-dentystycznym.
Rekord frekwencji
Z ewentualnością, że trzeba będzie uzupełnić listy osobami "spod kreski" liczy się też AM w Poznaniu. Tu, jak się wydaje, padł rekord frekwencji, bo na kierunek lekarski było 13,6 chętnych na jedno miejsce, na lekarsko-dentystyczny - 17,3, a na farmację - 9,6 kandydatów. Przyczyna takiego zainteresowania jest oczywista: uczelnia jako jedyna w Polsce uwzględniała oceny na maturze tylko z dwóch przedmiotów. Ale i tak Poznań musi uzupełniać listy przyjętych na studia. Spośród 200 osób wpisanych na medycynę, 10 już zrezygnowało.
Jak poinformowała nas Izabela Koźmińska, rzecznik ląskiej Akademii Medycznej, także na tej uczelni rekrutacja jeszcze trwa. "Listę mamy zamkniętą. Na kierunek lekarski było chętnych 4,7 osób na jedno miejsce, na lekarsko-dentystyczny - 9,3, a na farmację - 8,4. Ostatnia osoba przyjęta na kierunek lekarski miała 188 pkt, na lekarsko-dentystyczny - 187 pkt, a na farmację - 146 - mówi I. Koźmińska. - Trzeba mieć jednak świadomość, że ta linia odcięcia może się jeszcze obniżyć, bo do 30 września kandydaci mają prawo ewentualnie wycofać papiery".
W Lublinie na jedno miejsce na kierunek lekarski przypadało ponad 6 kandydatów, na lekarsko-dentystyczny - prawie 11, a na farmację - blisko 9 kandydatów. Ponieważ okres odwoławczy jeszcze się nie zakończył, uczelnia nie chciała ujawnić nam ostatecznych limitów punktowych. "Duch czasu jest taki, by dać kandydatom na uczelnię możliwość wyboru. Pewnie z czasem tak to będzie działać, że będzie się wybierało najlepszą uczelnię, z najlepszymi referencjami - uważa Włodzimierz Matysiak, rzecznik prasowy AM w Lublinie. - Na razie w sensie organizacyjnym sytuacja jest nie do przyjęcia. Wszystkie uczelnie miały problemy z powodu dowolności składania dokumentów, strasznie to zdezorganizowało pracę. W przyszłym roku zasady rekrutacji pewnie będą musiały być zmienione".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska