Wiesław Jędrzejczak: Zdrowiejący pacjent to sens pracy

Monika Wysocka
opublikowano: 14-01-2009, 00:00

Krajowy konsultant w dziedzinie hematologii, prof. Wiesław Jędrzejczak od kilku lat znajduje się w czołówce osób, które mają rzeczywisty wpływ na ochronę zdrowia w Polsce. Na Liście Stu 2008 zajął 6. miejsce. Rok wcześniej był ósmy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jest specjalistą chorób wewnętrznych, hematologii, onkologii klinicznej, transplantologii i medycyny nuklearnej. Kieruje Kliniką Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych CSK WUM w Warszawie, jest członkiem Zarządu Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Kiedy w 2007 roku prokuratura wszczęła śledztwo po tym, jak Gazeta Wyborcza oskarżyła profesora o to, że prowadzone przez niego eksperymentalne leczenie doprowadziło do śmierci 21-letniego pacjenta chorego na ostrą białaczkę szpikową, był załamany. "Prawdę mówiąc, gdy usłyszałem zarzuty, byłem gotów się pakować. Czarnych myśli jednak nie miałem, bo mam wiele innych możliwości działania" - mówi z perspektywy czasu.
Chodziło o przeszczepienie komórek macierzystych pochodzących z krwi pępowinowej. Zespół ekspertów, powołany przez ministra zdrowia, kierowany przez prof. Jerzego Kowalczyka orzekł, że prof. Jędrzejczak nie popełnił błędu medycznego, a zarzuty wobec niego są bezpodstawne. "W najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że tyle osób i gremiów ujmie się za mną. To było niezwykle satysfakcjonujące" - uśmiecha się. Do tej pory prokuratura nie umorzyła jednak sprawy.

"Żałuję, że zdarzenie to wstrzymało wykonywanie tego typu przeszczepów w Polsce. W tej chwili przeprowadza się je wyłącznie za granicą, na czym nasi pacjenci tylko tracą. Na początku stycznia 2009 r. przymierzamy się ponownie do wykonywania tych zabiegów u chorych, u których nie ma innej możliwości leczenia" - zapowiada Wiesław Jędrzejczak.

Nielubiany fundusz

Rok 2008 w ocenie profesora zaznaczył się przede wszystkim kłopotami we współpracy z NFZ. "Początek ubiegłego roku był bardzo trudny, bo kontrakty z NFZ do końca były niewiadomą. Cudem skończyło się dobrze, a pierwsze półrocze nasza klinika zakończyła nawet na plusie - mówi prof. Jędrzejczak. - Sytuacja dramatycznie się zmieniła wraz z wprowadzeniem JGP. Problemy z systemami komputerowymi, zamieszanie, zabieranie czasu lekarzom, który mogliby poświęcić pacjentom, wypełnianie niezliczonych formularzy - taka była nasza rzeczywistość w 2008 roku. Skutek jest taki, że ostatni kwartał zakończyliśmy z olbrzymim deficytem. Przepychanka z funduszem wciąż trwa i to jest dla mnie żenujące".
I szczególnie przykre, ponieważ profesor zajmuje się bardzo ciężko chorymi ludźmi, których nie ma gdzie odesłać.

Postęp w leczeniu cukrzycy

Jako lekarz i konsultant krajowy prof. Jędrzejczak bardzo przeżywa zawirowania w funkcjonowaniu klinik hematologicznych, jakie miały miejsce w minionym roku. Ograniczanie ich działalności utrudnia chorym dostęp do wykwalifikowanej pomocy. "Mam jednak nadzieję, że rozwiązanie tej sprawy nastąpi w tym roku"- mówi.
Pomimo nadmiaru biurokracji i niedostatku pieniędzy na leczenie, prof. Jędrzejczak uważa miniony rok za udany. W maju po raz pierwszy przeszczepiono komórki krwiotwórcze u chorego na cukrzycę. Zabieg przebiegł bez powikłań i pacjent od tego czasu nie wymaga podawania insuliny. "Jeśli potwierdzi się to na większej liczbie chorych, będzie to prawdziwy przełom w medycynie i wielkie dobrodziejstwo dla tej grupy chorych" - cieszy się profesor.

Widok zdrowiejących pacjentów to sens jego pracy. Ale zdarzają się i takie dni, jak ten, w którym rozmawiamy, gdy trzeba zmierzyć się z niepowodzeniem. Właśnie zmarła 18-letnia dziewczyna. Po tylu latach pracy to wciąż ciężkie chwile. Profesor przyznaje jednak, że w tak dużej klinice jak ta, którą kieruje, nieszczęść jest tyle, że nie ma czasu rozpamiętywać pojedynczych przypadków. "Może to zabrzmi okrutnie, ale gdy zdarzy się jedno nieszczęście, zaraz jest następne, i to na nim musimy się skupiać i zastanawiać, jak ratować kolejną osobę. Nie ma czasu na emocjonalne przeżywanie tego, co się stało" - mówi. Zdaje sobie jednak sprawę, że takie przeżycia zostają w człowieku, kumulują się i kiedyś pewnie wrócą.

Dlatego teraz skupia się na swoim osobistym szczęściu. Po ciężkim dniu uwielbia wracać do domu, gdzie czeka na niego żona i roczny synek Wiktor Oskar, który skutecznie odciąga myśli od pracy. "Obcowanie z nim sprawia mi ogromną przyjemność. To mój biologiczny sposób na odreagowanie stresu" - śmieje się Wiesław Jędrzejczak.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.