Nie ma ofert pracy dla przedstawicieli zawodów medycznych

Ewa Szarkowska, ; Jolanta Hodor, Kraków
opublikowano: 12-11-2003, 00:00

Bez szczególnych osiągnięć naukowych jeszcze w czasie studiów, rekomendacji ordynatora czy szefa kliniki znalezienie przez młodego lekarza stałej pracy w szpitalu graniczy z cudem. Jedyną szansą - ale też dla nielicznych i raczej na krótko - jest etat rezydencki. Coraz częściej przed perspektywą bezrobocia stają także lekarze z dużym stażem zawodowym. Powód: restrukturyzacja. Nowych pracowników szukają tylko firmy farmaceutyczne.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
?Przyjmujemy średnio 5 rezydentów na rok, wyłonionych w postępowaniu konkursowym przez centra szkolenia lekarzy. Szpital zawiera z nimi czasowe umowy o pracę, ale ich wynagrodzenie refunduje resort zdrowia. Z chwilą, kiedy przyjmowana jest nowa grupa rezydentów, muszą być zwolnione miejsca przez tych, którym rezydentura się kończy" - wyjaśnia naczelny lekarz Klinicznego Szpitala Okulistycznego w Warszawie dr Grażyna Broniek. W całym kraju w przyszłym roku ma być 700 rezydentur. Dlatego młodzi lekarze odchodzą z działów kadr z przysłowiowym kwitkiem: nie ma wolnych etatów. Jedynie Jarosław Pinkas, zastępca dyrektora ds. klinicznych Instytutu Kardiologii w Aninie przyznał w naszej sondzie, że mimo ciężkiej sytuacji, zatrudnia młodych lekarzy, ale tylko dlatego, że są to ludzie bardzo wybitni.
Liczy się rekomendacja
?Uważamy, że nie może być ?dziury" pokoleniowej i dlatego wyłuskujemy najlepszych z najlepszych. W tym roku zatrudniliśmy trójkę młodych lekarzy, ale każdy z nich ma tak bogaty dorobek naukowy, zdobyty już w czasie studiów, że niejeden adiunkt w niejednym instytucie mógłby mu pozazdrościć" - tłumaczy Jarosław Pinkas i dodaje: ?Lista aplikujących jest gigantyczna, ale szanse, żeby zatrudnić kogokolwiek, kto nie zostanie rekomendowany i nie ma udokumentowanych sukcesów osiągniętych jeszcze w trakcie studiów, są mizerne".
?Nie da się ukryć, że przy zatrudnianiu nowych pracowników często liczą się referencje" - przyznaje Marek Krobicki, dyrektor niepublicznego Szpitala Zakonu Bonifratrów w Krakowie. Ten szpital, podobnie jak wszystkie placówki służby zdrowia, nie zwiększa liczby etatów. Jeśli już poszukiwano pracowników, to do działów organizacji i zarządzania. ?Niestety, w tej dziedzinie absolwenci szkół wyższych przegrywają z osobami o pewnym już doświadczeniu zawodowym. O tym, że szukamy takiego specjalisty, wiadomości rozchodzą się zwykle pocztą pantoflową. Ktoś się o tym dowiaduje, ktoś go poleca. Potem jednak sprawdzamy kwalifikacje nie tylko czytając życiorys, ale też w rozmowie" - mówi Marek Krobicki.
Jak szukać kadr
Brak wcześniejszych doświadczeń jest jednak w tym szpitalu pewnym atutem dla szukających pracy, a głównie polujących na zwalniane miejsce pielęgniarek. ?Chętniej zatrudniamy pielęgniarki zaraz po szkole, bo możemy je lepiej wdrożyć do naszych potrzeb, ukształtować zgodnie ze szczególnymi wymaganiami naszego szpitala" - wyjaśnia M. Krobicki.
Niepubliczny Szpital Zakonu Bonifratrów w Krakowie zatrudnia 300 osób. Działa w sferze świadczeń publicznych oraz komercyjnych. Jak podkreśla dyrektor, szpital ten ma bardzo duże możliwości rozwoju, ale stanie się on realny, gdy na rynku pojawią się obok Narodowego Funduszu Zdrowia inni płatnicy. Wtedy dopiero nadejdzie czas dawania ogłoszeń o poszukiwaniu pracowników.
Trudno uwierzyć, że z powodu kłopotów finansowych publicznej opieki zdrowotnej, na rynku pracy zawodów medycznych w ogóle nic się nie dzieje. rodowisko jest przecież penetrowane przez firmy farmaceutyczne i prywatne placówki medyczne, także zagraniczne. Puls Medycyny sprawdził, kto pomaga w rekrutacji specjalistów. Profesjonalni doradcy poszukują głównie przedstawicieli medycznych dla firm farmaceutycznych oraz lekarzy i pielęgniarek chętnych do pracy za granicą. ?Nie wykluczamy swoich usług w zakresie rekrutacji lekarzy na rynku krajowym, ale póki co nikt nawet nie zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie" - powiedziała nam Magdalena Kurpiewska z JobCenter w Warszawie. Jej zdaniem, dzieje się tak dlatego, że takie usługi poszukiwania kadr kosztują. Po drugie, na rynku pracy, zwłaszcza w dużych miastach, jest nadmiar pielęgniarek i lekarzy, i to oni szukają pracy, wysyłają oferty do przychodni i szpitali, więc pracodawcy nie widzą potrzeby wydawania na to pieniędzy.
?Na razie nie korzystamy z pośrednictwa biur w przypadku rekrutacji lekarzy, bo jesteśmy w stanie sami sprecyzować, kogo potrzebujemy, a potem ocenić kwalifikacje osób, które się do nas zgłaszają" - wyjaśnia Janina Widbek z działu kadr Centrum Medycznego Damiana.
Nikogo nie zatrudniamy - zwalniamy
Krzysztof Kiciński, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera w Krakowie, od dawna nikogo nie zatrudniał. Przyznaje, że jakiś czas temu szpital szukał dwóch osób do działu marketingu. Nie ogłaszał jednak żadnego dodatkowego konkursu, z kandydatami przeprowadzono komisyjnie rozmowy kwalifikacyjne. Decyzja, kogo zatrudnić, zapadła kolegialnie. ?Poza tym z kolejki leżących u nas podań przyjmowaliśmy w poprzednich latach pielęgniarki - na mocy porozumienia ze związkami, ale na zasadzie prostego zastępstwa: gdy ktoś odchodził, na jego miejsce zatrudnialiśmy kogoś z listy. Ale to stara historia. Właśnie w ostatnim dniu września zgłosiłem w urzędzie pracy zamiar zwolnienia grupowego 256 osób" - mówi K. Kiciński.
Po raz pierwszy wśród zwalnianych w ten sposób znaleźli się też lekarze. Zresztą reprezentowane są wśród nich wszystkie grupy zawodowe. Kryteria wyboru osób do zwolnienia są dopiero ustalane ze związkami zawodowymi.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska, ; Jolanta Hodor, Kraków

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.