Jeden dzień z... Salamem Salti
Jego imię oznacza pokój, ale Salam Salti nadaje mu dodatkowe znaczenie, twierdząc, że chodzi o pokojowe nastawienie. Jest ginekologiempołożnikiem i takie podejście z pewnością zjednuje mu sympatię pacjentek. Na co dzień pokojowo koegzystuje z żoną Anią, radiologiem, i 21letnią córką Różą. Wiedzy, jak żyć, poszukuje m.in. w literaturze pięknej, szczególnie latynoamerykańskiej. Gdy chce odpocząć — tańczy tango.
6.00
Tine głośnym miauczeniem wymusza na mnie, żeby ją nakarmić. Jej imię w języku arabskim oznacza figę. Wypuszczam najedzoną kocicę na dwór i robię kawę dla żony, która wychodzi do pracy przede mną. Szybko wracam do łóżka. Mogę jeszcze pospać, bo dziś pracuję po południu.
9.00
W końcu wstaję i rozpoczynam dzień krótką gimnastyką. Słucham mojej ulubionej muzyki. Fairuz śpiewa po arabsku, a jej imię oznacza szmaragd. W moim ojczystym języku każde imię ma znaczenie.
10.00
Czytam pisma medyczne, a potem książkę Gabriela Garcii Márqueza, który dla mnie jest pisarzemnauczycielem. Do niedawna dzieliłem swoją tożsamość na trzy „części”: urodzony w Syrii, Palestyńczyk, mieszkający w Warszawie. Teraz czwartą moją ćwiartką stała się Hiszpania i literatura latynoamerykańska.
12.00
Parzę zieloną herbatę, włączam muzykę i ćwiczę kroki tanga.
13.30
Spotykam się z żoną w kawiarni. Ania zamawia espresso z mlekiem, a ja czekoladę na gorąco. Lubimy ze sobą rozmawiać.
14.30
Jestem już w prywatnym gabinecie, w którym przyjmuję od 1998 roku. Zajmuję się różnymi zagadnieniami ginekologicznopołożniczymi, w tym m.in. specjalistycznym badaniem USG w kierunku wykrywania wad płodu. Praca zajmuje pierwsze miejsce na liście wszystkich moich pasji. Pracuję dużo, ale z przyjemnością i nie odczuwam potrzeby wyjeżdżania na urlop.
15.00
Zaczynam przyjęcia. Moje pacjentki to kobiety z różnymi problemami ginekologicznymi. Kiedy wstydzą się o coś zapytać, staram się nawiązać z nimi kontakt i uważnie słuchać, by czuły się mniej skrępowane. Najtrudniej jest przekazać kobiecie ciężarnej, że płód ma jakąś wadę. Dla niej to brzmi jak wyrok, a ja, jako lekarz, muszę wyjaśnić sposób postępowania i rokowanie. Zawsze próbuję zrozumieć emocje tej kobiety i pozostać współczującym człowiekiem.
17.00
Krótka przerwa. Przygotowuję sobie kubek zielonej herbaty. Tak dużo rozmawiam z pacjentkami, że ciągle mi w gardle zasycha i muszę wielokrotnie zaparzać mój ulubiony napój. Zauważyłem, że coraz częściej przychodzą do mnie pacjentki wyedukowane. Bardzo mnie to cieszy, mimo że wiedzę o swoich dolegliwościach często czerpią z Internetu. Najważniejsze, że podejmują ze mną dyskusję, a tylko sporadycznie zdarza się, że oczekują potwierdzenia internetowej diagnozy.
19.30
Po zakończeniu pracy zjadam kanapkę, by mieć siłę na milongę.
20.30
To już trzeci rok, gdy tańczę tango. W wieku 40 lat nauczyłem się pływać. Jak skończyłem pięćdziesiątkę, postanowiłem tańczyć tango. To bardzo trudny taniec, wymagający wielu godzin pracy.
23.00
Jestem zmęczony, spocony i… szczęśliwy. Wracam na Białołękę. Uwielbiam nasz dom. Czasem rano otwieram okno, patrzę na rosnące na działce dęby i krzyczę: Dzień dobry Wiklinowa! Całuję żonę, która kładzie się już spać. Biorę prysznic i przypominam sobie, że brakuje mi kilku składników, by jutro ugotować żonie i córce obiad. Będziemy jedli koftę — jedno z moich popisowych dań, które czasami gotuję.
23.30
Tine miauczy. Wyrzucam ją do garażu, gdzie ma swoją poduszkę i zamykam drzwi. Cisza. Nie potrafię zasnąć bez czytania.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Spisywała Beata Kołakowska