Prof. Rejdak: w publicznym systemie opieki zdrowotnej brakuje neurologów [KOMENTARZ]
Szacuje się, że w publicznym systemie opieki zdrowotnej aktywnych zawodowo jest obecnie ok. 3600 neurologów, a ok. 1000 działa wyłącznie w sektorze prywatnym lub innych dziedzinach. Pamiętajmy przy tym, że 1/3 pracujących specjalistów w tej dziedzinie jest w wieku emerytalnym. Lekarzy kończących tą specjalizację każdego roku powinno być co najmniej dwa razy więcej niż jest obecnie, aby rekompensować niedobory kadrowe - mówi prof. Konrad Rejdak.

Pod koniec kwietnia br. zakończyło się wiosenne postępowanie kwalifikacyjne na szkolenia specjalizacyjne. W sumie – po dwóch etapach rekrutacji – przyjęcie miejsca specjalizacyjnego potwierdziło 2271 osób, w tym 1461 w ramach rezydentury i 810 w trybie pozarezydenckim. W postępowaniu było dostępnych 4218 miejsc w trybie rezydenckim i 10 808 w trybie pozarezydenckim. W rekrutacji złożonych zostało łącznie 3304 poprawnych formalnie wniosków. Wolnych pozostało 2757 miejsc rezydenckich.
Następujące dziedziny były najbardziej popularne wśród lekarzy (pod uwagę została wzięta liczba złożonych wniosków w trybie rezydenckim z uwzględnieniem specjalizacji podanej przy pierwszym wyborze):
- Dermatologia i wenerologia
- Radiologia i diagnostyka obrazowa
- Medycyna rodzinna
- Ortodoncja
- Psychiatria
- Pediatria
- Anestezjologia i intensywna terapia
- Choroby wewnętrzne
- Kardiologia
- Chirurgia stomatologiczna
Na specjalizację z neurologii zostało przyjętych zaledwie 69 osób, w tym 8 będzie kształciło się w dziedzinie neurologii dziecięcej. O komentarz na ten temat poprosiliśmy prof. dr-a hab. n. med. Konrada Rejdaka, specjalistę neurologa, kierownika Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezesa Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
“W neurologii borykamy się od dawna z niedoborem kadr”
– Niestety, liczba miejsc rezydenckich na neurologii wskazuje, że wciąż zainteresowanie tą specjalizacją jest niewielkie, co już ma i z pewnością nadal będzie miało przełożenie na jakość opieki zdrowotnej w tym obszarze. Przypomnę, że neurologia dziecięca została uznana za dziedzinę priorytetową przez Ministerstwo Zdrowia, podczas gdy neurologia dorosłych nie ma takiego statusu. Za tym kryją się pewne zachęty dla rezydentów w dziedzinach priorytetowych np. w postaci wyższego wynagrodzenia - mówi prof. Konrad Rejdak.
Zaznacza, że “w neurologii borykamy się od dawna z niedoborem kadr, głównie w obszarze placówek publicznych”. - Tymczasem to one pełnią strategiczną funkcję w naszym systemie ochrony zdrowia. W obecnej sytuacji dochodzi do poważnych utrudnień w jego funkcjonowaniu, a konsekwencje tego mogą być bardzo poważne. Neurolodzy często leczą pacjentów z chorobami ostrymi, które prawie zawsze wymagają pilnej hospitalizacji i natychmiastowego wdrożenia terapii. Nie ma tygodnia, w którym - jako prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego - nie odbierałbym telefonów z różnych części Polski od dyrektorów szpitali czy konsultantów wojewódzkich, którzy zgłaszają brak osób chętnych do pracy w oddziałach neurologicznych. Jednocześnie obłożenie tych oddziałów, głównie pacjentami w ciężkim stanie, jest ogromne. Zdarza się, że na oddziale jest zaledwie 2-3 specjalistów, którzy muszą praktycznie non stop pełnić nocne dyżury, co wykracza poza ich możliwości - dodaje profesor.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Neurologia w zapaści. Brakuje dobrego finansowania i specjalistów
Tłumaczy, że taka sytuacja wynika z jednej strony z ucieczki kadr do pracy w trybie ambulatoryjnym, a z drugiej z braku poprawy w zakresie wycen procedur w oddziałach neurologicznych, co pociąga to za sobą ogromne straty dla szpitali, w których funkcjonują takie jednostki. - Paradoksalnie, pomysł Ministerstwa Zdrowia, który w zamyśle miał poprawić dostępność do specjalistów poprzez uwolnienie wizyt w poradniach, doprowadził jednocześnie do spadku atrakcyjności pracy w oddziałach szpitalnych i przesunięcie dużej grupy lekarzy do pracy w warunkach ambulatoryjnych. Ostatnio nawet oferowane wysokie stawki za podjęcie pracy w oddziałach neurologicznych w deficytowych regionach Polski nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Najtrudniejsza sytuacja jest na północy i zachodzie kraju - komentuje.
3600 aktywnych neurologów
Ostrzega, że sytuacja ta stwarza zagrożenie dla nas wszystkich, całego społeczeństwa, ponieważ wiadomo, że choroby neurologiczne dotyczą obecnie co najmniej 1/3 populacji. - Co więcej, szacuje się, że liczba chorych będzie rosła ze względu na uwarunkowania demograficzne, głównie starzejące się społeczeństwo, ale także pokłosie takich zjawisk jak pandemia COVID-19. Z tego względu jako środowisko neurologów postulujemy o pilne zmiany w systemie leczenia szpitalnego chorób neurologicznych - wskazuje.
– Od lat zabiegamy, aby uatrakcyjnić warunki pracy dla lekarzy neurologii, jednak jest to proces długofalowy. Dodatkowo nie sprzyja temu aura, jaka roztacza się nad tą specjalizacją, co z kolei wynika z przedstawionych problemów. Z pewnością rzutuje to na brak zbyt wielu chętnych do kształcenia się w tym kierunku. Szacuje się, że obecnie aktywnych zawodowo w publicznym systemie opieki zdrowotnej jest ok. 3600 neurologów, a ok. 1000 - działa wyłącznie w sektorze prywatnym lub w innych dziedzinach. Pamiętajmy przy tym, że 1/3 pracujących specjalistów neurologii jest w wieku emerytalnym. Tak więc lekarzy kończących tą specjalizację każdego roku powinno być co najmniej dwa razy więcej niż jest obecnie, aby rekompensować niedobory kadrowe - podsumowuje prof. Rejdak.
Źródło: Puls Medycyny