Prezes NRL: Wciąż uczymy się egzekwować nasze prawa i robić to konsekwentnie
Prezes NRL: Wciąż uczymy się egzekwować nasze prawa i robić to konsekwentnie
O historii powstawania niezależnego samorządu lekarskiego w latach 80., jego dokonaniach, obecnej roli oraz czekających go wyzwaniach rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Andrzejem Matyją, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej.
Samorząd lekarski odrodził się dzięki transformacji ustrojowej w 1989 roku. Jak wyglądały próby utworzenia samorządowej organizacji lekarskiej w okresie PRL-u? Czy w latach 80. środowisko mogło organizować się w nieco swobodniejszy sposób?

Dwa tygodnie przed częściowo wolnymi wyborami, 17 maja 1989 r. Sejm przyjął ostatnią w mijającej kadencji ustawę — o izbach lekarskich. To wydarzenie poprzedziły ostre spory. Sierpień 1980 r. rozbudził ambicje przywrócenia lekarzom ich samorządu, dotychczas blokowane. Związki zawodowe i partyjna nomenklatura nie zamierzały rezygnować z wpływów w środowisku medycznym, które narzucono w 1950 r. poprzez likwidację samorządu lekarskiego, ustanowionego w 1921 r. przez II RP.
Projekt z lipca 1981 r. miał być podstawą do dalszej debaty nad izbami lekarskimi również w Sejmie. Był także przedmiotem II Zjazdu Krajowej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność”, który poświęcono odrodzeniu izb lekarskich. Obradowano 12 grudnia 1981 r., dyskusja zakończyła się o godz. 21.00, a o 24.00 wprowadzono stan wojenny… Sejmowe prace nad projektem ustawy o izbach lekarskich toczyły się nadal, ale już bez „Solidarności”. Mimo zaangażowania Polskiego Towarzystwa Lekarskiego i posłów z Komisji Zdrowia, Sejm VIII kadencji nie przyjął ustawy, a wraz z końcem kadencji projekt trafił do kosza.
Nie był to jednak koniec walki. Zarząd główny Polskiego Towarzystwa Lekarskiego wiosną 1986 r. rozpoczął kolejną batalię o przywrócenie samorządu lekarskiego z jego ważną rolą, związaną z odpowiedzialnością zawodową, której władze państwowe (partyjne) nie chciały się pozbyć. Ostatecznie poselska inicjatywa ustawodawcza sprawiła, że projekt ustawy o samorządzie lekarskim znów trafił pod obrady Sejmu we wrześniu 1988 r. Obrady Okrągłego Stołu doprowadziły do przyspieszenia zmian politycznych, a reformą systemu opieki zdrowotnej zajął się jeden z podzespołów. Z samorządem lekarskim wiązały wielkie nadzieje zarówno strona rządowa, jak i Solidarnościowa, choć każda z innego powodu. Samorząd lekarski, jako niezależna organizacja społeczna, miał zlikwidować problem nomenklatury w służbie zdrowia, a dzięki temu stać się wiarygodną dla lekarzy reprezentacją środowiska w pracach nad zmianami systemu ochrony zdrowia.
5 kwietnia 1989 r. podpisano porozumienie Okrągłego Stołu. Niecałe dwa tygodnie później zaprezentowano efekt prac specjalnej podkomisji sejmowej, która zajmowała się projektem ustawy o samorządzie lekarskim. Jej przeciwnicy, chcąc opóźnić prace, proponowali szerokie konsultacje społeczne, co oznaczałoby, że wraz z zakończeniem IX kadencji Sejmu kolejny projekt znów znalazłby się koszu. Udało się tego uniknąć i 17 maja 1989 r. została jednogłośnie uchwalona ustawa o izbach lekarskich, bo taką ostatecznie zyskała nazwę.
Co działo się dalej, po uchwaleniu ustawy?
Przyjęcie ustawy to był pierwszy krok. Potem powołano Komitet Organizacyjny Izb Lekarskich liczący 177 osób, zgłoszonych przez różne środowiska. Zaczęła się praca organizacyjna. Zdecydowano o liczbie i rozmieszczeniu okręgowych izb lekarskich. Zwrócono się do wybitnych przedstawicieli środowiska medycznego o zorganizowanie zebrań inauguracyjnych poszczególnych okręgowych izb lekarskich. Na kolejnych posiedzeniach ustalono zasięg terytorialny, przyjęto regulamin wyboru delegatów na zjazdy izb okręgowych i na zjazd krajowy, ustalono terminarz wyborów. Trwały prace nad aktami wykonawczymi do ustawy.
Trzy dekady temu, I Krajowy Zjazd Lekarzy w grudniu 1989 r. otworzył przed naszym środowiskiem nowe perspektywy. To przełomowe wydarzenie uruchomiło ciąg kolejnych znaczących zmian. Zmieniła się liczba i zakres terytorialny okręgowych izb lekarskich. Pozyskano siedzibę. Pracę rozpoczęli rzecznicy odpowiedzialności zawodowej i sądy lekarskie. Nadzwyczajny I Krajowy Zjazd Lekarzy, który obradował dwa lata po przyjęciu ustawy, uchwalił Kodeks Etyki Lekarskiej, obowiązujący do dziś.
W 2001 r. nastąpiła nowelizacja ustawy o izbach lekarskich. Ustawowy obowiązek prowadzenia Centralnego Rejestru Lekarzy nałożono na Naczelną Radę Lekarską, a rejestrów okręgowych na izby okręgowe. Nowelizacja z 2004 r. wprowadziła zapis o samorządzie lekarzy i lekarzy dentystów, a ponadto nastąpiło dostosowana ustawy do wymogów Unii Europejskiej (co w nowelizacji z 2007 r. zostanie „domknięte”). Ustawa z 2 grudnia 2009 r. wprowadza zmiany, które czynią nas już faktycznymi kontynuatorami przedwojennych izb lekarskich.
Czy obowiązująca od 2009 roku ustawa spełniła oczekiwania środowiska? Czy dzięki samorządowi lekarze zyskali realny wpływ na sektor zdrowia i są traktowani przez polityków po partnersku?
Ustawa z 2 grudnia 2009 r. wprowadziła zmiany, które były oczekiwane przez samorząd lekarski. Wyznaczyła zadania, do których należy m.in.: opiniowanie aktów prawnych i konsultowanie rozwiązań systemowych, a także obrona i ochrona lekarzy, dbanie o prestiż zawodu i jego dobre imię. W chwili obecnej można się zastanowić nad zmianami w ustawie dotyczącymi chociażby odpowiedzialności zawodowej lekarzy.
Czy mamy realny wpływ na ochronę zdrowia? Na pewno mamy możliwość odnoszenia się do wszystkich planowanych zmian w sektorze zdrowia, zgłaszania uwag i ewentualnie przedstawienia innych propozycji. I to robimy. Wydaje się jednak, że przez te wszystkie lata po reaktywacji samorządu jego głos nie zawsze był brany pod uwagę. W pewnych obszarach ten głos trafia do rządzących, w innych jesteśmy traktowani bardziej jak petenci niż partnerzy.
Na ile ocenia pan „sprawczość” kolejnych ministrów zdrowia? Czy ten urząd powinien być w rękach bezpartyjnego fachowca, czy jednak posiadanie zaplecza politycznego nie gwarantuje możliwości wprowadzania realnych zmian w sektorze, bez oglądania się na partyjne roszady?
Samorząd lekarski od zawsze zwracał uwagę na to, iż zdrowie jest tak ważną dziedziną życia, że powinno być apolityczne. Ale każdy, kto przyjmuje nominację na ministra zdrowia, staje się politykiem, czy tego chce, czy nie. Minister nie może być reprezentantem jednego środowiska, ale powinien dbać o interesy całego społeczeństwa. Wśród byłych ministrów zdrowia można wskazać wybitne osobowości, które otaczały się mądrymi ludźmi. Ale byli też tacy, którzy mieli wokół siebie ludzi słabych — takimi łatwiej rządzić, buduje się wówczas układ pan-poddany, w którym poddani wykonują wszystkie polecenia, niczego nie proponują ani nie doradzają. Taka władza demoralizuje.
Zdrowie jest, według wszelkich badań, najważniejszą kwestią dla Polaków. Tak samo powinno być w rządzie. Minister zdrowia powinien sprawować funkcję wicepremiera, żeby nie być petentem w Radzie Ministrów, u premiera, u ministra finansów. Nie jesteśmy zbyt bogatym krajem, w związku z tym toczy się codzienna walka o każdą złotówkę — czy ją wydać na helikopter bojowy, na drogi, na szkoły, czy na zdrowie. Wygrywa nie tylko siła argumentów, ale również pozycja. Nigdy dotychczas minister zdrowia nie miał takiej pozycji w rządzie, aby być decydentem. Należy to zmienić.
Czy instytucja samorządu lekarskiego się sprawdziła? Co określiłby pan jako sukces, a co pozostało niewykorzystaną szansą?
Uważam, że tak, sprawdziła się. Obecnie samorząd lekarski wypełnia zadania związane z przestrzeganiem zasad etycznych, z sądownictwem zawodowym, administrowaniem (m.in. prowadzenie rejestrów: lekarzy, praktyk, podmiotów kształcących, ewidencja punktów edukacyjnych). Wypełnia też funkcje integracyjne (chociażby w dziedzinie sportu, sztuk plastycznych, literatury, fotografii, muzyki). Nasza Fundacja Lekarze Lekarzom niesie pomoc koleżankom i kolegom oraz ich rodzinom w trudnym położeniu.
Wydaje się, że obszar sądownictwa w naszym samorządzie jest już dobrze uregulowany, choć istnieją wokół niego kontrowersje. Starsi lekarze, pamiętający poprzedni system, uważają to za osiągnięcie, a młodsi za represję i to za ich pieniądze. Rządzący uważają sądownictwo zawodowe za zbyt liberalne, wręcz ochronne, a lekarze za zbyt represyjne. Zdania są podzielone. Jak zresztą w wielu innych kwestiach, np. dotyczących możliwości wpływu na wielkość nakładów na ochronę zdrowia czy rozwiązań legislacyjnych. Trzeba być realistą. Możliwości naszego działania są takie, na jakie pozwalają nam przepisy prawa. Ale wciąż uczymy się nasze prawa egzekwować i robić to konsekwentnie.
Obszarów, które wymagają naszej reakcji, jest wiele. Jeden z nich to kadry. Około 20 proc. naszych koleżanek i kolegów jest w wieku emerytalnym, odczuwamy lukę pokoleniową. W szpitalach brakuje personelu medycznego, w tym lekarzy. Coraz częściej słyszymy o zamknięciach oddziałów czy całych placówek. Rządzący i my, jako samorząd, stajemy przed dylematami, skąd i jak pozyskać kadry. Pomysły są różne, niekiedy kontrowersyjne. W tych dyskusjach na nas spoczywa obowiązek przypominania o bezpieczeństwie pacjenta, granicach odpowiedzialności zawodowej, o powinnościach lekarza i etyce zawodowej. Podobnie jak upominanie się o finanse, sprawną organizację, dostęp do nowoczesnej diagnostyki i terapii, w końcu — ulokowanie ochrony zdrowia na najwyższej pozycji listy priorytetów rządu.
Chcemy, aby pacjenci byli leczeni na miarę XXI wieku, a lekarze mogli im pomagać zgodnie ze swoją wiedzą i umiejętnościami. Przed nami rewolucja cyfrowa, z którą muszą zmierzyć się lekarze, cała kadra medyczna i administracyjna ochrony zdrowia, a także sami pacjenci. E-zwolnienia, e-recepty, wkrótce e-skierowania to tak naprawdę początek czekającej nas e-rewolucji. To tylko wycinek spraw, z którymi teraz się mierzymy. Różny jest ich kaliber, ale zawsze staramy się łączyć dwie perspektywy: lekarza i pacjenta.
Jakie zmiany lub wydarzenia w sektorze zdrowia w ostatnim roku uważa pan za najistotniejsze dla środowiska lekarskiego? Wzrost finansowania, finał debaty „Wspólnie dla zdrowia”...?
Wzrost finansów w ochronie zdrowia wynika z większych wpływów ze składki, a nie z faktycznego wzrostu nakładów z budżetu. W tym przypadku nadal sporo nam brakuje do 6 proc. PKB.
Debata „Wspólnie dla zdrowia” zgromadziła wiele autorytetów w zakresie ochrony zdrowia. Wypracowano program, pokazano wizję, lecz jak dotąd na tym się skończyło. Ostateczny dokument podsumowujący prace nie ujrzał światła dziennego. Tak więc kolejny wypracowany projekt, poświęcony czas wielu ekspertów skończył, jak wiele innych, schowany gdzieś głęboko w szufladach Ministerstwa Zdrowia.
Mamy obecnie do czynienia z ogromnym kryzysem kadrowym w zawodzie lekarza. Zakładamy, że brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy lekarzy. Rośnie wciąż średnia wieku lekarzy. Obecnie wynosi ona ponad 50 lat, a wśród specjalistów 54 lata. Pieniądze zainwestowane w wysokie wykształcenie lekarzy są niewykorzystywane, tak samo jak niewykorzystywany jest potencjał lekarzy. 80 proc. pracy lekarza to biurokracja, a 20 proc. — czas dla pacjenta. Należy odwrócić te proporcje. Jeśli coś jest dobrem rzadkim, to trzeba o nie dbać: właściwie organizować czas pracy, odbiurokratyzować codzienną pracę, nie narzucając coraz większych obciążeń, co prowadzi do frustracji i wypalenia zawodowego. Te wszystkie problemy nie są fikcją, zostały zauważone podczas ostatniej kampanii wyborczej, gdzie zdrowie stało się tematem nr 1.
Niezaprzeczalnym sukcesem jest to, że coś drgnęło, że sytuacja naszych pacjentów, przynajmniej w zapowiedziach, będzie lepsza. Ale wymaga to zdecydowanych i odważnych działań, zwłaszcza jeżeli chodzi o zwiększenie środków w systemie, poprawę jego organizacji i efektywności oraz odbudowanie zasobów kadrowych.
Czy w ostatnich latach nastąpiła zmiana na lepsze lub gorsze we współpracy ze środowiskami pielęgniarek i pozostałych zawodów medycznych?
Jako samorządowi lekarskiemu zależy nam na zacieśnieniu współpracy zarówno z samorządem pielęgniarek i położnych, jak również z korporacjami pozostałych zawodów medycznych. Mogę ocenić te relacje jako dobre. Jako przedstawiciele zawodów zaufania publicznego możemy wzajemnie się uzupełniać, mówić jednym głosem, bo — koniec końców — będzie to z korzyścią dla pacjentów.
Co określiłby pan jako wyzwanie na 2020 r. i kolejne lata dla samorządu lekarskiego?
Przede wszystkim władza publiczna musi zrozumieć, że główną rolą samorządu lekarskiego, zapisaną w Konstytucji RP oraz innych ustawach, jest występowanie w imieniu interesu publicznego. Należy pamiętać o tym, że lekarze i pacjenci to sojusznicy w walce z chorobą. Dlatego stale upominamy się o zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, o stworzenie systemu racjonalnego, ograniczającego do niezbędnego minimum wymogi biurokratyczne, dającego poczucie bezpieczeństwa pacjentom, a lekarzowi umożliwiającego wykonywanie zawodu zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną i w odpowiednich warunkach. Ponadto szczerze wierzę w to, że środowisko lekarskie będzie dbać o apolityczność, bo w tym tkwi jego siła.
O historii powstawania niezależnego samorządu lekarskiego w latach 80., jego dokonaniach, obecnej roli oraz czekających go wyzwaniach rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Andrzejem Matyją, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej.
Samorząd lekarski odrodził się dzięki transformacji ustrojowej w 1989 roku. Jak wyglądały próby utworzenia samorządowej organizacji lekarskiej w okresie PRL-u? Czy w latach 80. środowisko mogło organizować się w nieco swobodniejszy sposób?
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach