Urologia: europejska specjalizacja, polskie zagrożenie

Jolanta Hodor, Kraków
opublikowano: 21-07-2004, 00:00

Ponad 1100 specjalistów z kraju i zagranicy wzięło udział w zorganizowanym w czerwcu w Krakowie XXXIV Kongresie Naukowym Polskiego Towarzystwa Urologicznego, obchodzącego w tym roku 55 rocznicę utworzenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Polscy urolodzy mają się czym chwalić, ale też mają powody do obaw. Egzamin specjalizacyjny z zakresu urologii, jako jedyny ze zdawanych w Polsce, ma rangę europejską. Na międzynarodowym egzaminie polscy rezydenci wypadają bardzo dobrze, a to daje im ogromne możliwości pracy za granicą, z czego coraz więcej, zwłaszcza młodych urologów, zamierza skorzystać.
?Kiedy w 1995 roku zaczęliśmy się starać o wprowadzenie w Polsce europejskiego egzaminu urologicznego, który byłby równocześnie narodowym egzaminem specjalizacyjnym, spotkaliśmy się z dużą rezerwą ze strony EBU, czyli sekcji specjalistów urologów w Unii Europejskich Lekarzy Specjalistów. Negocjacje były trudne. Ważnym ich nurtem były kryteria oceny sprawdzianu pisemnego. Koledzy z EBU obawiali się wówczas, że poziom przygotowania kandydatów z Polski do tego sprawdzianu będzie ustępował poziomowi prezentowanemu przez lekarzy z krajów Unii Europejskiej" - podkreśla prof. dr hab. Andrzej Borówka, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.
Egzamin składa się ze sprawdzianu pisemnego i ustnego, a warunkiem przystąpienia do tego drugiego jest zaliczenie sprawdzianu pisemnego i złożenie egzaminu. Ustalono, że kryteria zaliczenia sprawdzianu ustnego określane będą na podstawie wyników uzyskanych przez kandydatów z UE. W 1997 roku, na przeprowadzonym po raz pierwszy w naszym kraju sprawdzianie pisemnym EBU Polacy osiągnęli o blisko 10 procent gorszy wynik niż kandydaci z Unii. Zdało nieco ponad 60 proc. z tych, którzy do egzaminu przystąpili. W ubiegłym roku po raz pierwszy średnia polskiej grupy przewyższała średnią grupy zachodnioeuropejskiej, a zaliczyło sprawdzian blisko 92 proc. zdających.
?Ten wynik jest dowodem wyboru właściwej drogi przez Polskie Towarzystwo Urologiczne oraz dobrze świadczy o procesie dydaktycznym, jaki animujemy i wspieramy ściśle współpracując z Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego oraz Centrum Egzaminów Medycznych" - podkreśla prof. Andrzej Borówka.
?Sukces tym większy, że w Polsce do egzaminu EBU przystępują adepci urologii, natomiast w Unii już specjaliści urolodzy, którzy wcześniej zdali egzamin specjalizacyjny we własnym kraju. I nie ma tu żadnych podejrzeń o manipulację. Egzamin zdaje się anonimowo, a pytania zna tylko jedna osoba w Polsce" - dodaje prof. dr hab. Zygmunt Dobrowolski.
Międzynarodowa weryfikacja wiedzy jest niezmiernie cenna. Jednak towarzystwo obawia się, że europejski dyplom specjalizacyjny będzie dodatkową ?zachętą" do wyjazdu z Polski. ?W kierowanej przeze mnie Klinice Urologii Collegium Medicum UJ dyplom EBU posiada dziewięciu lekarzy. Trudno powiedzieć, czy któryś z nich wyjedzie, kto zdecyduje się na to jako pierwszy" - mówi prof. Z. Dobrowolski.
Podobne obawy mają wszyscy kierownicy klinik i oddziałów urologicznych w kraju.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.