Wirusolog: każda kolejna fala pandemii COVID-19 powinna być łagodniejsza
Wirusy przeziębienia, a jest ich ponad 200, są tak długo ewolucyjnie z nami, że wywołują bardzo nikłe objawy u człowieka - zwrócił uwagę dr Łukasz Rąbalski, wirusolog z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zdaniem dra Łukasza Rąbalskiego szczyt letniej fali zachorowań na COVID-19 będzie łagodniejszy, niż te obserwowane podczas poprzednich wzrostów zakażeń i zachorowań.
Wirus SARS-CoV-2 się zmienia - i to akurat dobra wiadomość
Mimo tej prognozy ekspert zaleca rozważenie przyjęcia czwartej dawki, szczególnie w grupach wysokiego ryzyka, czyli m.in. wśród seniorów.
– Gdyby to ode mnie zależało, czwartą dawką szczepionki przeciwko COVID-19 mogliby się już w tej chwili szczepić wszyscy dorośli Polacy. Gdyby była dostępna dla wszystkich już miesiąc temu, byłoby jeszcze lepiej - powiedział dr Łukasz Rąbalski, wirusolog z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dodał jednak zaraz, że najważniejsze jest to, iż "osoby, które pilnie muszą ją dostać, najbardziej zagrożone, które są uprawnione do tej czwartej dawki – czyli 60 plus oraz 12 plus z obniżoną odpornością – nie mają żadnego problemu, żeby się zaszczepić".
Dodał także, że nie tylko ze statystyk, ale też obserwacji jego najbliższego otoczenia, można wywnioskować, że liczba zakażeń przyrasta.
– Inna sprawa, że ludzie, wśród których przebywam, są świadomi zagrożenia i przy najmniejszych objawach sami się testują, nie udając, że to “tylko przeziębienie" - wskazał.
Tendencja wzrostowa zakażeń jest wyraźnie widoczna już od początków lipca, kiedy "sytuacja zaczęła się zagęszczać".
Jego zdaniem, wszystko wskazuje na to, że szczyt letniej fali zachorowań na COVID-19, który ma dopiero nadejść, będzie łagodniejszy, niż poprzednie. Jak wyjaśnił, wynika to zarówno z tego, że obecny wariant wirusa wydaje się mniej zjadliwy, niż poprzednie, jak i stąd, że większość Polaków się zaszczepiła, a ponadto spora grupa już przechorowała, więc ludzie wykształcili w sobie odporność.
– Wirus ewoluuje, od początku tej pandemii wirusolodzy wskazywali, że jesteśmy świadkami ewolucji “w czasie rzeczywistym”. To jest taka sama ewolucja, jak różnicowanie się gatunków, tyle że w niewielkiej skali genomu wirusa - podkreślił dr Rąbalski.
Wskazał też, że ten wirus przeskoczył z innego gatunku zwierzęcia na człowieka, co zawsze powoduje przyśpieszenie zmian genetycznych.
Jak powiedział dr Rąbalski, spowodowane jest to tym, że wirus musi się dostosować do nowego nosiciela.
– Np. wirusy przeziębienia, a jest ich ponad 200, są tak długo ewolucyjnie z nami, że wywołują bardzo nikłe objawy u człowieka. I do tego powinien dążyć każdy patogen – żeby nie zabijać gospodarza, powodować u niego jak najłagodniejsze objawy choroby, aby móc jak najłatwiej w danej populacji ludzi się namnażać. Dlatego naturalnym się wydaje, że po burzliwych czasach pierwszych fal pandemii, każda kolejna będzie łagodniejsza – wyjaśnił.
Koinfekcje małpiej ospy i SARS-CoV-2: niewiele jeszcze wiadomo
Pytany o kolejnego odzwierzęcego wirusa: małpiej ospy – w związku z którego rozprzestrzenianiem WHO ogłosiło stan zagrożenia dla zdrowia publicznego - powiedział, że należy z uwagą obserwować sytuację, gdyż patogen okazał się bardziej zaraźliwy, niż początkowo się mówiło.
– Rozprzestrzenia się nie tylko poprzez płyny ustrojowe, ale też drogą kropelkową, a także przez zwyczajny dłuższy kontakt skóry zakażonego ze skórą zdrowego człowieka. Przy czym jego stabilność w środowisku jest długa - wyjaśnił.
Ponadto, jak się okazuje, zakażony nim człowiek może zakażać innych jeszcze przed wystąpieniem u niego objawów w postaci wysypki skórnej.
– Wyższe jest także tempo ewolucyjne, niż wskazywałaby na to biologia tego wirusa, choć nie jest tak błyskawiczne, jak przy wirusie SARS-CoV-2, czy wirusie grypy - podkreślił.
Zapytany o to, co będzie, kiedy w jednym czasie, jesienią, spotkają się ze sobą dwie fale zachorowań – na COVID-19 i na małpią ospę – wirusolog powiedział, że na razie brak wiedzy na temat koinfekcji (czyli zakażeń współistniejących) tymi dwiema chorobami.
– Ja osobiście zajmuję się badaniem koinfekcji różnymi wirusami oddechowymi; małpią ospę można by do tego też zaliczyć, gdyż nią także można się zarazić drogą kropelkową. W przypadku zakażeń wirusowych istnieje mechanizm, że infekcja jednym rodzajem wirusa, może blokować infekcję innym - wyjaśnił dr Rąbalski.
Wytłumaczył, że ten mechanizm polega na tym, iż "wirusom, które jako pierwsze wnikają do komórek ciała nie bardzo zależy, aby ktoś inny także mógł się tam dostać i zagnieździć. Blokują więc taką możliwość odcinając pewne procesy komórkowe, a tym samym uniemożliwiając wniknięcie innych wirusów".
Dodał, że są np. badania pokazujące, że osoby, które niedawno przechorowały przeziębienia, lżej przechodzą grypę – tu jest inny mechanizm zwiększający odporność nieswoistą błon śluzowych, można to nazwać "ogólnym wytrenowaniem".
– Natomiast jeśli chodzi o koinfekcje małpią ospą i koronawirusem SARS-CoV-2 może zadziałać zarówno scenariusz pozytywny, jak i negatywny. Jednak do momentu, kiedy nie otrzymamy statystycznie istotnych danych, to znaczy dopóki znaczna liczba osób nie zostanie jednocześnie zainfekowana tymi dwoma wirusami w tym samym czasie, wszystko, co powiemy, to jest wróżenie z fusów - ocenił ekspert.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Czwarta dawka szczepionki przeciwko COVID-19 nie będzie ostatnią?
Źródło: Puls Medycyny