Marek Stankiewicz: Zielonym do góry (Ostrzej, ale bez skalpela )
Pamiętacie dowcip o milicjantach sadzących drzewka przed komendą i mądrych pouczeniach komendanta? Nic tak nie zapobiega wypaczeniom, jak właściwa instrukcja. Czasy się zmieniły, premier też jakby inny, a instrukcje wciąż w tym samym tonie. Tłumy zatroskanych ludzi wylęgają co sobotę na ulice, aby bronić demokracji. Równie potężne tłumy, równie zatroskanych przekonują, że większość parlamentarna może teraz wszystko, bo podobno tak umówiła się z tymi tłumami.
Demokracja i ordynacja wyborcza to są dwie różne rzeczy. Demokracja to jest sposób rozstrzygania większością głosów o tym, co wybrać, gdy ludzie różnią się poglądami, a nie o tym, co lepsze i kto ma rację. Przypominam o tym tylko dla porządku i wstrzymuję oddech aż do marca, kiedy drużynie Konstantego Radziwiłła stuknie pierwsze sto dni urzędowania. Gadania na wyrost mamy aż nadto. Oczekiwania przestawienia służby zdrowia z głowy na nogi są olbrzymie. Dotychczas jeszcze żadna ekipa z Miodowej tuż po debiucie nie obsiadła tak licznie pierwszej dziesiątki Listy Stu najbardziej wpływowych osób w systemie ochrony zdrowia. Grzechem śmiertelnym byłoby zmarnować taki kapitał zaufania.