Program dla PET potrzebny od zaraz
Środki na dofinansowanie instalacji tomografów pozytonowych, które zarezerwowano w budżecie na 2005 rok starczą zaledwie na rozpoczęcie prac związanych z instalacją urządzeń PET. Nadal brakuje wieloletniego planu rozwoju tego typu diagnostyki w Polsce, na wzór programów realizowanych w innych krajach europejskich.
Kto to sfinansuje?
"Na razie plan rozmieszczenia i finansowania PET-ów pozostaje w sferze domysłów - przyznaje Marek Moszczyński, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Diagnostyki Medycznej Dolmed, który stara się o środki na zakup skanera. - Nie ma żadnego oficjalnego dokumentu w tej sprawie, a zawsze największym problemem jest wydolność finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia i zapewnienie finansowania PET już po jego instalacji".
Precyzyjne programy rozwoju tomografii pozytonowej mają inne kraje UE. W 2004 roku w Wielkiej Brytanii powstał na użytek publicznego systemu ochrony zdrowia (National Health System) zarys planu rozwoju tomografii pozytonowej. Założono, że liczba dostępnych dla pacjentów NHS skanerów powinna wzrosnąć z 7 do 20. Pomyślano również o sieci cyklotronów, które obsługiwałyby istniejące PET-y. Na instalację 16 nowych urządzeń i 5-6 cyklotronów planuje się tam wydatki rzędu 70 mln euro. W zaprezentowanym planie określono też dokładną lokalizację instalacji. Tymczasem polskie placówki onkologiczne spodziewają się, że pieniądze z budżetu potrzebne na tomografię pozytonową po prostu się znajdą. Nieliczni szukają ich samodzielnie.
Wrocław zabiega o euro
We Wrocławiu zawiązał się komitet społeczny, który działa na rzecz znalezienia środków na zakup PET. Dyrektor Marek Moszczyński, uczestniczący w pracach komitetu, podkreśla, że nie zdecydowano jeszcze, w którym ośrodku medycznym stanąłby PET. Chodzi przede wszystkim o znalezienie 5,5 mln euro na jego zakup. PET we Wrocławiu służyłby zarówno do badań naukowych, jak i medycznych. Komitet rozważa możliwość starania się o grant inwestycyjny z Ministerstwa Nauki i Informatyzacji. Wniosek o te środki wystosowałoby konsorcjum złożone z wrocławskich uczelni: Akademii Medycznej, Akademii Rolniczej i Uniwersytetu Wrocławskiego.
M. Moszczyński rozważa również możliwość zdobycia środków unijnych, natomiast wyklucza zaciągnięcie kredytu. "Tą drogą poszła Bydgoszcz, ale ze względów ekonomicznych to zła droga, ponieważ kredyt to jedna z droższych form finansowania inwestycji - przyznaje M. Moszczyński. - Będziemy pukać do wszystkich drzwi, choć na razie nikt niczego nam nie obiecywał".
Przygotowana kadra w Kielcach
W innych ośrodkach onkologicznych, które starają się o PET, gotowa jest nawet kadra do jego obsługi. Zespół złożony z 9 młodych lekarzy i fizyków do obsługi PET-u pracuje w więtokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach. Powstał w ciągu 6 lat. Według dyrektora kieleckiego ośrodka Stanisława Góździa, 10 mln zł z budżetu na PET zapisano dla Warszawy, Gliwic i właśnie Kielc. Ma to być początek państwowej sieci PET-ów w Polsce. Dyrektor S. Góźdź nie obawia się, że zabraknie pieniędzy na finansowanie kilku takich urządzeń w Polsce.
"Jeśli technika diagnostyczna, taka jak PET, została już uznana w świecie, środki na nią muszą zostać wygospodarowane" - argumentuje S. Góźdź. Dyrektor CO szacuje, że cała inwestycja w Kielcach może kosztować około 30 mln zł, lecz oszczędności, jakie przyniesie, zwrócą koszty w ciągu 3-4 lat.
Niewykorzystana alternatywa
Szpitale nie zawsze muszą inwestować własne środki w kosztowny sprzęt. W Wielkiej Brytanii pacjenci NHS korzystają również z badań PET świadczonych przez prywatne firmy, które dysponują własnym, m.in. mobilnym sprzętem. Taka możliwość istnieje również w Polsce. Półtora miesiąca temu Euromedic złożył NFZ ofertę badań PET na własnym sprzęcie, której fundusz nie przyjął, podpisując kontrakt z bydgoskim centrum. Według Macieja Kowalskiego, dyrektora Euromedic, firma proponowała funduszowi cenę 4 tys. zł za badanie. "Nie widzę sensu finansowania tych aparatów przez samorządy czy Ministerstwo Nauki, jeśli można, tak jak w innych krajach, kupić tę usługę od prywatnych podmiotów - przekonuje M. Kowalski. - 25 mln zł, czyli koszt PET-u w Bydgoszczy, to pieniądze, za które można by kupić badania dla całej Polski przez dwa i pół roku".
Propozycję outsourcingu M. Kowalski kierował do szpitali, m.in. we Wrocławiu, ale odpowiedź była zawsze podobna: wolą mieć własny sprzęt. Według Stanisława Góździa z CO, zakup usług tomografii pozytonowej od prywatnych firm nie opłaca się. "Czy firmy outsourcingowe będą do nas dopłacać? Wszystkie swoje koszty wliczą po prostu w cenę usługi - argumentuje S. Góźdź. - Tymczasem ceny PET-ów, kiedy urządzenia te, tak jak USG, trafią pod strzechy i upowszechnią się, spadną".
Nie można również zapominać o możliwościach finansowych funduszu, który według nieoficjalnych informacji także w przyszłym roku zakontraktuje około 2,5 tys. badań. Tymczasem prywatne firmy oferujące outsourcing uzależniają zazwyczaj swoje inwestycje od gwarancji kontraktowania świadczeń.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska