Studenci WUM będą uczyć się podstaw robotyki. “Jej wprowadzenie do kształcenia przyszłych lekarzy jest niezbędne”

MJM/PAP
opublikowano: 16-11-2023, 08:27

Nigdy nie będzie pełnej robotyzacji medycyny bez lekarza–operatora. Nie da się bez niego wykonać operacji – powiedział prof. Piotr Radziszewski, kierownik Kliniki Urologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. I dodał, że w najbliższym czasie studenci WUM będą uczyć się podstaw robotyki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W Polsce nadszedł czas, aby wykorzystać możliwości systemów robotycznych szerzej, niż do tej pory, czyli w leczeniu nerek.
W Polsce nadszedł czas, aby wykorzystać możliwości systemów robotycznych szerzej, niż do tej pory, czyli w leczeniu nerek.
iStock

– Roboty są naturalnym rozwojem w medycynie i zastanawianie się, czy powinniśmy je stosować nie ma sensu, bo to tak, jakby stawiać pytanie, czy należy używać igieł jednorazowych – wskazał prof. dr hab. n. med. Piotr Radziszewski.

Systemy robotyczne nie tylko w leczeniu nerek

Jego zdaniem, w Polsce nadszedł czas, aby wykorzystać możliwości systemów robotycznych szerzej, niż do tej pory, czyli w leczeniu nerek.

– Jesteśmy 20 lat za resztą świata. I jeśli nie chcemy mieć epidemii dializ czy kwalifikowania do przeszczepienia, musimy dbać o każdą pojedynczą nerkę. A to oznacza wykonywanie nawet bardzo trudnych częściowych nefrektomii a nie a priori nefrektomii radykalnej“ - podkreślił.

Wg. prof. Radziszewskiego, wprowadzenie robotyki do kształcenia przyszłych lekarzy jest niezbędne, a zajęcia z tego przedmiotu mogą odbywać się w sposób intuicyjny, na zasadzie gry video.

Płatnik będzie musiał liczyć się z tym, że niebawem będziemy mieli roboty, które będą umożliwiały chirurgię endoluminalną, chirurgię bariatryczną poprzez naturalne otwory, czy pływające nanomaszyny, które będą działały na poziomie naczyń krwionośnych – wyliczył.

Dziś na całym świecie używanych jest już 8285 systemów Da Vinci, z czego 65 proc. w USA, 17 proc. w Europie i 13 proc. w Azji. Robotyka wykorzystywana jest przede wszystkim w urologii, chirurgii kolorektalnej, bariatyrycznej, ginekologii onkologicznej, ale też i ortopedii. Pierwsze takie urządzenie trafiło do Polski w 2011 r. i był to już robot trzeciej generacji. W 2017r. AOTMiT wydał pozytywną rekomendację wykorzystania Da Vinci w leczeniu raka jelita, prostaty i macicy, ale dopiero w 2022 r. NFZ zaczął refundować radykalną prostatektomię robotyczną (usunięcie gruczołu krokowego). Procedury nie są tanie, ale zastosowanie robota pozwala na uniknięcie komplikacji i redukuje liczbę zakażeń śródszpitalnych, co uzasadnia wysokie koszty.

System robotowy a prostatektomia radyklana

Jak powiedział prezes NFZ, Filip Nowak OSR (ocena skutków regulacji) włączenia od kwietnia 2021 r. do koszyka świadczeń zabiegu z wykorzystaniem systemu robotowego w prostatektomii radyklanej zakładała, że po trzech latach wykonywać będzie go 14 ośrodków, a tymczasem w 2023 r. mamy ich już 33.

– Tempo rozwoju jest ogromne. Koszt świadczenia wynosi 32 144 zł, dla porównania zabieg laparoskopowy wyceniono na 21 810 zł. To chyba satysfakcjonująca wycena, o czym świadczy duży przyrost tych ośrodków" – wskazał Nowak.

Jak podał, dla płatnika korzystnym efektem jest skrócenie czasu hospitalizacji średnio o około 2 dni. Dlatego od 1 września 2023 r. rozszerzono świadczenia gwarantowane z wykorzystaniem systemu robotowego o leczenie chirurgiczne raka błony macicy i raka jelita grubego.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Leczenie raka jelita grubego i raka endometrium za pomocą robota da Vinci będzie refundowane

Obecnie najwięcej robotów jest wykorzystywanych we Francji - 340, w Niemczech - 330, w Wielkiej Brytanii- 200, we Włoszech - 195, a w Hiszpanii ponad 105. Tymczasem w Polsce jest ich zaledwie 34. Problemem jest mała liczba wyszkolonych operatorów. Jak podkreślił prof. Radziszewski, robot nie wykonuje operacji sam, jest jedynie narzędziem w rękach doświadczonego chirurga. W optymalnych warunkach pojedynczy system mógłby wykonać nawet cztery zabiegi dziennie. Dlatego też oczekiwana jest refundacja kolejnych procedur z użyciem Da Vinci – częściowej nefrektomii, torakochirurgii, operacji wątroby i trzustki.

Wbrew początkowym obawom towarzyszącym wprowadzaniu operacyjnej techniki robotycznej w polskiej medycynie okazało się, że jest ona bezpieczna.

Zalety wykorzystania robotyki

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szopiński, urolog i certyfikowany operator Da Vinci twierdzi, że w jego "na 1000 zabiegów nie odnotowano powikłań śmiertelnych w ciągu pierwszych 3 miesięcy po operacji, ani żadnego uszkodzenia narządów wewnętrznych".

Jest to także metoda o wiele mniej inwazyjna, niż tradycyjne: np. technika Retzus sparing zamiast 40 cm cięcia pozwalającego dostać się do gruczołu krokowego umożliwia zabieg tylko z 7 cm nacięciem otrzewnej. Pozwala też osiągnąć o 20 proc. lepsze wyniki w zakresie utrzymania wzwodu, umożliwia szybszy powrót do trzymania moczu i eliminację całkowitego nietrzymania moczu. Pacjent wraca do pracy po 2 tygodniach.

Prof. Tomasz Szopiński sam w ciągu 5 lat przeprowadził 600 zabiegów z wykorzystaniem robota. Wyjaśnił, że system Da Vinci składa się z konsoli, przy której siedzi chirurg, centrum komputerowego obsługującego system i zestawu czterech ramion wyposażonych w wiele narzędzi. Według profesora, przewagą zabiegów z wykorzystaniem Da Vinci jest idealne połączenie chirurgii otwartej z miniaturyzacją i bardzo dobrą wizualizacją, czyli laparoskopią.

– System eliminuje drżenie rąk, daje trójwymiarową wizualizację pola, jest zintegrowany z USG oraz umożliwia wykorzystanie zieleni indocyjaninowej w poszukiwaniu zajętych węzłów chłonnych. Powiększenie 10 - 40 krotne pozwala widzieć struktury niedostępne laparoskopowo lub “na otwarto”. Możemy zobaczyć to, czego wcześniej nie widzieliśmy. System umożliwia preparację z dokładnością niedostępną w innej technice. Do tego różnorodność zintegrowanego systemu narzędzi, swoboda poruszania się w polu niedostępna w laparoskopii i chirurgii otwartej - podkreślił.

Z kolei prof. dr hab. n. med. Igal Mor, urolog, zauważył, że monitorowanie losów pacjentów pozwala ocenić efektywność zabiegów.

– Robot przy chirurgicznym leczeniu raka prostaty zapewnia pacjentowi bezpieczeństwo, krótki czas rekonwalescencji i komfort życia. Z danych kliniki, w której operuję, wynika, że krwawienie pooperacyjne nie zdarzyło przy operacjach robotycznych, a wystąpiło w 10 proc. operacji otwartych i 0,8 proc. laparoskopowych. Całkowite nietrzymanie moczu dotyczyło 10 proc. operowanych klasycznie, 2 proc. laparoskopowo i 0,2 proc. robotycznie.

Jak dodał prof. Mor, "czas hospitalizacji w przypadku operacji otwartych wynosił u nas średnio 7 dni, przy laparoskopowych - 4,5 dnia, a przy robotycznych 2,1."

Ponadto, jak zaznaczył, zabiegi z zastosowaniem robota Da Vinci pozwalają pięciokrotnie skrócić czas stosowania cewnika, który stanowi dla pacjentów ogromny dyskomfort. Redukuje również czas rekonwalescencji z 10 -12 tygodni do 2. Pozwala także na utrzymanie funkcji seksualnej u prawie 90 proc. leczonych, co bez robotyzacji było prawie niemożliwe. Krótszy jest też powrót do całkowitego trzymania moczu - u 90 proc. operowanych po 3 miesiącach.

– To absolutny sukces tej metody. A krótsza rekonwalescencja ma ogromne znaczenie dla chorego po traumie, jaką jest diagnoza i leczenie raka prostaty - zauważył.

Nie dla robota w każdym szpitalu

Pomimo tych wszystkich korzyści, prezes NFZ Filip Nowak jest wrogiem obserwowanego zjawiska, które można by określić "robot w każdym szpitalu". Jego zadaniem, postęp technologiczny powinien być zrównoważony, bo potencjał w postaci nowego sprzętu stawia wyzwania w zakresie szkolenia operatorów. Ponadto, na co zwrócił uwagę Dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia dr Michał Dzięgielewski, ograniczeniem w wykorzystaniu systemów robotowych jest ilość operowanych pacjentów, tymczasem placówki kupujące roboty nie zauważają tego warunku.

– Gwarancją bezpieczeństwa pacjenta jest doświadczenie placówki. Ważna jest też kwalifikacja chorych, aby nie operować wszystkich tylko dlatego, że to się opłaca - powiedział. Jego zdaniem, jeżeli rynek będzie rozproszony, poszczególne ośrodki będą miały zbyt mało pacjentów, a wówczas chirurdzy nie zdobędą niezbędnego doświadczenia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Lekarze operujący robotem chirurgicznym muszą być certyfikowani [WYWIAD]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.