Szef Centrum Onkologii mówi „dość!”
Rzecznik resortu zdrowia Piotr Olechno powiedział Pulsowi Medycyny 22 marca, że minister Ewa Kopacz przekonała prof. Macieja Krzakowskiego, by ten dalej pełnił swoją funkcję szefa Centrum Onkologii w Warszawie.
Minister Kopacz uważa, że „jest on właściwym człowiekiem na właściwym miejscu” – powiedział nam rzecznik ministerstwa. Nie uzyskaliśmy potwierdzenia, czy faktycznie profesor dał się namówić na wycofanie dymisji złożonej w piątek, 19 marca.
„Prof. Krzakowski był nadzieją Centrum Onkologii, ale nie miał żadnego wsparcia ministra zdrowia. Wygląda na to, że przez te ostatnie pół roku nie mógł spełnić oczekiwań minister Ewy Kopacz, wcale się nie dziwię, że w końcu miał dosyć” – tak decyzję rezygnacji z funkcji dyrektora Centrum Onkologii w Warszawie komentuje dr Grzegorz Luboiński, adiunkt w Klinice Nowotworów Piersi w Centrum Onkologii w Warszawie, sekretarz Polskiej Unii Onkologii.
Kiedy szef największej w Polsce placówki onkologicznej prof. Maciej Krzakowski 19 marca 2010 roku podał się do dymisji, Ewa Kopacz jej nie przyjęła. „Niektórzy chyba zapomnieli, że socjalizm już się skończył. Nie przyjąć to można było dymisji pierwszego sekretarza. W dzisiejszych czasach można co najwyżej prosić o wycofanie takiej decyzji, ale nieprzyjęcie to dla mnie prusko-bolszewicki obyczaj, forma nie do przyjęcia” – mówi dr Luboiński.
Dyrektor warszawskiego Centrum Onkologii zrezygnował z funkcji po kolejnej publikacji materiału w tvn24.pl poświęconego funkcjonowaniu przychodni w CO. Jego zdaniem, dziennikarze tej stacji regularnie ilustrują wszelkie problemy polskiej onkologii scenkami tłoku i wielogodzinnego oczekiwania na wizytę w warszawskiej placówce. „Wkrótce po objęciu funkcji dyrektora zająłem się przychodnią, bo to była rzecz straszna. Podjęliśmy pewne działania, które troszkę poprawiły sytuację, a docelowo mają dużo zmienić. Nie wszystkie zmiany da się przeprowadzić od razu, bo oprócz rozmaitych wad organizacyjnych przychodnia jest po prostu za mała. Żeby to zmienić, potrzeba dużych pieniędzy, których nie mamy” – tłumaczył prof. Krzakowski.
W nieautoryzowanym wywiadzie udzielonym kilka dni temu Pulsowi Medycyny prof., Maciej Krzakowski przyznał, że „nie jest łatwo” i że „rozważa różne opcje”. „Jeśli zauważę, że nie jestem już w stanie nic zrobić, nie będę tu siedział tylko po to, by pełnić zaszczytną funkcję dyrektora” – powiedział Pulsowi Medycyny.
Powołując się na nieoficjalnie źródło, portal tvn24.pl podał, że powodem nagłej decyzji szefa CO był konflikt między nim a minister Ewą Kopacz. Zdaniem stacji, minister zarzucała dyrektorowi, że nie zwalnia ludzi i w ten sposób nie szuka oszczędności. Tymczasem NFZ zalega z płatnościami dla Centrum Onkologii za wyjątkowo kosztowne procedury. Ewa Kopacz zarzucała 19 marca prof. Krzakowskiemu, że „rezygnuje w połowie drogi”.
„Człowiek odpowiedzialny, gdy podejmuje się jakiegoś zadania, musi mieć jakiś cel. Jeśli coś ma się udać, musi się to jednak zdarzyć w pierwszych miesiącach, maksymalnie w pierwszym roku. Później toczy się już samo. Kiedy jednak widzę, że po 4-5 miesiącach nie dało się wprowadzić zbyt wielu zmian w stosunku do tego, co bym chciał – to trochę opadają mi emocje” – tłumaczył swoje rozterki w rozmowie z Moniką Wysocką prof. Maciej Krzakowski (pełna wersja wywiadu ukaże się w najbliższym wydaniu Pulsu Medycyny).
Jakie będą dalsze losy tej dymisji, na razie nie wiadomo – jak się dowiedzieliśmy prof. Krzakowski jest na urlopie za granicą. „Są tylko dwa wyjścia: albo profesor uzna, że to co się działo to jest wotum nieufności dla niego, i w związku z tym nie widzi dalszej możliwości pracy na tym stanowisku albo za namową ministerstwa podejmie kolejną próbę uzdrowienia sytuacji w Centrum Onkologii” – uważa dr Luboiński.
Czytaj również:
Nowy szef Centrum Onkologii
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka