Kto się boi prywatyzacji,

Anna Gwozdowska
opublikowano: 29-10-2004, 00:00

Długi publicznych szpitali w Polsce sięgają 8 miliardów zł i stale rosną. Niektóre placówki mogliby uratować prywatni inwestorzy, którzy w zamian za udziały wnieśliby środki na spłatę należności i kapitał na inwestycje. Jednak pomysł wyciągania szpitali z długów za pomocą prywatyzacji wzbudza zazwyczaj negatywne emocje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Personel obawia się utraty pracy, a pacjenci ograniczenia dostępu do świadczeń finansowanych w ramach opłaconej składki zdrowotnej. W rzeczywistości jednak prywatyzacja sprowadza się do zmian, które i tak muszą nastąpić: redukcji zatrudnienia, zwiększenia efektywności pracy i obniżenia kosztów funkcjonowania szpitala. Nie zmienia się jedno: płatnik, ponieważ przychody prywatyzowanego szpitala będą nadal pochodzić głównie z kontraktów na świadczenia oferowane w ramach powszechnego ubezpieczenia. Skąd więc strach przed prywatyzacją?

Lęk przed utratą pracy
Zmiany własnościowe wzbudzają obawy jeszcze zanim się na dobre zaczną. Niedawno negatywne emocje w lokalnych mediach wzbudziło planowane przez zarządy podlaskich szpitali wydzierżawienie sprzętu od prywatnej firmy Falck Medycyna. Chcą w ten sposób konkurować z państwową wojewódzką stacją pogotowia ratunkowego obsługującą dotąd cały lokalny rynek. Jak w wielu innych podobnych przypadkach, krytykom zmiany te kojarzą się głównie z niebezpieczeństwem utraty pracy, a państwowa firma z zachowaniem status quo. Przeciwko szukającym dodatkowych przychodów szpitalom występuje w podlaskich mediach Ryszard Wiśniewski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. W rozmowie z Pulsem Medycyny przyznał, że prywatna konkurencja może go zmusić do zwolnienia części z siedmiusetosobowego personelu. ?Załoga naciska na mnie, aby zmiany nie następowały rewolucyjnie. Mam ponad 100 sanitariuszy, których nikt już nie zatrudni, bo od 2009 roku mogą w pogotowiu jeździć tylko ratownicy" - wyjaśnia Ryszard Wiśniewski.
Według profesora Zbigniewa Religi, który opowiada się za urynkowieniem służby zdrowia, lęk przed utratą pracy jest zazwyczaj silniejszy od rachunku ekonomicznego i nie pozostawia miejsca na myślenie o wspólnym dobru. ?Jak przyjdzie prywatny właściciel, to może się okazać, że tę samą pracę zamiast pięciu lekarzy może wykonać dwóch lub trzech. To jest lęk o własny interes" - argumentuje prof. Z. Religa. W efekcie działacze związkowi wolą domagać się zachowania dotychczasowego systemu - z marnotrawstwem i przerostem zatrudnienia - niż zgodzić się na uzdrowienie szpitala kosztem bolesnych, ale prędzej czy później nieuniknionych zmian. Bożena Banachowicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, na temat prywatyzacji zdania nie zmieni. ?Wiemy już, jaka jest sytuacja w ZOZ-ach, które przekształciły się w prywatne spółki. Zwalniają personel albo proponują mu niższe wynagrodzenia" - podkreśla B. Banachowicz.

Wszystko albo nic
Tak silny opór przed prywatyzacją sprawia, że nieliczni na razie inwestorzy podchodzą do negocjacji ze szpitalami niezwykle ostrożnie. ?W rozmowach z załogą przekształcanego ZOZ-u nigdy nie mówimy na przykład, że przecież upadek zadłużonego szpitala też może doprowadzić do zwolnień, ponieważ taki argument nie działa" - tłumaczy Dariusz Dudarewicz, dyrektor ds. medycznych w Falcku Medycyna.
Według Michała Milczarka, dyrektora szpitala w Sochaczewie, najlepszym sposobem uniknięcia protestów załogi jest rzetelne jej poinformowanie i powolne przygotowywanie na ewentualne zmiany. ?Prowadzimy bardzo otwartą politykę informacyjną. To najlepsza prewencja" - uważa M. Milczarek.
Takie podejście zaczyna przynosić efekty. Są już w Polsce szpitale, gdzie dyrektorom i samorządom udało się przekonać pracowników, że muszą zgodzić się na zmiany, jeśli placówka ma w ogóle istnieć. Szpital w Kamiennej Górze, zadłużony na 11 mln zł, poddano głębokiej restrukturyzacji i przekształcono w spółkę ze 100 proc. udziałem powiatu. ?O 15 proc. zmniejszyliśmy wynagrodzenia, a ten sam zakres usług wykonuje mniejsza liczba pracowników" - opowiada Marian Kachniarz, starosta w Kamiennej Górze. W 1999 roku w szpitalu pracowało ponad 400 osób, obecnie pozostało 160 pracowników. ?Ludzie byli świadomi tego, że całkiem realne staje się zamknięcie szpitala i utrata pracy przez wszystkich. Zmiany poparła większość" - podkreśla M. Kachniarz.

Za, a nawet przeciw
Prywatyzacją szpitali w Polsce zainteresowało się do tej pory ledwie kilka firm, między innymi Kliniki St. Paul, Falck Medycyna i wrocławski EuroMediCare. Przyznają, że mają przeciwko sobie nie tylko załogi szpitali i opinię publiczną, ale również samorządy, które jako organy założycielskie podejmują decyzje prywatyzacyjne. Zdaniem znawców rynku medycznego, radni dbają przede wszystkim o głosy przyszłych wyborców, a decyzja o zmianach własnościowych jedynej w okolicy placówki zdrowia może do nich zniechęcić lokalną społeczność. ?Na pewno takie transakcje wzbudzają duże zainteresowanie mieszkańców i są okazją do zbicia jakiegoś politycznego kapitału" - uważa D. Dudarewicz.
Obawy mają również pacjenci. ?Ludzie myślą, że jak placówka jest prywatna, to trzeba będzie za usługi płacić. Zupełnie nie kojarzą prywatnej służby zdrowia z kontraktowaniem świadczeń przez NFZ" - tłumaczy R. Baranowski. Z tego względu, według M. Milczarka, prywatyzacji potrzebna jest promocja. ?Trzeba społeczeństwu i właścicielom, czyli samorządowcom tłumaczyć, na czym ma polegać komercjalizacja i prywatyzacja" - argumentuje M. Milczarek.
Pod tym względem jest wiele do zrobienia. Według Bożeny Osińskiej, dyrektora publicznego szpitala w Nowej Soli, samorządy nie są merytorycznie przygotowane do inicjowania tak poważnych zmian w ochronie zdrowia. ?Dlatego nawet jeśli pojawi się jakaś ścieżka obligatoryjna, ustawowa, to będą raczej naciskać na zarządy szpitali, aby coś zrobiły, niż same podejmowały decyzje - tłumaczy B. Osińska. - W dodatku radni co cztery lata zmieniają się i zanim zdobędą określony zakres wiedzy o szpitalu, już zaczynają przygotowania do następnych wyborów".
Podobne doświadczenia ma M. Milczarek. ?Dopiero prace nad projektem ustawy o restrukturyzacji ZOZ-ów spowodowały, że co kilka sesji rady powiatu pojawia się pytanie, co z prywatyzacją szpitala - opowiada M. Milczarek. - Chociaż w rzeczywistości i tak nie ma takiego pomysłu, i nikt do tego nie dąży".

Urządzić się na państwowym
Obawy samorządów są czasem uzasadnione. Kilka lat temu w Ostródzie, w której szpital powiatowy, po długich negocjacjach, trafił ostatnio w ręce Klinik St. Paul, zdarzyła się próba wykupienia szpitala przez osobę podejrzaną o kontakty ze światem przestępczym. Radnym udało się tę transakcję zablokować, mimo że według doniesień ?Życia Warszawy" w sprawę był zamieszany ówczesny starosta.
Według Ryszarda Baranowskiego, właściciela prywatnej przychodni Centrum Medyczne Ventriculus w Lesznie, takie sprawy, mimo że nieliczne, bardzo psują publiczny wizerunek prywatyzacji. ?Ci, którzy się dorobili nieuczciwie, robią złą robotę tym, którzy ciężko pracują na sukces. Niestety, w mediach wszystko wrzuca się do jednego worka" - mówi R. Baranowski. Tymczasem, jego zdaniem, na zahamowaniu korupcji zależy właśnie prywatnym przedsiębiorcom. ?Obawiam się nieuczciwej konkurencji, bo ja niczego nie osiągnąłem za darmo - argumentuje R. Baranowski. - W naszym regionie pojawiały się sygnały o próbach uwłaszczania się za bezcen na państwowym. Chodziło na przykład o budynki publicznych przychodni. Sprawy pilnowała jednak lokalna społeczność i w końcu budynki sprzedano po godziwej cenie".

Jak równy z równym
Powody do obaw mają również potencjalni inwestorzy. Według Michała Rusieckiego z Enterprise Investors nie będzie uczciwej, czyli toczącej się przy otwartej kurtynie prywatyzacji szpitali, dopóki prywatne i publiczne placówki nie będą mogły na równych prawach konkurować o kontrakty w ramach powszechnego ubezpieczenia. ?Ważne jest to, żeby zasady kontraktacji były uczciwe i przejrzyste, a ewentualne przywileje dla wybranych placówek, na przykład sieci publicznych szpitali, wynikały z potrzeb i jasnych przepisów - argumentuje M. Rusiecki. - Im jaśniejsze i mądrzejsze zasady kupowania świadczeń przez NFZ, tym więcej poważnych inwestorów zainwestuje w rynek medyczny, z korzyścią dla wszystkich".
Na razie to tylko teoria. wiadczeniodawcy narzekają, że politycy - wbrew temu, co deklarują - faworyzują publiczne szpitale, a w procesie kontraktacji nie ma równości w traktowaniu prywatnych i publicznych podmiotów. Władze samorządowe, często zupełnie jawnie, prowadzą wobec publicznych ZOZ-ów politykę protekcjonistyczną. Wicemarszałek województwa podlaskiego ds. zdrowia, Krzysztof Tołwiński, powiedział nam otwarcie, że do tej pory starał się za wszelką cenę wzmocnić publiczne placówki medyczne na swoim terenie. Teraz deklaruje, że jego polityka zmieni się całkowicie. ?W 2005 roku będziemy prowadzić równoważną politykę zarówno wobec publicznych, jak i prywatnych placówek - podkreśla K. Tołwiński. - Jeśli podmioty prywatne będą konkurencyjne i zagwarantują oszczędności, to działałbym przecież na niekorzyść pacjentów zabraniając im wejścia na rynek". Idą zmiany.


Stereotypy związane z prywatyzacją:
o Utrata miejsc pracy.
o -Próby uwłaszczenia się na państwowym majątku za pół darmo.
o -Chęć osiągnięcia zysków z pominięciem potrzeb personelu
i lokalnej społeczności.
o -Rezygnacja z dotychczasowego profilu działalności placówki.
o -Ograniczenie dostępu do bezpłatnych świadczeń.

Struktura własności szpitali niepublicznych w Polsce

o -Szpitale utworzone ze środków prywatnych:
- Finansowane w większości ze środków publicznych (EuroMediCare we Wrocławiu)
- Finansowane ze środków publicznych i prywatnych (Clinica Medica w Gdyni)
- Finansowane ze środków prywatnych pacjentów (Carolina Medical Center w Warszawie, Certus w Poznaniu)
o -Szpitale utworzone przez związki wyznaniowe (szpitale zakonu Bonifratrów w Krakowie i Łodzi)
o -Szpitale powstałe z przekształcenia zakładów publicznych (Szpital Pulmonologii i Alergologii w Karpaczu, Szpital Chorób Płuc i Nowotworów Izer-Med w Szklarskiej Porębie)
o -Szpitale, których organami założycielskimi są duże zakłady pracy (Szpital Specjalistyczny Matopat TZMO w Toruniu, Miedziowe Centrum Zdrowia w Lubinie)
o -Szpitale, gdzie inwestorem jest podmiot zagraniczny (Intermedica w Poznaniu, Swissmed w Gdańsku)
Źródło: Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych.


Marian Kachniarz, starosta w Kamiennej Górze:
Dokonaliśmy radykalnej restrukturyzacji naszego szpitala. Został on przekształcony w spółkę prawa handlowego ze 100 proc. udziałem powiatu. Nie planowaliśmy otwarcia się na inwestorów zewnętrznych, tym bardziej, że budzi to pewne fobie lokalnej społeczności. Utworzenie spółki miało przede wszystkim na celu usprawnienie zarządzania, ponieważ moim zdaniem SP ZOZ-y są hybrydą formalnoprawną i programują niegospodarność. Oczywiście wszystko będzie zależało od tego, co się będzie działo w systemie. Jeśli pojawi się kapitał, który będzie chciał wejść w spółkę, to jest to możliwe i forma spółki temu sprzyja. W tej chwili jest możliwa zamiana części zadłużenia na udziały w szpitalu, gdybyśmy poszli tą drogą lub objęcia udziałów przez pracowników. Jednak na razie, w początkowym, kilkuletnim okresie chcielibyśmy utrzymać formę spółki powiatowej. W tej chwili jest to jedyny szpital powiatowy na Dolnym ląsku, którego działalność się bilansuje.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.