Nefrolodzy biją na alarm
Na świecie z dializy otrzewnowej korzysta około 11 proc. dializowanych. W Polsce ten odsetek również mógłby wzrosnąć, lecz na razie, w przeciwieństwie do Zachodu, koszt tej metody jest wyższy niż cena hemodializy.
W stanie zagrożenia życia
Jednak choć dializę otrzewnową trzeba propagować dla dobra zwłaszcza młodych, aktywnych pacjentów, nie to dziś wydaje się największym wyzwaniem. Przede wszystkim w Polsce większość osób z chorobą nerek trafia do specjalisty już z nieodwracalnymi zmianami, w ciężkim stanie. Około 30-40 proc. poddawanych pierwszej dializie znajduje się w stanie zagrożenia życia. A z uwagi na rozwinięte powikłania aż 70 proc. dializowanych z przyczyn medycznych nie kwalifikuje się już do przeszczepu.
"Na nerki nikt nie umiera, ale skutki przewlekłej niewydolności nerek, głównie powikłania sercowo-naczyniowe, zabijają tysiące osób. Trzeba więc zrobić wszystko, by chorzy znacznie wcześniej trafiali do nefrologów. Jeśli odpowiednio wcześnie rozpocznie się nefroprotekcję, część chorych zostanie uratowana przed niewydolnością nerek, a duża grupa znacznie później rozpocznie obciążające leczenie dializacyjne. I będą też możliwości wyboru metody leczenia nerkozastępczego" - mówił w Krakowie prof. Władysław Sułowicz, kierownik Kliniki Nefrologii CM UJ, podczas XIV Konferencji Naukowo-Szkoleniowej "Postępy w leczeniu dializą otrzewnową", której organizację nadzorował.
Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 12(195) z 24 czerwca 2009 r.
Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Jolanta Grzelak-Hodor