Utrzymajmy odporność stada
Utrzymajmy odporność stada
Wirusy ptasiej grypy nie mają jak dotąd zdolności szerzenia się w kontaktach człowiek-człowiek. Czy jednak dotychczasowe szczepionki przeciwgrypowe stanowią dostateczne zabezpieczenie? Jakie mogą być konsekwencje „mody” na nieszczepianie dzieci przeciwko odrze, śwince i różyczce? O populacyjnych zagrożeniach utraty odporności rozmawiamy z prof. nadzw. dr. hab. Włodzimierzem Gutem z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — Państwowego Zakładu Higieny, kierownikiem Narodowego Laboratorium WHO ds. odry/różyczki.
Na ile istotne są obecnie sezonowe szczepienia przeciw grypie i czy rekomendacje WHO w tej kwestii nie są zbyt „konserwatywne”, jak sądzą np. wirusolodzy z USA? Nie uwzględniają bowiem szczepów z hemaglutyniną H1, H6, H7, H10 i H15, powodujących zdecydowanie cięższy przebieg choroby.
Problem ze szczepieniami przeciw grypie stanowi z jednej strony różna ich efektywności w poszczególnych grupach wiekowych (ocena na podstawie odpowiedzi immunologicznej nie jest tym samym co ocena ochrony), a z drugiej strony — opóźnienie wynikające z ustalania składu szczepionki na przyszłość na podstawie dzisiejszych danych.
Wprowadzenie nowych komponentów do istniejących obecnie szczepionek nie ma uzasadnienia ze względu na dysproporcje ilościowe. Na zachorowania na grypę związaną z wirusami znajdującymi się w szczepionce narażone są miliony osób, natomiast na kontakt z wirusami grypy ptasiej (H5 i dalsze) narażone są tylko setki lub w najgorszym razie tysiące. Ponadto wirusy ptasiej grypy jak dotychczas nie mają zdolności szerzenia się w kontaktach człowiek-człowiek i tym samym zakażenia dotyczą różnych grup ryzyka. Dla tych grup powinny być opracowywane specjalnie dedykowane szczepionki. Wprowadzenie nowych komponentów mogłoby także wpłynąć negatywnie na efektywność szczepień dotychczasowymi szczepionkami, nie mówiąc już o skutkach ekonomicznych.
Trwa kampania ruchów antyszczepionkowych dotycząca szczepień przeciwko odrze, śwince i różyczce (ang. Measles-Mumps-Rubella, MMR), które miały ponoć powodować autyzm. Ostatnio nagłaśnia się fakt wykonania tej szczepionki z płodów poaborcyjnych. A na dodatek organizowane są imprezy typu „odra party”, dzięki którym zakażone dzieci mają uzyskać „naturalną odporność”. Jakie efekty mogą przynieść takie akcje?
Nie chcę wypowiadać się na temat takich bzdur jak związek MMR z autyzmem czy „zbrodnicze hodowle”. Prawda jest taka, że do otrzymania linii tzw. komórek diploidalnych człowieka (a więc linii niemającej cech komórek nowotworowych) dawno temu użyto komórek jednego płodu po aborcji przeprowadzonej w USA wskutek wyroku sądu. Uratowało to przed aborcją z powodu wewnątrzmacicznego zakażenia różyczką tysiące dzieci. Co do „naturalnych” celowych zakażeń też lepiej się nie wypowiadać — była to metoda eliminacji plemion indiańskich w procesie podboju Ameryki.
Czy w Polsce istnieje obecnie zagrożenie, że w przypadku tych chorób załamie się tzw. odporność stada?
Do pełnego wyeliminowania odry, różyczki i świnki niezbędne jest utrzymanie wysokiego poziomu uodpornienia populacji. Można je uzyskać wyłącznie przez utrzymanie „pełnego” uodpornienia dzieci w wyznaczonych terminach. Zawsze bowiem znajdzie się niewielki odsetek osób, na które szczepionka nie zadziała — z przyczyn medycznych lub z powodu przypadku. Związane to jest ze zdolnością do odpowiedzi na szczepienie lub utratą właściwości uodpornienia przez daną dawkę. W tym ostatnim przypadku żywe wirusy w szczepionce mogą ulec przypadkowej inaktywacji w czasie transportu czy przechowywania; jest to zjawisko bardzo rzadkie, ale się zdarza.
Wybór wieku 13. miesięcy jako terminu pierwszej dawki szczepionki nie jest przypadkowy. Do 6. miesiąca życia szczepienie nie daje pozytywnych efektów, bo w surowicy dziecka znajdują się przeciwciała matczyne. Zaszczepienie w 6. miesiącu nie daje długotrwałej odporności i niezbędne jest dodatkowe szczepienie po 13. miesiącu. Szczepienie w terminie późniejszym niż 13. miesiąc jest wprawdzie bardziej efektywne, ale przechorowanie odry przed końcem 2. roku życia (tzn. przed ukończeniem 24. miesiąca) łączy się z ryzykiem wystąpienia podostrego stwardniającego zapalenia mózgu (subacute sclerosing panencephalitis, SSPE) — choroby przewlekłej i w 100 proc. śmiertelnej. Przed wprowadzeniem szczepień umierało w Polsce z powodu tej choroby ok. 50 osób z każdego rocznika. Dzięki szczepieniom, SSPE zostało praktycznie wyeliminowane, ale po spadku wyszczepialności w Niemczech, wywołanym aktywnością ruchów antyszczepionkowych, po wielu latach spokoju ponownie pojawiły się pierwsze przypadki tej choroby.
W Polsce, poza populacją dzieci w wieku 0-13 miesięcy, dodatkowo nie jest szczepionych w każdym roku ok. 5000 dzieci. Powoduje to powstanie dość licznej grupy wrażliwej, która w kontakcie z wirusami odry, świnki i różyczki zakazi się i u części z nich (kilku procent) wystąpią znane, ciężkie komplikacje. W przypadku odry będą to zapalenia płuc czy mózgu, w przypadku świnki i różyczki — zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.
Oczywiście dla świadomie nieszczepionych będą to choroby „z wyboru”, ale konsekwencje dla populacji mogą być bardzo poważne i dotyczyć nie tylko „świadomych antyszczepionkowców”. Mogą to być bowiem np. wady wrodzone u dzieci matek wrażliwych na różyczkę, bezpłodność u dorosłych mężczyzn po przechorowaniu świnki, zarażenie odrą małych dzieci przed pierwszym szczepieniem na odrę, a także ryzyko wystąpienia SSPE. Należy pamiętać, że wszystkie te wirusy mają wysoką zdolność szerzenia się w populacji; odra — jak dotychczas — największą wśród wszystkich znanych wirusów. Tak więc uniknięcie zakażenia, zwłaszcza w sytuacji dużej ruchliwości populacji w Europie i nie tylko, będzie praktycznie niemożliwe.
Mało jest akcji informacyjnych dotyczących szczepień, praktycznie nie istnieje profilaktyka proszczepienna. Jak w obecnej sytuacji powinna wyglądać promocja szczepień?
Argumenty muszą być wyważone, prawdziwe i ostrożne. Druga strona nie musi tego przestrzegać i może odwoływać się do emocji, strachu i danych co najmniej niesprawdzonych. Programy promowania szczepień istnieją, ale odwołują się do faktów, zaś antyprogramy do emocji. I kogo widać lepiej?!
O kim mowa
Prof. nadzw. dr hab. Włodzimierz Gut jest wirusologiem, członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Wirusologicznego oraz zastępcą dyrektora Zakładu Wirusologii Państwowego Zakładu Higieny Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.
Wirusy ptasiej grypy nie mają jak dotąd zdolności szerzenia się w kontaktach człowiek-człowiek. Czy jednak dotychczasowe szczepionki przeciwgrypowe stanowią dostateczne zabezpieczenie? Jakie mogą być konsekwencje „mody” na nieszczepianie dzieci przeciwko odrze, śwince i różyczce? O populacyjnych zagrożeniach utraty odporności rozmawiamy z prof. nadzw. dr. hab. Włodzimierzem Gutem z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — Państwowego Zakładu Higieny, kierownikiem Narodowego Laboratorium WHO ds. odry/różyczki.
Na ile istotne są obecnie sezonowe szczepienia przeciw grypie i czy rekomendacje WHO w tej kwestii nie są zbyt „konserwatywne”, jak sądzą np. wirusolodzy z USA? Nie uwzględniają bowiem szczepów z hemaglutyniną H1, H6, H7, H10 i H15, powodujących zdecydowanie cięższy przebieg choroby.Problem ze szczepieniami przeciw grypie stanowi z jednej strony różna ich efektywności w poszczególnych grupach wiekowych (ocena na podstawie odpowiedzi immunologicznej nie jest tym samym co ocena ochrony), a z drugiej strony — opóźnienie wynikające z ustalania składu szczepionki na przyszłość na podstawie dzisiejszych danych. Wprowadzenie nowych komponentów do istniejących obecnie szczepionek nie ma uzasadnienia ze względu na dysproporcje ilościowe. Na zachorowania na grypę związaną z wirusami znajdującymi się w szczepionce narażone są miliony osób, natomiast na kontakt z wirusami grypy ptasiej (H5 i dalsze) narażone są tylko setki lub w najgorszym razie tysiące. Ponadto wirusy ptasiej grypy jak dotychczas nie mają zdolności szerzenia się w kontaktach człowiek-człowiek i tym samym zakażenia dotyczą różnych grup ryzyka. Dla tych grup powinny być opracowywane specjalnie dedykowane szczepionki. Wprowadzenie nowych komponentów mogłoby także wpłynąć negatywnie na efektywność szczepień dotychczasowymi szczepionkami, nie mówiąc już o skutkach ekonomicznych.Trwa kampania ruchów antyszczepionkowych dotycząca szczepień przeciwko odrze, śwince i różyczce (ang. Measles-Mumps-Rubella, MMR), które miały ponoć powodować autyzm. Ostatnio nagłaśnia się fakt wykonania tej szczepionki z płodów poaborcyjnych. A na dodatek organizowane są imprezy typu „odra party”, dzięki którym zakażone dzieci mają uzyskać „naturalną odporność”. Jakie efekty mogą przynieść takie akcje?Nie chcę wypowiadać się na temat takich bzdur jak związek MMR z autyzmem czy „zbrodnicze hodowle”. Prawda jest taka, że do otrzymania linii tzw. komórek diploidalnych człowieka (a więc linii niemającej cech komórek nowotworowych) dawno temu użyto komórek jednego płodu po aborcji przeprowadzonej w USA wskutek wyroku sądu. Uratowało to przed aborcją z powodu wewnątrzmacicznego zakażenia różyczką tysiące dzieci. Co do „naturalnych” celowych zakażeń też lepiej się nie wypowiadać — była to metoda eliminacji plemion indiańskich w procesie podboju Ameryki.Czy w Polsce istnieje obecnie zagrożenie, że w przypadku tych chorób załamie się tzw. odporność stada?Do pełnego wyeliminowania odry, różyczki i świnki niezbędne jest utrzymanie wysokiego poziomu uodpornienia populacji. Można je uzyskać wyłącznie przez utrzymanie „pełnego” uodpornienia dzieci w wyznaczonych terminach. Zawsze bowiem znajdzie się niewielki odsetek osób, na które szczepionka nie zadziała — z przyczyn medycznych lub z powodu przypadku. Związane to jest ze zdolnością do odpowiedzi na szczepienie lub utratą właściwości uodpornienia przez daną dawkę. W tym ostatnim przypadku żywe wirusy w szczepionce mogą ulec przypadkowej inaktywacji w czasie transportu czy przechowywania; jest to zjawisko bardzo rzadkie, ale się zdarza. Wybór wieku 13. miesięcy jako terminu pierwszej dawki szczepionki nie jest przypadkowy. Do 6. miesiąca życia szczepienie nie daje pozytywnych efektów, bo w surowicy dziecka znajdują się przeciwciała matczyne. Zaszczepienie w 6. miesiącu nie daje długotrwałej odporności i niezbędne jest dodatkowe szczepienie po 13. miesiącu. Szczepienie w terminie późniejszym niż 13. miesiąc jest wprawdzie bardziej efektywne, ale przechorowanie odry przed końcem 2. roku życia (tzn. przed ukończeniem 24. miesiąca) łączy się z ryzykiem wystąpienia podostrego stwardniającego zapalenia mózgu (subacute sclerosing panencephalitis, SSPE) — choroby przewlekłej i w 100 proc. śmiertelnej. Przed wprowadzeniem szczepień umierało w Polsce z powodu tej choroby ok. 50 osób z każdego rocznika. Dzięki szczepieniom, SSPE zostało praktycznie wyeliminowane, ale po spadku wyszczepialności w Niemczech, wywołanym aktywnością ruchów antyszczepionkowych, po wielu latach spokoju ponownie pojawiły się pierwsze przypadki tej choroby.W Polsce, poza populacją dzieci w wieku 0-13 miesięcy, dodatkowo nie jest szczepionych w każdym roku ok. 5000 dzieci. Powoduje to powstanie dość licznej grupy wrażliwej, która w kontakcie z wirusami odry, świnki i różyczki zakazi się i u części z nich (kilku procent) wystąpią znane, ciężkie komplikacje. W przypadku odry będą to zapalenia płuc czy mózgu, w przypadku świnki i różyczki — zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.Oczywiście dla świadomie nieszczepionych będą to choroby „z wyboru”, ale konsekwencje dla populacji mogą być bardzo poważne i dotyczyć nie tylko „świadomych antyszczepionkowców”. Mogą to być bowiem np. wady wrodzone u dzieci matek wrażliwych na różyczkę, bezpłodność u dorosłych mężczyzn po przechorowaniu świnki, zarażenie odrą małych dzieci przed pierwszym szczepieniem na odrę, a także ryzyko wystąpienia SSPE. Należy pamiętać, że wszystkie te wirusy mają wysoką zdolność szerzenia się w populacji; odra — jak dotychczas — największą wśród wszystkich znanych wirusów. Tak więc uniknięcie zakażenia, zwłaszcza w sytuacji dużej ruchliwości populacji w Europie i nie tylko, będzie praktycznie niemożliwe.Mało jest akcji informacyjnych dotyczących szczepień, praktycznie nie istnieje profilaktyka proszczepienna. Jak w obecnej sytuacji powinna wyglądać promocja szczepień?Argumenty muszą być wyważone, prawdziwe i ostrożne. Druga strona nie musi tego przestrzegać i może odwoływać się do emocji, strachu i danych co najmniej niesprawdzonych. Programy promowania szczepień istnieją, ale odwołują się do faktów, zaś antyprogramy do emocji. I kogo widać lepiej?! O kim mowaProf. nadzw. dr hab. Włodzimierz Gut jest wirusologiem, członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Wirusologicznego oraz zastępcą dyrektora Zakładu Wirusologii Państwowego Zakładu Higieny Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach