Polki ulegają "efektowi szminki"
Nie mogąc ciągle pozwolić sobie w kryzysie na drogie wydatki, Polki rekompensują je sobie nową kredką do oczu lub szminką. W efekcie rynek kosmetyków kolorowych ciągle rośnie.
Kosmetyki kolorowe, czyli np. szminki, podkłady, lakiery do paznokci i cienie do powiek, są jednym z najszybciej rosnących segmentów. Na koniec października 2013 r. za ostatnie 12 miesięcy ich sprzedaż urosła wartościowo o 9 proc., do 990 mln zł — wynika z danych firmy badawczej Nielsen. Za wzrost odpowiadają przede wszystkim produkty do koloryzacji oczu, a wśród nich kredki.

— Jeszcze szybciej rynek rozwinął się w ujęciu ilościowym, co jest związane ze spadkiem cen. Za obniżkami stoją m.in. dyskonty, gdzie sprzedaż „kolorówki” dynamicznie rosła [dyskonty mają blisko 4-procentowy udział — red.]. Liderami są jednak drogerie, które odpowiadają za 90 proc. wartości sprzedaży kosmetyków kolorowych — informuje Krzysztofa Zaborowska, ekspertka z Nielsena.
Na obniżkę cen kosmetyków do malowania wpłynął też dynamiczny rozwój tańszych marek, m.in. sprzedawanych pod marką sieci. Produkty private label mają w ofercie m.in. Rossmann i Super- Pharm.
Efekt emalii
Specjalizujące się w „kolorówce” polskie firmy wskazują na różne przyczyny rosnącej sprzedaży lakierów i cieni do oczu. Zdaniem Józefa Szmicha, prezesa Delia Cosmetics, ciągle działa efekt szminki, który polega na tym, że w kryzysie, nie mogąc sobie pozwolić na większe wydatki, Polki szukają przyjemności w mniejszych.
— Może jednak zamiast szminki lepiej nazwać go efektem emalii, czyli lakierów do paznokci, które cieszą się szczególnie dużym zainteresowaniem klientek. Delia jest zadowolona z tegorocznej sprzedaży kosmetyków kolorowych, która urosła o około 15 proc. — szacuje Józef Szmich. Jeszcze szybciej, bo o 20 proc., urośnie w tym roku w kosmetykach kolorowych konkurencyjna firma Bell. Zdaniem Sławomira Lutka, dyrektora zarządzającego Bella, za taką dynamiką stoi nie kryzys, lecz polepszająca się sytuacja finansowa klientów.
— Wzrasta świadomość i Polki są w stanie wydać na kosmetyki kolorowe coraz więcej, szczególnie dobrej jakości. Motorem wzrostu są też sieci handlowe, które zaczęły dbać o „kolorówkę” i ją promować — uważa Sławomir Lutek. Krzysztof Urbański, wiceprezes giełdowego Miraculum, uważa natomiast, że rynek kosmetyków kolorowych kreują kreatorzy, ale mody.
— To, co dzieje się na pokazach, widać później na drogeryjnych półkach. To domy mody stoją za wielkim sukcesem np. lakierów do paznokci — uważa Krzysztof Urbański.
Stawianie szaf
Miraculum, które sprzedaje produkty kolorowe pod marką Joko i Virtual, w 2014 r. liczy na wzrost sprzedaży w tej kategorii na poziomie 40 proc. — Obecnie sprzedajemy „kolorówkę” w tzw. szafach, wstawianych później do sklepów. Mamy ich obecnie około 350, a chcemy, aby do końca przyszłego roku było ich 600 — mówi Krzysztof Urbański.
Na szafy w „kolorówce” postawiła też spółka kosmetyczna Eveline Cosmetics. W tym roku rozpoczęła współpracę z niemiecką drogerią Rossmann, gdzie ma ich już ponad 300.
— Obecność Eveline Cosmetics w największej sieci drogeryjnej w Polsce niewątpliwie przyniesie wymierne korzyści oraz zwiększy świadomość marki, która dotychczas znana była przede wszystkim z kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała — mówi Waleria Pawlak, product manager kosmetyki kolorowej w Eveline Cosmetics. Zdaniem Krzysztofa Urbańskiego, niewielu producentów kosmetyki białej decyduje się na wejście w „kolorówkę”.
— Jest to zupełnie inny rynek, który wymaga np. stworzenia nowej sieci dystrybucyjnej. Bardzo ważną rolę odgrywają tutaj nowości, które muszą mieć co najmniej 30-procentowy udział. Sam produkt, w związku ze zmieniającą się modą, żyje w „kolorówce” krócej, np. po kilku miesiącach lakier do paznokci o kolorze x przestaje być atrakcyjny — tłumaczy Krzysztof Urbański.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Alina Treptow