Kardiochirurgia: kierunek na wschód
Kiedy przyjechali do Karagandy, zobaczyli stary, odrapany budynek, zapuszczone sale, archaiczny sprzęt. Zapał i determinacja sprawiły ; jednak, że wspólnymi siłami polscy specjaliści wraz z kazachskimi lekarzami w ciągu trzech miesięcy zmienili to miejsce w przyzwoity oddział kardiochirurgiczny.
Praca od podstaw
"Jesienią wraz z kilkoma kolegami, lekarzami różnych specjalności (anestezjologiem, perfuzjonistą, kardiochirurgiem) i instrumentariuszkami pojechaliśmy do Karagandy zrealizować ten plan. To miasto bliskie Śląskowi, z przemysłem górniczo-stalowym, a więc nasz klimat - wspomina anestezjolog dr Wojciech Kruczak, odpowiedzialny za szkolenie i przygotowanie standardów anestezjologicznych. - Zabraliśmy trochę własnego sprzętu (m.in. defibrylator, piłę do mostka), bo wiedzieliśmy, że z tym jest na miejscu kiepsko". I rzeczywiście tak było. "Budynek, sale operacyjne, sprzęt przypominały naszą sytuację sprzed 25 lat. Pierwsza myśl była taka: to się nie uda" - dodaje dr Kruczak.
Zakasali jednak rękawy i wzięli się ostro do roboty. Nie było to trudne, bo ogromny zapał tamtejszych lekarzy udzielał się wszystkim. Już po tygodniu odbyły się pierwsze operacje. W sumie zoperowano ponad 100 pacjentów - wszystkich z bardzo dobrym efektem. Kardiolodzy z polsko-amerykańskich klinik pod kierownictwem ordynatora doc. Pawła Buszmana, wykonali w tym czasie ponad 200 koronarografii, uczyli zakładać stenty, leczyć świeży zawał. O pierwszych by-passach wykonanych przez Polaków pisały wszystkie tutejsze gazety.
Intensywne szkolenia trwały 3 miesiące, polskie zespoły zmieniały się, w tym czasie udało się zakupić nowocześniejszy sprzęt, a wypożyczony przez polskich kolegów wrócił na miejsce. I tak wspólnymi siłami stworzono w Karagandzie kardiochirurgię i kardiologię inwazyjną na całkiem wysokim poziomie.
"Nasza misja, ten egzotyczny wyjazd, który na początku wydawał nam się skazany na porażkę, okazał się wspaniałym doświadczeniem, które zaowocowało wieloma dobrymi rzeczami i dał nam ogromnie dużo satysfakcji" - ocenia dziś dr Witold Gerber, odpowiedzialny za szkolenie i naukę kazachskich kardiochirurgów.
Ciężkie operacje bez komplikacji
Niezwykle przyjazna atmosfera, jaką potrafią stworzyć Kazachowie, sprawiła, że nawet czterdziestostopniowy mróz i ogromne ilości śniegu przestały być straszne. Jako najbardziej emocjonujące, Polacy wspominają spotkania z mieszkającymi tam rodakami. "Uderzający jest ich wielki patriotyzm, nie wierzyłem, że to jest jeszcze możliwe. Kiedy 11 listopada byliśmy na spotkaniu zorganizowanym przez Polonię, byłem pod wrażeniem tego, jak oni pielęgnują swoje polskie korzenie" - opowiada prof. Bochenek.
Dr Andrzej Bończyk, anestezjolog, ma też zawodowe spostrzeżenia: "Zaskoczyło mnie, jak silnym narodem są Kazachowie. Ciężkie operacje przechodzili bez najmniejszych problemów, bez żadnych powikłań, bez konieczności stosowania antybiotyków. To tylko kolejny, namacalny dowód na to, jak chemia, którą my zażywamy w ogromnych ilościach, osłabia układ odpornościowy - ocenia specjalista. - Ale jednocześnie widać inne zjawisko: do szpitali trafiają z bardzo zaawansowanymi chorobami serca stosunkowo młodzi ludzie, 50-letni mężczyźni, którym palenie papierosów i tłuste jedzenie zrujnowały zdrowie - jak kiedyś Polakom".
Prof. Andrzej Bochenek uważa, że z perspektywy Kazachstanu wyraźniej widać postęp w Polsce, to, że lata prewencji i edukacji zaczynają wreszcie procentować, bo do polskich szpitali z powodu chorób serca trafiają dziś dużo starsi pacjenci, coraz starsze osoby są też operowane.
Ukryci mistrzowie świata
Kazachska służba zdrowia jest poważnie zaniedbana, ale w ostatnich latach na jej rozwój przeznaczono spore pieniądze. Powstał rządowy Program Rozwoju Kardiologii i Kardiochirurgii Kazachstanu. W nowej stolicy kraju Astanie budowany jest ogromny, nowoczesny ośrodek kardiochirurgii. W innych regionach, m.in. w Ałma Acie w obwodzie Karaganda oraz w Pavlodarze na północy kraju rozpoczęto remonty i unowocześnianie starych ośrodków kardiologicznych. Osiągnięcie poziomu krajów europejskich zajmie Kazachom jeszcze wiele lat. "Ale zaskoczyło nas, że przy takich marnych możliwościach sprzętowych tamtejsi lekarze są tak dobrze wykształceni i mają wielki potencjał. Jeden z lekarzy, z którym współpracowaliśmy, posługując się słabym jakościowo sprzętem do echokardiografii, był po prostu mistrzem świata" - mówi uczestnik polskiej grupy, dr Rajesh Shresta, obywatel Nepalu, ale właściwie już od 8 lat polski kardiochirurg.
Polscy lekarze bardzo cenią sobie współpracę z kazachskimi kolegami. "Po takiej wizycie zmienia się spojrzenie na własne problemy - okazuje się, że w Polsce nie jest aż tak źle, że medycynę mamy naprawdę na wysokim poziomie. Łatwiej też zauważyć, jaki postęp się u nas dokonał" - wyliczają zgodnie pielęgniarki Mariola Grudzień i Anna Kopycka.
Kolejną wyprawę na wschód zaplanowano jeszcze w tym roku. Po powrocie do kraju polscy specjaliści odebrali bowiem kolejne telefony z prośbą o pomoc - z innych części Kazachstanu. Pomocą w organizowaniu nowych ośrodków kardiochirurgicznych zajmie się specjalnie powołana przez śląskich lekarzy Polska Grupa Kardiochirurgiczna.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka