Jeden dzień z... Joanną Podciechowską
Specjalizuje się w dziedzinie chorób wewnętrznych, chorób płuc i onkologii. Pracuje w Mazowieckim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Przyjmuje również podczas nocnych dyżurów lekarskich w przychodni w Międzylesiu. Jest zafascynowana Afryką. Niedawno wróciła z Kenii i już marzy, by pojechać na Czarny Ląd ponownie. Może uda się po jesiennym egzaminie z interny…
6.00
Budzik jest nastawiony na 6.10 i czasem nawet udaje mi się o tej porze wstać. Zwykle jednak zrywam się z łóżka, gdy zacznie grać zaprogramowane na 6.45 radio. Wiem, że to już ostatni moment, żeby uniknąć spóźnienia. Dzień rozpoczynam od kawy i prysznica. Do pracy jadę 25 minut. Krótko, bo na szczęście, wyjeżdżający z Warszawy nie stoją w korkach.
8.30
Najpierw jest odprawa na Oddziale III Chorób Płuc z Pododdziałem Onkologicznym. Omawiamy, co się wydarzyło, kto został wypisany, potem sprawdzamy wyniki badań tomograficznych z poprzedniego dnia. To najważniejsze, bo na podstawie tych informacji decydujemy, którzy pacjenci muszą zostać w szpitalu na dalsze leczenie.
Po odprawie analizuję wyniki morfologii krwi pacjentów. Bez tego nie możemy u chorych z rozpoznaniem raka rozpocząć chemioterapii. Po pacjentach „chemikach” jest czas na nowo przyjęte osoby. Badam pacjentów, ustalam plan diagnostyki. Jeśli mam już wynik badania histopatologicznego, to możemy rozpocząć leczenie. Muszę również powiedzieć choremu, że zdiagnozowaliśmy raka… Wyjaśniam, jak będzie przebiegać leczenie, jakie mogą być skutki uboczne, jakich rezultatów możemy się spodziewać.
12.00
Przygotowuję wypisy pacjentów, którzy wychodzą dzisiaj ze szpitala. Potem ostatnie konsultacje. Za dwie godziny kończę pracę.
14.00
Załatwiam sprawy organizacyjno-relaksacyjne. Najpierw odwiedzam ZUS i spotykam się z księgową, potem jadę na masaż modelujący sylwetkę. To uzupełnienie do diety, którą rozpoczęłam dwa miesiące temu. Mam już połowę sukcesu za sobą, zrzucę jeszcze drugie tyle kilogramów i będzie super. Ale najtrudniejszym wyzwaniem wydaje się utrzymanie wagi.
19.30
Wracam do domu. Chętnie oglądam jakiś zaległy film. Do niedawna byłam przeciwnikiem oglądania filmów w domowym zaciszu, ale odkąd kupiłam (na kredyt) supertelewizor w technologii HD, oglądanie TV zaczęło mnie fascynować!
Zamierzam wcześniej pójść spać, bo jutro, oprócz pracy w Otwocku, mam dyżur w Międzylesiu. Szkoda, bo z ogromną chęcią wybrałabym się ze znajomymi na piwo na Ząbkowską do knajpy prowadzonej przez buddystów. Żałuję, ale od 18.00, przez kolejne czternaście godzin, będę pracować w przychodni. Czasem, w okresie zachorowań na grypę, przyjmuję nawet 30 osób przez pierwsze 4-5 godzin dyżuru. Nie jest to może bardzo rozwijająca praca, raczej chałtura, ale można sobie dorobić, szczególnie jeśli nie ma się jeszcze specjalizacji.
22.00
Przed snem krótka lektura. Obowiązkowo! Czytam fantastykę lub fantasy, głównie polską. Uwielbiam Dukaja, ostatnio przeczytałam też prawie całego Łukjanienkę. Przed snem rozmyślam jeszcze o tym, że już za cztery dni będę szusować we Włoszech. Chcę ponownie spróbować jeździć na desce. W zeszłym roku upadłam i złamałam rękę, dlatego trochę się denerwuję, ale chcę sprawdzić, czy dam radę. Jeśli nie, zawsze mogę wrócić do nart!

Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Kołakowska