Ostrzej, ale bez skalpela: Czeski film

Marek Stankiewcz, [email protected]
opublikowano: 05-09-2018, 01:09

Po upalnym sierpniu, który czasem zwalał z nóg, zwłaszcza na szpitalnych salach operacyjnych bez klimatyzacji, nadchodzi równie gorąca jesień. Dodatkowo podgrzana będzie emocjami i obietnicami z 8 lutego, zawiedzionymi nadziejami na realizację kompromisowych uzgodnień, pogłębieniem podziałów między lekarzami i pielęgniarkami oraz kompletną katastrofą w dostępie cierpiącego pacjenta do kwalifikowanej opieki lekarskiej. Darujmy sobie uzasadnienie tych oczywistych tez.

W lutym władza, niczym wytrawny szachista, w obliczu szacha zrobiła roszadę. Radziwiłła zastąpił Szumowski. Ciekawe, kto z nich teraz jest królem, a kto wieżą. Bo obie figury pozostają na politycznej planszy. Młodzież lekarska, zmęczona już trochę protestem, dała się na to nabrać i na moment odpuściła władzy, aby po chwili potężnie uderzyć w wyborach do izb lekarskich niemal w całej Polsce. Dziesiątki młodych lekarzy zasiliły samorząd lekarski lub, jak kto woli, pogoniły z niego kogo trzeba. Najbardziej spektakularny sukces to prezesura 30-letniego Łukasza Jankowskiego w warszawskim samorządzie lekarskim, zrzeszającym ponad 30 tysięcy lekarzy. Pan prezes musi tylko dokończyć specjalizację na rezydenturze. Ale to szczegół.Ochrona zdrowia potrzebuje wizji, a nie górnolotnych pomysłów. Szkoda, że obecna ekipa nie reformuje ochrony zdrowia z taką konsekwencją i finezją, jak to czyni z wymiarem sprawiedliwości. Choć mam wątpliwości co do takich rozwiązań, nie mogę zarzucić rządowi, że nie ma w tym zakresie wizji. Na przekroczenie Rubikonu w zdrowiu raczej się nie zanosi. Konkurencja płatników to mit, który ciągle ma się dobrze w Polsce. Tyle tylko, że w polskim wydaniu taka „konkurencja” kończy się zmową na kształt tej, jaką mają przetwórcy owoców. Oni oczywiście idą w zaparte, ale fakty mówią co innego. Jedynym pocieszeniem w ochronie zdrowia jest to, że nie można z Chin importować tańszych lekarzy czy pielęgniarek, jak to się dzieje z owocami.Część szpitali wszelkimi siłami zabiega o młodych lekarzy, nie szczędząc im przy okazji krytyki w mediach za wybujałe oczekiwania. Ministerstwo Zdrowia tymczasem zachwala Filipińczyków – bo podobno są nam bliscy kulturowo. A może Indonezja, bo blisko Filipin, a przy tym ich czerwono-biała flaga niby ta sama. Ciekawe, czy uzdrowiciele też stamtąd przylecą i będą przeprowadzać bezkrwawe operacje. Tak nie zbudowano żadnej organizacyjnej potęgi nigdzie na świecie. Ośmieszanie kogokolwiek to przywilej kabaretów, a nie polityków i najważniejszych instytucji państwowych. Przypominam, że w przeszłości brak lub utrata zaufania do lekarzy i personelu medycznego prawie zawsze fatalnie kończyły się dla władzy.Wena radosnej twórczości nie poskąpiła swych łask autorom czarnej listy pacjentów, czyli nowego portalu dla lekarzy, w którym mogą oni sprawdzić po numerze telefonu, czy dana osoba spóźnia się na wizyty lub notorycznie się na nich nie pojawia. Podobno rekordzista ma na swoim koncie aż 70 nieodwołanych wizyt. Ale jak nie wiadomo, o co chodzi, to pewnie w tle czai się mamona. Pobieranie jakichkolwiek opłat od pacjentów za wizyty finansowane w ramach umowy z NFZ jest niedozwolone. Niektóre placówki usiłują jednak wprowadzać opłaty od pacjentów za brak odwołania wizyty, np. uzależniając zapisanie na kolejną wizytę od zapłaty określonej kwoty, a nie przesuwając pacjenta na koniec kolejki. Karanie pacjenta za nieobecność, wynikającą z okoliczności, na które nie miał on wpływu, zakrawa na farsę i ociera się o absurd. Przecież dobrą praktyką byłoby stworzenie odrębnej infolinii oraz kanału kontaktu internetowego z placówką, który służyłby wyłącznie rezygnacji z zaplanowanych świadczeń. Nie wspominając już o telefonicznym potwierdzeniu wizyty przez pracownika placówki na dobę przed planowaną wizytą. Osobiście nie ośmieliłbym się wpisać swojego pacjenta do tego typu bazy, choćby z obawy o niedotrzymanie tajemnicy lekarskiej. Co więcej, umowa o świadczenie usług medycznych nie przewiduje możliwości przekazywania danych innym lekarzom. Gdyby jednak lekarzowi przyszło do głowy podzielić się z innymi lekarzami informacją, że pod tym numerem telefonu kryje się nieuczciwy pacjent, to może się okazać, że koledzy po fachu również mają u siebie taką adnotację. A wówczas będziemy mieć do czynienia nie tylko z ujawnieniem danych zwykłych pacjenta bez podstawy prawnej, ale również z ujawnieniem danych o stanie zdrowia. Inny lekarz otrzyma bowiem informację, do jakiego to jeszcze specjalisty ten przysłowiowy Kowalski się zapisał.Wydaje się zatem, że jedyną dopuszczalną podstawą przetwarzania danych pacjentów w celu tworzenia publicznych lub mających określonych adresatów baz danych jest zgoda. A czy pacjenci chętnie wyrażaliby zgodę na umieszczenie ich na takiej czarnej liście? Chyba że w scenariuszu przysłowiowego czeskiego filmu.

Zobacz dalszą część…

Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny

Prenumerata elektroniczna
  • E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
  • Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
  • Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
1-miesięczna
25,00 23,15 zł netto
12-miesięczna
250,00 231,48 zł netto
Prenumerata papierowa i elektroniczna 12-miesięczna
  • Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
  • E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
  • Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
  • Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
302,10 zł 279,22 zł netto
Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.