Zmuszeni do wyboru jednego miejsca pracy
Dyrektorzy lubelskich szpitali wręczyli swoim pracownikom aneksy do umów o pracę zawierające zakaz konkurencji. Chcą także wypowiedzieć wszystkim placówkom niepublicznym umowy na zabezpieczenie, realizację i podwykonawstwo świadczeń zdrowotnych. To reakcja na utratę przez publiczne zakłady kontraktów z NFZ na rzecz niepublicznych ZOZ-ów.
Walka z konkurencją
„Nasi lekarze dali swoje nazwiska i zatrudnienie jako reklamę dla ośrodków, które powstały obok szpitali. Nam zmniejszono kontrakty, a moi pracownicy te same specjalności prowadzą w niepublicznych jednostkach. Nie można mówić, że nic się nie dzieje. Dla mnie ta sytuacja oznacza, że będę musiał zamknąć poradnie, które nie dostały kontraktów, będę musiał zwolnić pielęgniarki, personel pomocniczy. To duże zmiany” – wyjaśnia dyrektor Borowicz.
Jego zdaniem, to patologia – w publicznym szpitalu tworzą się gigantyczne kolejki, bo lekarze nie mają czasu dla chorych, ponieważ zatrudnieni są, niejednokrotnie w tym samym czasie, w innej placówce.
„Przychodzą do mnie pacjenci ze skargami, bo czekają trzy godziny pod gabinetem, w którym nie ma doktora, bo on jest w tym czasie u konkurencji. Dostałem już wiele zapytań od NFZ, czy dana osoba u mnie pracuje, bo w tych samych godzinach jest zatrudniona gdzie indziej, a do tego jest to placówka oddalona od naszego szpitala 100 km, więc trzeba jeszcze do niej dojechać” – mówi dyrektor.
Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu Pulsu Medycyny.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka