Jeden dzień z... Grzegorz Góral

Redakcja
opublikowano: 25-11-2009, 00:00

Dr n. med. Grzegorz Góral - lekarz pediatra z ponad 30-letnim doświadczeniem zawodowym, ordynator oddziału dziecięcego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku, przewodniczący Komisji Kultury Śląskiej Izby Lekarskiej i szef działającej przy niej Grupy Muzykujących Lekarzy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Mimo że nie chodził do szkoły muzycznej, doskonale gra na gitarze i fortepianie, jest też autorem tekstów i muzyki do wykonywanych przez siebie utworów. W czasie studiów przewodniczył Komisji Kultury Rady Uczelnianej, był członkiem uczelnianego kabaretu, który w 1974 roku otrzymał nagrodę dziennikarzy na Festiwalu Kabaretów w Krakowie, organizował obozy artystyczne. Od wielu lat występuje gościnnie ze znanym zespołem jazzowym Lothar Band. Świetnie sprawdza się jako konferansjer na różnych imprezach. W środowisku ma opinię człowieka niezwykle wrażliwego na cierpienia dzieci; zainicjował wiele akcji społecznych i koncertów charytatywnych na ich rzecz pod hasłem "Dorośli - Dzieciom". Żonaty - żona Ewa jest ginekologiem położnikiem, mają dorosłego syna Jacka (nie poszedł w ślady rodziców - skończył Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, jest kierownikiem produkcji filmowej) oraz psa bernardyna, który wabi się Baca.

Środa, 4 listopada 2009 roku

6.00 Pobudka. Baca usilnie doprasza się wyjścia z domu, pieszczot i pełnej miski, za co odwdzięcza się ufnym spojrzeniem prosto w oczy. Po powrocie ze spaceru pozostaje mi niewiele czasu na poranną toaletę i rytuał golenia, który - z racji bardzo gęstego zarostu - zajmuje mi co najmniej kwadrans.

7.00-8.30 Tyle czasu zabrał mi dzisiaj dojazd z mojego urokliwego Mikołowa, w którym mieszkam od lat, do pracy. Od szpitala w Rybniku dzieli mnie dokładnie 36 kilometrów. Kto by się spodziewał, że tak nagle zmieni się pogoda? Chociaż mróz jest niewielki, a opady śniegu też dosyć skąpe, to na ląsku spowodowało to gołoledź i paraliż komunikacyjny.

8.35 Spóźniona odprawa z lekarzami z oddziału oraz krótka prelekcja na temat aktualnych doniesień literatury fachowej. Tym razem skupiamy swoją uwagę na problemach oporności drobnoustrojów na antybiotykoterapię u dzieci.

9.00 Pora na szybkie śniadanie. Jak zwykle bez chleba, bo nie ma co ukrywać - mam nadwagę. Ale nie żałuję sobie za to dobrej, chudej wędliny i sałatki warzywnej. Zjadam to wszystko, nie odchodząc ani na chwilę od telefonu, bo bez przerwy ktoś dzwoni.

9.30 Wizyta lekarska na poszczególnych odcinkach oddziału. Po kolei omawiamy wszystkie przypadki. Najbardziej niepokoi mnie, że ciągle ktoś naciska na przyjęcia dzieci na nasz oddział w sytuacji, gdy praktycznie wyczerpaliśmy już tegoroczny kontrakt na leczenie.

11.00 Konsultacje dzieci z innych oddziałów szpitalnych. Część z nich kwalifikuję do zabiegów: okulistycznych, laryngologicznych i chirurgicznych.
12.00 Mimo że bardzo tego nie lubię, to jednak muszę poświęcić trochę czasu na sprawy administracyjne, podpisywanie wypisów ze szpitala, przeglądanie ważnych pism. Dyrekcja szpitala prosi o pilny kontakt. Wygląda na to, że Narodowy Fundusz Zdrowia znów nam nie zapłaci za wykonane hospitalizacje.

13.00 W pośpiechu opuszczam szpital, żeby zdążyć na ostatnie w tej kadencji posiedzenie Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach. Oby tylko nie zatrzymało mnie coś na drodze.

14.00 Wpadam zdyszany do Domu Lekarza. Na szczęście udało mi się dotrzeć na czas. W programie posiedzenia Wysokiej Rady mamy dzisiaj aż 16 punktów. Czuję, że z każdą minutą atmosfera się zagęszcza. Nic dziwnego - już za trzy tygodnie Okręgowy Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy. O fotel przewodniczącego będzie się ubiegać co najmniej dwóch dobrych kandydatów, więc szykuje się ostra walka. Obecny szef - Maciej Hamankiewicz - powalczy w styczniu o funkcję prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Szkoda, że nie może już kandydować w Katowicach...

18.00 Droga przez mękę do domu, a to z powodu remontu ulic w centrum Katowic. Zazwyczaj pokonuję ten 20-kilometrowy odcinek w ciągu 20 minut, ale tym razem docieram do celu dopiero po godzinie.

19.00 Pilne przyjęcia małych pacjentów - dzieci sąsiadów i znajomych. Czuję się zmęczony i wolałbym posiedzieć trochę w fotelu, ale nie mogę ich zawieść.

20.05 "Rozmowy w rodzinie". Przy małym posiłku i dużym piwku o wiele łatwiej poruszać poważne tematy.

21.00 Wreszcie mogę się oddać swoim ulubionym zajęciom na strychu zaadaptowanym na studio muzyczne. Najpierw przystępuję ochoczo do aranżacji zupełnie "świeżego" utworu, który zatytułowałem "Jedno słowo". Podejmuję również próbę napisania scenariusza najbliższego koncertu Grupy Muzykujących Lekarzy, poświęconego pamięci naszych zmarłych kolegów - "Pro Memoria". Odbędzie się już za kilka dni w Katowicach.

23.10 Trochę telewizji nikomu nie zaszkodzi. Ale nie mam dzisiaj szczęścia - zmieniam kanały zupełnie bez przekonania. Chyba będzie lepiej, jeśli wezmę przed snem kąpiel z masażem.

24.00 Chciałbym zasnąć i o niczym nie myśleć...

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.