6. Kardiolog z wyobraźnią przestrzenną - prof. Witold Rużyłło
Stworzył polską szkołę kardiologii interwencyjnej. Jako pierwszy w Polsce wykonał w 1981 r., cztery lata po światowej premierze, angioplastykę tętnic wieńcowych. Mówi o sobie, że jest lekarzem, naukowcem, menedżerem. Dokładnie w tej kolejności.
Witold Rużyłło wychowywał się w domu, w którym łączyły się dwie postawy wobec świata — lekarska i akademicka. Pochodzi ze znakomitej rodziny lekarskiej. Jest synem prof. Edwarda Rużyłły, nestora polskiej interny, gastrologa, twórcy systemu kształcenia podyplomowego lekarzy. Matka, doc. dr Alina Zawadzka-Rużyłło, była operatorem-ginekologiem, praktykiem, ale również pracowała naukowo, wykładała, uczestniczyła w kongresach i konferencjach, pisała artykuły. „Od początku wiedziałem, że zostanę lekarzem” — mówi prof. Witold Rużyłło. Myślał o chirurgii, ale podczas stażu w Kanadzie zobaczył pierwszy raz cewnikowanie serca. Tak zaczęła się fascynacja kardiologią.
Ma na swoim koncie wiele nowych metod leczenia choroby wieńcowej, które upowszechniają jego uczniowie. W swojej specjalności należy do ścisłego grona światowych ekspertów. Jest autorem lub współautorem sześciu monografii, ponad 40 rozdziałów w polskich i międzynarodowych monografiach, około 280 oryginalnych publikacji w polskich i międzynarodowych recenzowanych pismach naukowych. Jest członkiem polskich i zagranicznych towarzystw naukowych, a także międzynarodowych grup ekspertów do opracowania standardów leczenia choroby niedokrwiennej serca. Wyszkolił rzeszę lekarzy, którzy pracują w wielu ośrodkach kardiologii interwencyjnej.
„Sprawne ręce do krojenia i szycia nie wystarczą. Kardiologowi interwencyjnemu potrzeba jeszcze wyobraźni przestrzennej, umiejętności przenoszenia obrazu widzianego na monitorze w rzeczywistość ludzkiego ciała. I takiej wyobraźni, którą obejmuje nie tylko naczynia i przewody, możliwe komplikacje, ale także rodzinę czekającą za drzwiami gabinetu zabiegowego. Do „przepisu” na kardiologa interwencyjnego dodałbym jeszcze trochę pokory, sporo precyzji, odwagę. Odwaga jest potrzebna przede wszystkim. Choćby po to, by wraz z doświadczeniem nabyć umiejętności szybkiego podejmowania decyzji” — powiedział kiedyś prof. Rużyłło.
Pod koniec ubiegłego roku prof. Witold Rużyłło, jako dyrektor Instytutu Kardiologii w Aninie, i prof. Krzysztof Warzocha, dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie, podpisali list intencyjny. Obaj dyrektorzy chcą stworzyć na bazie Centrum Onkologii oddział kardiologii dla chorych na nowotwory wymagających wielodyscyplinarnej opieki. Choć problem kardiotoksyczności wywołanej przez cytostatyki jest znany od lat, nie wypracowano dotychczas jednoznacznego modelu postępowania. Prof. Rużyłło ma nadzieję, że uda mu się takie standardy stworzyć.
Jest uważany za nowoczesnego lekarza, który nie boi się sprowadzać na rodzimy grunt wszelkich nowości. I człowieka niezmiernie pracowitego. „Zawsze taki byłem. Kardiologia zmienia się z roku na rok. Fascynują mnie nowości w diagnostyce i terapii. I chyba nigdy nie spocznę. To zresztą przekłada się na inne dziedziny życia. Cieszy mnie opinia, że jestem pracowity, ale ja bym słowo »pracowity« zamienił na »aktywny«” — odpowiada profesor.
Uwielbia muzykę. Jak sam mówi, został wychowany na jazzie w jego „katakumbowym” okresie końca lat 50. Lubi też muzykę poważną, motywy hiszpańskie, latynoskie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Iwona Kazimierska