Między sztuką a rzemiosłem
Między sztuką a rzemiosłem
Jaka jest różnica między chirurgiem a Panem Bogiem? Taka, że Panu Bogu nie wydaje się, iż jest chirurgiem. Ten żart zwięźle streszcza okres pychy, który niemal każdy chirurg zalicza na początku swojego życia zawodowego. Ale w chirurgii nie ma żartów! Czas bożków i niezastąpionych mistrzów testujących swoje pomysły na pacjentach bezpowrotnie minął.
W tym fachu nie każdy da sobie radę. „Kto chce zostać chirurgiem, musi iść na wojnę” — to słowa Hipokratesa. Na szczęście, ekstremalne warunki nauki chirurgii odeszły do historii. Analityczne i kreatywne myślenie, podejmowanie trafnych decyzji we właściwym czasie, zdolność do pracy zespołowej, gotowość do ustawicznego doskonalenia swojego warsztatu to nie tylko podstawa sukcesu, ale również namiastka gwarancji zawodowego bezpieczeństwa. Dobry chirurg ma tyle samo odwagi, co rozwagi i pokory. Bez końskiego zdrowia i kondycji, nie tylko w młodości, nie ma co marzyć o udanej karierze. Podobno to najbardziej męska specjalność w medycynie, chociaż w USA połowa chirurgów to kobiety.

Młodzież lekarska chętniej wybiera bardziej lukratywne specjalności niż orkę na sali operacyjnej o każdej porze dnia i nocy. Kiedyś uzyskanie posady na oddziale chirurgii było prawdziwym zaszczytem. Dziś w niektórych województwach jest więcej miejsc specjalizacyjnych niż kandydatów na nie. Statystyki są alarmujące: co piąty czynny chirurg przekroczył już wiek emerytalny, a tylko co dwudziesty (5 proc.) nie ma jeszcze 35 lat. To niechybnie prowadzi do luki pokoleniowej.
Życiorys chirurga to historia triumfów i klęsk, osiągnięć i bezradności. On musi sobie poradzić z tym wszystkim. Wyrzucić z siebie udrękę po niepowodzeniach, ale ani na chwilę nie zapominać, że następny pacjent jest człowiekiem. Innym niż poprzedni, a więc i każda kolejna operacja będzie inna. Mądrości i wiedzy nie kupuje się na tym samym rynku. „Ręka chirurga, podobnie do reki rzeźbiarza, musi być równa wartości jego myśli” — przekonywał przed wiekiem francuski poeta i filozof Paul Valéry.
Sztuka i rzemiosło w chirurgii przeżywają dziś trudne chwile. Kandydat ze świetnym wynikiem z LDEP-u, ale obdarzony dwiema lewymi rękami, nie poradzi sobie ze sprawnym manipulowaniem kilkoma narzędziami jednocześnie. Ale i ci najbardziej utalentowani manualnie nie nauczą się operować, oglądając atlasy anatomiczne czy tylko zerkając latami na pole operacyjne przez ramię operatorowi.
Rezydenci są zwyczajnie zniesmaczeni systemem szkoleń. Skarżą się, że podczas szkolenia specjalizacyjnego nie są w stanie przeprowadzić wymaganych programem 450 operacji, bo po prostu nie ma takiej możliwości. Z prozaicznej przyczyny — skalpel coraz częściej ustępuje miejsca aparaturze za grube miliony dolarów. Chirurgia minimalnie inwazyjna jest już złotym standardem w leczeniu wielu schorzeń. Depcze nam po piętach kolejna rewolucja technologiczna, a wraz z nią robotyzacja i zabiegi wykonywane wyłącznie poprzez naturalne otwory ciała, czyli całkowicie bez urazów i rany zewnętrznej, co pozwala na jeszcze szybszą rekonwalescencję.
Skuteczność kształcenia komplikuje prawna pozycja rezydenta. Coraz częściej dyrekcje szpitali, zabezpieczając się przed roszczeniowością pacjentów, nie dopuszczają do prowadzenia operacji przez rezydenta, który nie jest tam zatrudniony ani ubezpieczony, a jego nauczyciel pracuje tylko na kontrakcie. Bo ubezpieczenie lekarza szkolącego rezydenta może zwyczajnie nie wystarczyć na pokrycie roszczenia. A przecież staże kierunkowe, wymagane programem specjalizacji, odbywa się często poza jednostką macierzystą.
W Polsce przeprowadza się rocznie nieco ponad pół miliona operacji z zakresu chirurgii ogólnej. Rezydenci musieliby w ciągu roku wykonać ich blisko sto tysięcy. Zabiegi wykonywane przez rezydentów trwają dłużej, przez co zmniejsza się przepustowość sal operacyjnych. Ekonomicznie to strata dla szpitali. Chociażby z tego powodu wycena punktu kontraktowego dla ośrodków szkolących rezydentów powinna być wyższa, podobnie jak w innych krajach europejskich. Administracje szpitali, oszczędzając na zatrudnieniu sekretarek medycznych, przerzucają oddziałową „papierologię” na rezydentów. Zamiast nabywania doświadczenia na sali operacyjnej bądź w ambulatorium chirurgicznym, rezydent większość czasu pracy spędza pochylony nie nad stołem operacyjnym, lecz nad klawiaturą komputera.
Zdaniem liderów polskiego środowiska chirurgicznego, nadal hołdujemy metodom kształcenia rodem z ubiegłego stulecia. Seminaria i wykłady to tylko skromny dodatek do wykształcenia prawdziwego chirurga. Tymczasem świat już dokonał istotnego zwrotu. Nowy system kształcenia składa się z modułów, począwszy od szkolenia na zwłokach, zajęć praktycznych na zwierzętach, ćwiczeń na trenażerach i symulatorach. Potem następuje przejście do praktyki klinicznej i nabywania umiejętności interdyscyplinarnej współpracy w różnych zespołach medycznych.
Doskonalenie umiejętności technicznych na trenażerach to krok w dobrą stronę. Ale nauka operowania to także „czucie przestrzeni chirurgicznej”, dotyku, odróżnianie patologii od zdrowych tkanek, z jednocześnie towarzyszącym stresem, lecz pod czujnym okiem mentora. Obowiązkiem kierownika specjalizacji jest stopniowe wprowadzanie rezydenta w świat chirurgii, dbanie o jego rozwój, asystowanie przy zabiegach, weryfikacja podejmowanych decyzji, korygowanie zachowań. Tymczasem obciążeni niezliczonymi obowiązkami mentorzy często nie są w stanie sprostać oczekiwaniom swoich uczniów i pozostawiają ich edukację samym sobie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marek Stankiewicz
Jaka jest różnica między chirurgiem a Panem Bogiem? Taka, że Panu Bogu nie wydaje się, iż jest chirurgiem. Ten żart zwięźle streszcza okres pychy, który niemal każdy chirurg zalicza na początku swojego życia zawodowego. Ale w chirurgii nie ma żartów! Czas bożków i niezastąpionych mistrzów testujących swoje pomysły na pacjentach bezpowrotnie minął.
W tym fachu nie każdy da sobie radę. „Kto chce zostać chirurgiem, musi iść na wojnę” — to słowa Hipokratesa. Na szczęście, ekstremalne warunki nauki chirurgii odeszły do historii. Analityczne i kreatywne myślenie, podejmowanie trafnych decyzji we właściwym czasie, zdolność do pracy zespołowej, gotowość do ustawicznego doskonalenia swojego warsztatu to nie tylko podstawa sukcesu, ale również namiastka gwarancji zawodowego bezpieczeństwa. Dobry chirurg ma tyle samo odwagi, co rozwagi i pokory. Bez końskiego zdrowia i kondycji, nie tylko w młodości, nie ma co marzyć o udanej karierze. Podobno to najbardziej męska specjalność w medycynie, chociaż w USA połowa chirurgów to kobiety.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach