Urodzony farmaceuta

Marta Markiewicz
opublikowano: 16-02-2010, 00:00

Oceanograf i motorowodniak został farmaceutą na życzenie rodziny. I chyba słusznie, bo w rozmowie Stanisław Piechula przyznaje: „Nie jestem pasjonatem farmacji, jestem jej fanatykiem".

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Ci, którzy znają prezesa Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej żartują, że musiał urodzić się w fartuchu aptekarza. Tymczasem myśl o karierze farmaceuty nawet przez chwilę nie zagościła w jego dziecięcych marzeniach.

Morski odkrywca

Pierwszą prawdziwą fascynacją Stanisława Piechuli były morskie wyprawy Jacques'a Cousteau, nurkowanie, tajemniczy podwodny świat Morza Czarnego odkrywany na wakacjach w Bułgarii.

„Marzyłem, by zostać kimś takim, jak Jacques Cousteau" - zapala się wspominając ówczesne zainteresowania. W szkole najbardziej lubił lekcje wychowania fizycznego, a wszystkim nauczycielom dobrze był znany z powodu różnych wybryków. Najmilej wspomina naukę w Technikum Leśnym w Brynku. „Pięć lat mieszkania z kolegami z męskiej klasy w jednym internacie to dopiero była przygoda! Do dziś chętnie się spotykamy i wracamy do tamtych czasów" - wspomina w rozmowie z Pulsem Farmacji. Po technikum nie trafia jednak do leśniczówki.

W 1983 roku postanawia zrealizować swoje dziecięce marzenia i rozpoczyna studia na Wydziale Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, na kierunku oceanografia biologiczna. Pięć lat studiów zaowocowało dwiema rektorskimi nagrodami za wyniki w nauce oraz dyplomem magistra, obronionym oczywiście na piątkę!

Czas na farmację

Początek lat dziewięćdziesiątych to dla Stanisława Piechuli oraz jego rodziny okres dużych zmian. „W rodzinnym Mikołowie odzyskaliśmy lokal, który w 1951 roku został odebrany wraz z apteką mojemu pradziadowi. Rodzice zdecydowali się na wskrzeszenie tradycji i uruchomienie w kamienicy własnej placówki, a mnie wytypowali, jako przedstawiciela rodziny, na farmaceutę. Pracowałem wówczas w Katedrze Mikrobiologii Uniwersytetu Gdańskiego i nie podejrzewałem, że zostanę aptekarzem" - opowiada.

Studia na Wydziale Farmaceutycznym AM w Gdańsku rozpoczął w 1991 roku; po czterech latach mógł się pochwalić kolejnym tytułem magistra, tym razem farmacji. W tym samym roku rozpoczyna pracę w rodzinnej placówce w Mikołowie, kończąc jednocześnie studia doktoranckie, które w 1996 roku przynoszą mu tytuł doktora nauk farmaceutycznych.

„Gdy rozpocząłem pracę w aptece, denerwowała mnie niekonsekwencja i bałagan w prawodawstwie farmaceutycznym" - odkrywa główny powód swojej społecznej aktywności. To wówczas narodził się pomysł działalności w Stowarzyszeniu Farmaceutów Właścicieli Aptek w Katowicach (był inicjatorem reaktywacji stowarzyszenia i jego prezesem w latach 1998-2001). Potem działał w Izbie Gospodarczej „Apteka Polska" (prezes w latach 1999-2004) i samorządzie aptekarskim (od 2003 roku prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej, a od 2004 roku członek Naczelnej Rady Aptekarskiej).

Ponadto od 2002 roku Stanisław Piechula zaangażował się mocniej w życie społeczności lokalnej Mikołowa. W latach 2002-2003 był radnym miasta, natomiast od 2007 roku zasiada w radzie powiatu, do której dostał się z największą liczbą głosów. Obecnie w samorządzie lokalnym działa w komisjach zdrowia i spraw społecznych oraz rewizyjnej.

Aktywny perfekcjonista

Nasz rozmówca śmieje się, że jedną z największych jego wad jest perfekcjonizm i przekonanie, że jeśli coś ma być dobrze zrobione, to musi to wykonać własnoręcznie. W ludziach najbardziej ceni szczerość i prostotę, męczą go natomiast osoby „nazbyt skomplikowane" i woli ich unikać.

Wolne chwile najchętniej spędza w domu, w towarzystwie najbliższych: żony Katarzyny, córki Ady (13 lat) i syna Macieja (21 lat). Przyznaje, że ubóstwia kuchnię swojej małżonki, a szczególnie samodzielnie wyrabiane przez nią wielkanocne kiełbaski. Dłuższego urlopu nie wyobraża sobie w innym miejscu niż nad morzem - najchętniej na własnej łódce w Chorwacji. „Cały rok na to czekam" - podkreśla.

Aptekarz walczący

Zdaniem Stanisława Piechuli, w Polsce wszystko się sprzysięgło przeciwko rodzinnym aptekom. „Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak walczyć o to, by kolejne pokolenia mogły ten zawód wykonywać jako farmaceuci, a nie najemni podawacze leków realizujący plany biznesowe sieci aptek" - mówi.

Twierdzi, że największym problemem środowiska jest obecnie przejmowanie placówek przez podmioty sieciowe i powolny upadek prawdziwego aptekarstwa. Dodaje też, że cała branża farmaceutyczna nie ma szczęścia do polityki lekowej państwa. Nie zajmują się nią - w opinii prezesa Piechuli - prawdziwi fachowcy.

Plany na przyszłość

Nasz rozmówca przyznaje, że poczynania ministrów zdrowia i niektórych działaczy aptekarskich zniechęciły go trochę do działalności społecznej. Dlatego postanowił wrócić do rodzinnej apteki. Za jeden z największych swoich sukcesów w ostatnich miesiącach uważa renowację Starej Apteki przy mikołowskim rynku.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.