Po okresie lekkiego bezruchu, utyskiwań i pracy w zespołach wydostają się na światło dzienne kolejne projekty zmian w systemie. Utrzymanie stażu lekarskiego, sieć szpitali, refundacja leków i sprzętu medycznego, nowa organizacja poz — już znamy rządowe propozycje. Nadchodzą kolejne. Cicho, cichutko jest tylko wokół zapowiadanej w kampanii wyborczej likwidacji NFZ. Może to i dobrze. Symbole symbolami, a tymczasem ktoś musi kontraktować, zamawiać, płacić i wymagać, żeby to wszystko jakoś działało.
Ten artykuł czytasz w
ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak mawiał pewien literacki bohater, „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. System wymaga wielu, naprawdę wielu zmian. Są one bardzo potrzebne, żeby w medycynie wszystko było po staremu, to znaczy, żeby lekarz leczył, pielęgniarka pielęgnowała, a pacjent zdrowiał.
Tymczasem dzisiaj lekarz przede wszystkim wypełnia papiery i formularze. Pielęgniarka próbuje go zastąpić i jednocześnie szuka pracy za granicą, a pacjent czeka w kolejce. Kiedy ostatnio rozmawiałem z pewnym lekarzem na progu emerytury, przekonywał mnie, że kolejne pokolenie, do którego należy jego syn — też lekarz — będzie miało znacznie gorzej. Z powodu wciąż rozrastającej się biurokracji, coraz to nowych sprawozdań, których zresztą nikt nie czyta, łatwo zapomnieć, o co w tym zawodzie/powołaniu chodzi, i stracić zapał do pracy.
„Szedłem na studia medyczne, a nie biurokratyczne” — można często usłyszeć. Jeżeli zapowiadane zmiany w organizacji pracy poz obarczą lekarza kolejnymi obowiązkami (jak choćby poszukiwanie specjalistów i umawianie u nich wizyt dla swoich pacjentów), to system może się załamać. Warunkiem trwania opieki medycznej na przyzwoitym poziomie i jednocześnie powodzenia zapowiadanych zmian jest wprowadzenie asystentów medycznych do gabinetów, żeby zajęli się papierami. Tak, aby lekarze mogli się zająć li tylko leczeniem. To już ostatni dzwonek na taki ruch w obliczu starzejącej się populacji pacjentów i lekarzy.
Ci ostatni mogliby się wtedy lepiej zająć leczeniem kobiet, a zdrowie kobiety wymaga szczególnej troski (µ 4-6). Mieliby więcej czasu na miliony chorych na nadciśnienie tętnicze (µ VI) oraz cukrzycę (µ 8-10). W ogóle mogłoby się okazać, że wcale lekarzy nam nie brakuje, że z wykorzystaniem najnowszych technologii, m.in. telemedycyny, dają radę leczyć swoich pacjentów. O ile ktoś za nich ogarnie tę odgórnie narzucaną, papierkową robotę. Jedynym stałym elementem dzisiejszego świata są i będą kolejne zmiany. Zadbajmy jednak, żeby to były zmiany utrzymujące stary, dobry porządek tego świata.
Po okresie lekkiego bezruchu, utyskiwań i pracy w zespołach wydostają się na światło dzienne kolejne projekty zmian w systemie. Utrzymanie stażu lekarskiego, sieć szpitali, refundacja leków i sprzętu medycznego, nowa organizacja poz — już znamy rządowe propozycje. Nadchodzą kolejne. Cicho, cichutko jest tylko wokół zapowiadanej w kampanii wyborczej likwidacji NFZ. Może to i dobrze. Symbole symbolami, a tymczasem ktoś musi kontraktować, zamawiać, płacić i wymagać, żeby to wszystko jakoś działało.
Jak mawiał pewien literacki bohater, „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. System wymaga wielu, naprawdę wielu zmian. Są one bardzo potrzebne, żeby w medycynie wszystko było po staremu, to znaczy, żeby lekarz leczył, pielęgniarka pielęgnowała, a pacjent zdrowiał.