Jeden dzień z ... Krzysztofem Bojarem
Specjalista seksuolog-ginekolog, wieloletni ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w szpitalu w Rykach, kolekcjoner starych książek medycznych, miłośnik saabów oraz hodowca kolorowych rybek.
Wtorek, Warszawa

7.00
Jem śniadanie i oglądam wiadomości w TVN24. Za półtorej godziny muszę być w moim gabinecie na Woli. Pracuję cztery dni w tygodniu i przyjmuję w trzech gabinetach prywatnych: w Warszawie, Lublinie i w Rykach.
Praktykuję od lat i widzę, że każdego roku przybywa pacjentów seksuologicznych, bo współżycie seksualne i funkcjonowanie w związku przestają być tematami tabu. Ludzie mają coraz większą wiedzę na temat swojego ciała i ewentualnych problemów zdrowotnych, poza tym rozumieją, że warto się leczyć. Przychodzą do mnie mężczyźni w każdym wieku: zarówno osiemnastolatkowie, jak i siedemdziesięciokilkulatkowie. W przypadku kobiet przedział wiekowy moich pacjentek to 20-50 lat. Panie bardziej szczerze i otwarcie mówią o swoich problemach ze współżyciem.
Jestem członkiem kilku towarzystw medycznych i co najmniej raz w miesiącu uczestniczę w organizowanych przez nie sympozjach naukowych. Od dawna dziwi mnie, że w kraju zamieszkanym przez 38,5 mln ludzi mamy tylko około 80 czynnych zawodowo lekarzy seksuologów. Wygląda na to, że Polacy w większości sami sobie radzą ze swoimi problemami… Oglądają telewizję i pod wpływem reklam kupują cudowne specyfiki na potencję. Dopiero jak one się nie sprawdzają, przychodzą po pomoc do specjalisty. NFZ nie kontraktuje jednak takich porad i pacjentom pozostają gabinety prywatne.
14.00
Kończę pracę w stolicy. W domu czeka na mnie z obiadem żona Barbara, która także jest czynnym zawodowo lekarzem o specjalności dermatolog-wenerolog. Po obiedzie pędzę do Ryk.
18.00
Przyjmuję pacjentów. Tutaj moja praktyka to głównie prowadzenie ciąży, leczenie zaburzeń hormonalnych, niepłodności i dobór antykoncepcji. Pacjentów seksuologicznych w Rykach pojawia się niewielu. Ludzie w małym mieście odczuwają skrępowanie przed wizytą u „specjalisty od seksu”. Ale taki opór to tendencja światowa. Obliczono nawet, że średni czas od pojawienia się problemu do wybrania się po poradę wynosi 2-3 lata.
Największą satysfakcję zawodową sprawiała mi jednak praca na sali porodowej. Na oddziale, którym kierowałem, urodziło się ponad 30 tys. dzieci — to połowa populacji powiatu Ryki! Niestety, od czterech lat kobiety już tutaj nie rodzą — szpital został sprywatyzowany, a oddział zamknięty, bo po prostu stał się nieopłacalny.
21.00
Kończę pracę w gabinecie i wracam do domu. Zjadam późną kolację i siadam do komputera. Odpisuję na maile pacjentów, przeglądam wiadomości na portalach medycznych, sprawdzam aukcje na Allegro. A nuż ktoś wystawił na sprzedaż starą książkę z dziedziny ginekologii lub seksuologii, może pojawił się medyczny starodruk? Rarytasem w mojej bibliotece jest zielnik lekarza Szymona Syreniusza wydany po polsku w 1613 r. w Krakowie.
23.00
Rozmawiamy z żoną o planowanych wakacjach w Egipcie. Czekamy też z utęsknieniem na weekend. Żona lubi zajmować się ogródkiem, a ja „pogrzebię” w moich dwóch starych saabach. Uwielbiam te samochody i sam je serwisuję. Moim największym osiągnięciem jako mechanika jest kompletne przełożenie Saaba 9000 Turbo do nowej karoserii. Muszę też zająć się oczkiem wodnym, w którym hodujemy ozdobne karpie koi i karasie. Mamy w nim również suma złowionego w zeszłym roku przez naszego wnuka. Lubię patrzeć, jak ta wielka ryba majestatycznie pływa wśród kolorowej drobnicy.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Kołakowska