Miasto chce się pozbyć specjalistyki

Mariola Marklowska
opublikowano: 02-02-2005, 00:00

Władze 200-tysięcznego Bytomia (woj. śląskie) chcą ratować zadłużony Zakład Lecznictwa Ambulatoryjnego (ZLA) pozbywając się poradni specjalistycznych - mają je przejąć działające w mieście szpitale. Mieszkańcom ten pomysł się jednak nie podoba i zbierają podpisy pod protestem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W strukturach ZLA działa kilkanaście przychodni. Większość z nich wymaga remontu. Zajmują zniszczone budynki, które od lat nie były nawet malowane. Działające w nich poradnie specjalistyczne zakończyły zeszły rok stratą w wysokości 700 tysięcy złotych. Na Śląsku to ewenement. Mimo że śląski oddział NFZ płaci za porady specjalistyczne mniej niż wiele innych oddziałów wojewódzkich, nie słychać, by poradnie specjalistyczne miały długi. Zresztą w większości śląskich miast zostały sprywatyzowane, podobnie jak przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej. Przejęli je lekarze i utworzyli w ich miejsce niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej (wyjątkiem są Katowice, gdzie spośród 15 przychodni udało się sprywatyzować zaledwie pięć).
Lewicowe władze Bytomia nie planują prywatyzacji ZLA. Według nich, lepszym wyjściem jest oddanie poradni specjalistycznych pod zarząd szpitalom. Autorem tego rozwiązania jest wiceprezydent Marian Stajno. "Dzięki temu będą miały lepszy sprzęt i kadrę oraz szanse na wyższe kontrakty" - przekonuje Jacek Wicherski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.
Plan zakłada, że poradnie neurologiczne powinny przejść pod zarząd podległego miastu Szpitala Specjalistycznego nr 1, poradnie dziecięce ma przejąć Szpital Specjalistyczny nr 2, laryngologiczne i chirurgiczne Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 4, a rehabilitacyjne zostałyby podzielone między szpitale specjalistyczne nr 1 i 2. W strukturze ZLA pozostałaby jedynie podstawowa opieka zdrowotna.
Przeciwko takiemu sposobowi restrukturyzacji miejskiej służby zdrowia protestuje działająca w ZLA "Solidarność" i pacjenci. Związkowcy boją się zwolnień - pracę może stracić ponad 90 osób. Pacjenci z kolei są przerażeni wizją długich kolejek do lekarzy i uciążliwych dojazdów z odległych dzielnic miasta. Szukają poparcia u wojewody i marszałka województwa. Chcą, aby władze miasta wycofały się ze swojego pomysłu.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mariola Marklowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.