Prof. Religa we wspomnieniach
Zbigniew Religa był "człowiekiem, który w polityce stracił wiele złudzeń, ale jednemu pozostał wierny: zawsze jest coś dobrego do zrobienia. Zarówno w ludzkich sercach, jak i w polityce" - pisze "Dziennik". "Profesor uratował mi życie" - wspomina Zyta Gilowska. "Imponował nam jego stosunek do pacjentów. Nienawidził korupcji. Warto to zapamiętać" - wspomina w rozmowie z "Rzeczpospolitą" prof. Marian Zembala. "Pacjenci mówili o nim: święty" - pisze "Gazeta Wyborcza".
"Kim był Zbigniew Religa? - Świętym człowiekiem - odpowiadali pacjenci. - Wizjonerem - mówili lekarze. A on sam mówił: - Jestem zwyczajny, normalny" - wspomina "Gazeta Wyborcza".
"Uratował mi życie"
"Pan Profesor Religa uratował mi życie, podejmując się ponad pięć lat temu wykonania operacji mojego serca. Był dla mnie ostatnią deską ratunku" - wspomina w "Dzienniku" Zyta Gilowska, była minister finansów.
Dla Gilowskiej prof. Religa był też doskonałym współpracownikiem. "Wbrew wieloletnim zwyczajom kłótni o pieniądze między ministrami zdrowia i ministrami finansów my - jako ministrowie - w ogóle się nie kłóciliśmy. Z żadnym innym ministrem tak dobrze się nie rozumiałam" - pisze.
"Był straszliwie potrzebny"
"Ostatnio (...) coraz bardziej czułem, jak straszliwie jest polskiej polityce potrzebny. Bo swoim żarem dawał poczucie, że polityka to sprawa cholernie ważna i że są w niej dobre sprawy, o które warto się bić" - pisze w "Dzienniku" Michał Karnowski. "Był w tej polityce kimś - profesorem światowego sukcesu, który nie musiał tłumaczyć, jakie ma prawo mówić o sprawach publicznych. Mówcą, który nie musiał prosić o głos, by go słuchany" - dodaje.
"Imponował nam"
"Odszedł wybitny lekarz. Ci, którzy asystowali mu przy operacjach, twierdzą, że przy tych najtrudniejszych, gdy życie pacjenta zależało od czasu, nie wykonał ani jednego zbędnego ruchu" - pisze "Rzeczpospolita". "Imponował nam jego stosunek do pacjentów. Nienawidził korupcji. Warto to zapamiętać" - wspomina w rozmowie z "Rz" prof. Marian Zembala.
"Słowa nie opiszą tego, co mu zawdzięczam"
"Żadne słowa nie opiszą tego, co zawdzięczam temu wielkiemu lekarzowi" - mówi w rozmowie z dziennikiem "Polska" Jerzy Badurski z Dąbrowy Górniczej, jeden z dwóch najdłużej żyjących w Polsce pacjentów po przeszczepie serca wykonanym w 1987 roku przez prof. Religę. "Nikt tak jak on nie potrafił wtedy tak błyskawicznie podejmować trudnych decyzji" - dodaje.
Jak podkreśla, prof. Religa pomógł mu także po operacji, gdy pracodawcy nie chcieli z powrotem przyjąć go do pracy. "Napisał mi specjalny list. Taki żelazny glejt, że mogę z nowym sercem normalnie funkcjonować" - mówi.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Redakcja