Medicantus, czyli najbardziej rozśpiewani warszawscy lekarze

Lekarze to niezwykle muzykalni ludzie, z dużym poczuciem rytmu, często po szkołach muzycznych, grający na różnych instrumentach, uwielbiający śpiewać. Stwierdziłam, że trzeba założyć dla nich chór uczelniany. I tak to się zaczęło — tłumaczy dyrygentka chóru Beata Herman.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Chór Medicantus powstał w 2009 r. przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie. Jego współtwórcami byli: Beata Herman, założycielka i wieloletnia dyrygentka Chóru Akademii Medycznej (CAM) w Warszawie oraz jego byli członkowie. Zespół rozpoczął swoją działalność, śpiewając kolędy na spotkaniu opłatkowym lekarzy u arcybiskupa Kazimierza Nycza, a już w trzecim miesiącu swojej działalności wyśpiewał II nagrodę na Festiwalu Kolęd i Pastorałek „Kolędowe Serce Mazowsza” w Siedlcach.

Udział w koncertach i festiwalach

W 2010 r. Medicantus wziął udział w I Ogólnopolskim Koncercie Chórów OIL, organizowanym przez Warmińsko-Mazurską IL w Olsztynie. 
Od tamtej pory systematycznie uczestniczy w zjazdach chórów lekarskich. W maju 2012 r. 
został laureatem 
XI Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Chóralnej im. Feliksa Nowowiejskiego w Barczewie, a w kwietniu 2014 r. zajął 
II miejsce w Festiwalu Pieśni Wielkanocnej w Sopocie.

W 2015 r. zespół wydał płytę z kolędami „Noc cicha w śnie”, poświęconą pamięci prof. Stefana Krusia. W 2016 r. gościł w Warszawie chóralne zespoły lekarskie z całej Polski. Medicantus uczestniczy w festiwalach muzyki sakralnej (Ave Maria w Czeladzi, Magnificat Anima Mea Dominum w Starej Miłosnej). Jest również głównym wykonawcą festiwalu Oratio Pod Pilskiem.

Co jest w repertuarze zespołu?

W spektrum zainteresowań muzycznych chóru są kolędy, muzyka renesansowa, pieśni patriotyczne, opracowania muzyki ludowej, msze oraz utwory kompozytorów współczesnych. Zespół ściśle współpracuje z Orkiestrą Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, z którą często wykonuje koncerty oratoryjne. Medicantus jest animatorem życia muzycznego mazowieckich lekarzy, wspierany przez Stowarzyszenie Muzyka i Medycyna w Warszawie.

Komentarz
Śpiewanie w chórze uczy słuchać
Beata Herman
dyrygentka chóru Medicantus, działającego przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie
Śpiewanie w chórze uczy słuchać
Fot. Archiwum

Współpraca z lekarzami jest dla mnie ogromną przyjemnością. Sama sobie wybrałam tę społeczność oraz takich przyjaciół i — co ciekawe — początkowo wcale nie miało to związku z muzyką. Medyków poznałam na obozach jazdy konnej, bo byłam twórcą sekcji jeździeckiej na uczelni muzycznej. Podczas tych wyjazdów zorientowałam się, że lekarze to ludzie niezwykle muzykalni, z dużym poczuciem rytmu, często po szkołach muzycznych, grający na różnych instrumentach, uwielbiający śpiewać. Stwierdziłam, że trzeba założyć dla nich chór uczelniany. I tak to się zaczęło. Prowadziłam go od 1991 do 2009 roku, a następnie większość jego członków przeszła ze mną do chóru Medicantus, który utworzyłam przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie.

Nie ukrywam, że praca z chórem amatorskim jest trudniejsza niż z zawodowymi muzykami. Ma też całkowicie inną specyfikę. Jednocześnie każdy dyrygent zawsze ma swoje wyobrażenie o muzyce i dąży do swoich ideałów, ma ambicje i chciałby, żeby każdy utwór brzmiał jak najlepiej, a śpiew chóru cechował się ładną i wyrównaną barwą, niezależnie od tego, czy są to amatorzy, czy zawodowcy. Dodam, że chórowi towarzyszy orkiestra złożona w większości z muzyków zawodowych. Wyzwaniem bywa zgranie ze sobą obu tych zespołów.

Inna sprawa, że w takim chórze jak nasz — lekarskim, część zespołu muszą stanowić profesjonaliści. Dzięki nim cały zespół może szybciej i lepiej uczyć się repertuaru. Jak wspomniałam, bardzo wiele osób w naszym chórze to niedoszli muzycy zawodowi. Dużo dzieci, które kończą szkoły muzyczne, a nie wybiera drogi muzycznej, „ląduje” na medycynie. Myślę, że jest to kwestia wrażliwości — na muzykę trzeba być wrażliwym, a jak człowiek chce pracować jako lekarz, to też tej wrażliwości potrzebuje.

Pracę z lekarzami ułatwia fakt, że ta grupa zawodowa świetnie potrafi układać sobie plan pracy, organizuje w sposób przemyślany swoje życie. Nie potrzebuje bata nad głową. Medycy samodzielnie potrafią ocenić, co już umieją, a nad czym muszą jeszcze popracować. Poza tym są ambitni, nie chcą śpiewać byle jak, dążą do perfekcji. Myślę, że to samo dotyczy ich pracy. Można więc powiedzieć, że jest mnóstwo podobieństw między muzykami i medykami. Prof. Krzysztof Bielecki, z którym miałam okazję współpracować, zawsze powtarzał, że on wszystkich swoich kolegów, którzy z czymś sobie nie radzą w pracy, wysłałby do chóru. Śpiewanie w chórze uczy słuchać, a to jest bardzo potrzebne w pracy lekarza.

Komentarz
Śpiewanie jest jak otwarcie okna, nabranie powietrza
Lek. Grażyna Wiśniewska
specjalistka psychiatrii, członkini chóru Medicantus
Śpiewanie jest jak otwarcie okna, nabranie powietrza
Fot. Archiwum

Śpiewam w chórze Medicantus od niemal 10 lat. Mój mąż, który nie jest lekarzem, podziela moją pasję. Zdarza się więc, że śpiewamy razem w domu. Dzieci śmieją się, gdy ćwiczymy swoje partie głosowe i najczęściej błagają o litość nad ich uszami, wtedy zakładamy słuchawki. Dla mnie śpiewanie jest odskocznią od kołowrotu codzienności — praca, dom, praca, dom. Kiedyś wydawało mi się, że to taka spirala, z której ciężko się wyrwać, ale okazało się, że chór na to pozwala. Jest swoistym powiewem świeżości, otwarciem okna, nabraniem powietrza.

W czasie studiów śpiewałam w chórze międzyuczelnianym przy kaplicy akademickiej, który prowadziła najpierw pani Violetta Bielecka, a potem pani Iwona Musialik. Później każdy poszedł w swoją stronę, chór się rozpadł. Niespodziewane dla nas poznanie pani Beaty Herman (podobno nie ma przypadków) było takim olśnieniem: możemy wrócić do tego, co było 20 lat temu!”. I tak oboje z mężem trafiliśmy do Medicantusa.

Jako członkowie chóru spotykamy się nie tylko na próbach. Nasze znajomości i przyjaźnie są o wiele głębsze. Jesteśmy dla siebie ważni i pomocni w różnych życiowych wydarzeniach czy trudnościach. Tworzymy społeczność. Co więcej, nasze dzieci chodzą na nasze koncerty. Gdybyśmy byli kołem fotografów czy malarzy, to moglibyśmy powiedzieć: „dzisiaj mam wenę i czas, chcę fotografować czy malować”. Chór to jest zobowiązanie grupowe. Nie możemy powiedzieć, że w poniedziałek nam się nie chce, nie możemy przyjść, bo jesteśmy zmęczeni, mamy inne plany. Wtedy nie byłoby próby, nie byłoby chóru. Nie wyobrażam sobie, żeby tego nie robić.

Komentarz
Jesteśmy grupą ludzi, którzy się lubią i wspierają
Prof. dr hab. n. med. Jolanta Sykut-Cegielska
specjalistka pediatrii i pediatrii metabolicznej, członkini chóru Medicantus
Jesteśmy grupą ludzi, którzy się lubią i wspierają
Fot. Archiwum

Dla mnie śpiewanie zawsze było czymś wyjątkowym, relaksem, ale i prawdziwą przyjemnością. Od kiedy pamiętam, śpiewałam w różnych zespołach. Z chórem Medicantus czuję się jednak najbardziej związana. Wszystkie nasze występy to duże przeżycie. Same próby również, ponieważ jesteśmy grupą ludzi, którzy się lubią, chcą się spotykać, czują łączącą ich więź, a kiedy trzeba — wspierają się i pomagają sobie wzajemnie. W dzisiejszych czasach jest to ogromnie ważne.

W chórze, zwłaszcza amatorskim, szczególnie istotna jest postać dyrygenta, który trzyma zespół w ryzach, mobilizuje, szlifuje umiejętności. Ważne przy tym, aby była to osoba cierpliwa i wytrwała, a jednocześnie wymagająca, dbająca o jakość wykonywanych utworów. Te cechy łączy nasza dyrygentka Beata Herman.

Próby chóru są raz w tygodniu. Zwykle trwają ok. 3 godzin, ale gdy mamy zaplanowane jakieś koncerty, to ćwiczymy częściej i dłużej. Potrafimy się zmobilizować. Oprócz tego dyrygentka zachęca nas, aby trenować głos w domu. Zdarza się, że cała moja rodzina słucha jak śpiewam, bo — jak wiadomo — lekarze nie mają zbyt dużo czasu, więc wykorzystuję każdą wolną chwilę. O dziwo, mimo że dzisiaj chyba niemal wszyscy skarżą się na nadmiar obowiązków, to jednak członkowie chóru Medicantus bardzo chętnie angażują się w śpiewanie, uczestniczą w próbach i koncertach.

Myślę, że wynika to z tego, że w pracy mamy trudne sytuacje i stany pacjentów, czasami — tak jak w moim przypadku — ciężko chore dzieci, zmagamy się z codziennością, a chór jest swego rodzaju odskocznią. Pozwala inaczej na to wszystko spojrzeć, odszukać sens w tym, co robimy. Dla mnie jest to coś bardzo ważnego.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.