Prof. Kuchar: lockdowny nic nie dały, jedyna szansa to szczepienia
Najnowsze dane wskazują, że w porównaniu tydzień do tygodnia ilość zakażeń koronawirusem wzrosła o 40 proc. Ten wzrost budzi obawy związane z powrotem restrykcji. - Zapomnijmy o lockdownach, jedyna szansa to szczepienia – przekonuje prof. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM.

18 lipca wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przekazał, jak prezentują się dane weekendowe dotyczące zakażeń koronawirusem. Wynika z nich, że mamy 319 nowych przypadków - to o 40 proc. więcej w porównaniu tydzień do tygodnia. Jak podkreślił, widoczny jest trend wzrostowy.
Polska jak Portugalia
W podobnym tonie wypowiada się prof. Ernest Kuchar. Jak przyznaje, koronawirus nie odpuszcza. - W większości krajów świata liczba zachorowań rośnie albo utrzymuje się na wysokim poziomie. Trudno zatem oczekiwać, że w Polsce będzie inaczej. Sytuacja będzie podobna - ocenił Kuchar.
Jego zdaniem sytuację Polski w kontekście koronawirusa można odnieść do Portugalii. - To kraj o podobnym poziomie gospodarczym, także w Europie, choć oczywiście z trochę innym klimatem. Portugalia ma za sobą siódmą falę o dość łagodnym przebiegu. Było tam bardzo dużo zachorowań - ponad 100 tys. dziennie, ale względnie niewiele hospitalizacji i zgonów. To pociesza nasze władze - powiedział lekarz.
Jednak to, co jego zdaniem odróżnia Polskę od Portugalii, to odsetek osób zaszczepionych.
- W Portugalii odsetek wyszczepień jest wysoki, zwłaszcza w gronie osób starszych, które znacznie ciężej przechodzą COVID-19, w związku z czym zwiększa się ryzyko ich hospitalizacji. U nas te odsetki są nieporównanie niższe. A z punktu widzenia wydolności naszego systemu ochrony zdrowia liczy się właśnie liczba hospitalizacji - podkreślił specjalista.
Nadal nie szczepi się wiele osób, także seniorów
- Można się pocieszać, że 91 proc. populacji ma przeciwciała, co oznacza, że miało kontakt z koronawirusem lub się zaszczepiło. Ale równocześnie oznacza to, że 10 proc. nie miało kontaktu z wirusem i będzie chorować po raz pierwszy - a wiadomo, że pierwsze zachorowanie jest najcięższe - podkreślił Kuchar.
Lekarz zauważył, że w Polsce jest ogromna, licząca ponad 200 tys. populacja osób po 65. roku życia, które nie zaszczepiły się w ogóle.
- Ci ludzie do tej pory jakoś uniknęli zakażenia, nosząc maseczki i zachowując dystans społeczny - mówił, dodając, że biorąc pod uwagę znacznie bardziej zaraźliwe nowe podwarianty koronawirusa teraz prawdopodobnie to się nie uda.
– Subwarianty BA.4 i BA.5 są znacznie bardziej zaraźliwe niż wcześniejsze. Może się więc okazać, że działania, które do tej pory wystarczały osobom, które jeszcze nie chorowały, zawiodą. Co się stanie, jeśli w krótkim czasie 200 tys. osób się zarazi? To się z pewnością przełoży na liczne hospitalizacje - zauważył.
Chcemy łagodnego przebiegu 7 fali.Szczepmy się
- Stare przysłowie głosi: Si vis pacem, para bellum (Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny). Wszyscy chcemy, żeby kolejna fala koronawirusa była łagodna, ale to nie znaczy, że trzeba biernie czekać na rozwój sytuacji. Trzeba się na to przygotować. To, że mamy 200 tys. ciągle niezaszczepionych osób w grupie największego ryzyka, to wielkie zaniedbanie. Mamy też w Polsce zbyt mało osób, które przyjęły trzecią dawkę – jakieś 20-30 proc. - powiedział specjalista.
Zwrócił uwagę, że w Polsce na COVID-19 zaczęły chorować dzieci. - W tej chwili na oddziale, który prowadzę, jest 30 proc. łóżek zajętych przez dzieci chore na covid-19 - to głównie noworodki i niemowlaki. Dzieci to oczywiście tylko element populacji, ale jest on świetnym wskaźnikiem tego, co się naprawdę dzieje. Jeszcze miesiąc temu nie było na moim oddziale ani jednego pacjenta z covidem - stwierdził.
Restrykcje “ po polsku” nie są skuteczne
Pytany o potrzebę wprowadzenia ewentualnych obostrzeń, Kuchar wskazał, że duża zaraźliwość aktualnym wariantem koronawirusa pozwala przypuszczać, że to co się sprawdziło wcześniej, teraz nie sprawdzi się w ogóle.
- Zwłaszcza maseczki noszone “po polsku”, pod nosem. Trzeba jasno powiedzieć: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, zwłaszcza w kontekście chorób zakaźnych. Lockdowny nic nie dały, tym bardziej że było przyzwolenie społeczne i tolerancja władz dla nieprzestrzegania zaleceń. Jedyna szansa to szczepienia. Nowe warianty są tak zaraźliwe, że obostrzenia, zwłaszcza nieprzestrzegane ściśle, niewiele dadzą. Zapomnijmy więc o lockdownach, skupmy się na szczepieniach - powiedział Kuchar.
– Pamiętajmy też o tym, że szczepienia działają wtedy, jeśli poda się je wcześniej. Wszyscy ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, powinni przyjąć trzecią dawkę, a osoby starsze, które nigdy się nie szczepiły, powinny zacząć to robić. Owszem, tendencje są takie, że wirusy, które często mutują – z czasem stają się bardziej zaraźliwe, ale zarazem łagodniejsze. Niech nas to jednak zbytnio nie uspokaja. Śmiertelność z powodu covidu ciągle jest wielokrotnie większa niż z powodu grypy. A przecież epidemia grypy potrafiła wywołać paraliż gospodarczo-społeczny - podkreślił specjalista.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Pyrć o kolejnej fali COVID-19: nie budujemy wałów, gdy woda sięga 2 piętra
Jaka jest śmiertelność dzieci z COVID-19? Wirusolog odpowiada
Źródło: Puls Medycyny