Jaki ma wpływ lekarz i farmaceuta na samoleczenie pacjenta

Rozmawiała: Małgorzata Konaszczuk
opublikowano: 11-02-2014, 11:19

O bezpieczeństwie suplementów diety oraz roli farmaceutów i lekarzy w budowaniu świadomości konsumentów dotyczącej właściwego stosowania tych produktów „Puls Medycyny” rozmawia z prof. dr hab. n. med. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską, kierownikiem Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Sprecyzujmy na wstępie definicję suplementu diety.

Suplement to preparat, który ma uzupełniać znane niedobory składników żywieniowych. Teoretycznie tutaj powinniśmy postawić kropkę. Ustawodawca jednak dodał, że suplement może zawierać inne substancje o działaniu fizjologicznym, co oczywiście powoduje pewne zamieszanie. Warto podkreślić, że suplement nie leczy, czyli nie jest preparatem, który ma zwalczać chorobę, może jedynie zapobiegać jej pojawieniu się. Niestety, często spotykamy się z twierdzeniami, że suplementy są adresowane do ludzi z określonymi jednostkami chorobowymi. Najpierw powinna być przez lekarza ustalona diagnoza, potem plan terapii, dopiero później można się zastanowić, czy równocześnie nie występują niedobory żywieniowe i je określić. Suplement ma uzupełniać niedobory, o których wiemy. Tymczasem pacjenci przyjmują je na własną rękę, a przecież skąd przysłowiowy Kowalski ma wiedzieć, że dzisiaj brakuje mu akurat tej substancji odżywczej.

Jak więc wytłumaczyć ogromną popularność i rosnące spożycie tych preparatów?

Nie bójmy się tego powiedzieć: tu nie chodzi o dbanie o zdrowie, ale o łatwy zarobek. Żeby wynaleźć nową substancję leczniczą, mijają lata, ścieżka zarejestrowania nowego leku to również trudny, czasochłonny i kosztowny proces. Tymczasem na wprowadzenie do sprzedaży suplementu diety wystarczy decyzja głównego inspektora sanitarnego, bo już nawet nie głównego inspektora farmaceutycznego. Większość suplementów, choć nie wszystkie, nie posiada przeprowadzonych badań. O ich farmakokinetyce, farmakodynamice, bioprzyswajalności, drogach wydalania nic nie wiemy. Na szczęście pojawiają się już zalecenia, np. Amerykańskiego Towarzystwa Anestezjologicznego, ale i polskich towarzystw, by pacjenci przygotowywani do konkretnych zabiegów nie przyjmowali wskazanych suplementów diety.

W świadomości pacjenta zaciera się różnica pomiędzy lekiem a suplementem diety. W końcu te ostatnie też występują w postaci tabletek, kropli, kremów sprzedawanych w aptece, a producent polecając swój produkt, używa podobnych określeń.

Zamiana określenia „suplement” na tabletki, drażetki czy kropelki jest sugestią dla konsumenta, że on przyjmuje lek, że się leczy. Tymczasem przyjmowane przez pacjenta suplementy diety czasami utrudniają lekarzom prowadzenie klasycznych terapii, ale mało kto o tym mówi. Rzadko też ostrzega się o działaniach niepożądanych stosowania suplementu. Niedawno przeczytałam w czasopiśmie amerykańskim opracowanie dotyczące szkodliwości stosowania maksymalnych dawek kwasu foliowego. Były to na razie wyniki badań na zwierzętach, ale pokazały, jaki może być efekt tego, że przyjmujemy różne preparaty, w których występują te same substancje. Dotyczy to nie tylko suplementów diety, ale też leków OTC. Nie zwracamy uwagi na skład preparatu, ale o jego przyjmowaniu często decyduje opinia sąsiadki, kogoś z rodziny czy reklama.

W formułowaniu przekazów reklamowych widzę kolejny problem. Reklamy suplementów diety sugerują, że po ich zażyciu człowiek poczuje się lepiej. Czyli jeśli mu coś dolega, źle się czuje lub ma np. zburzenia snu, może się wyleczyć. Oczywiście to nie oznacza, że wszystkie suplementy, które są na rynku, nadają się do kosza. Absolutnie nie. Doskonale wiemy, że przy dzisiejszym tempie życia, niezwracaniu uwagi na to, co jemy, jak jemy i w jakich ilościach — na pewno mamy niedobory witamin, składników mineralnych, które są niezbędne do zachowania homeostazy organizmu. W przypadku zdiagnozowanego niedoboru widzę sensowność zastosowania jednego preparatu. Jeżeli np. nie jadam warzyw i owoców, to być może mam niedobór witaminy C, ale jadam za to coś innego, co dostarcza witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. W związku z tym połykanie wszystkiego co jest „multi”, aby uzupełniać to, co mam w nadmiarze, nie ma sensu. Wiemy, że nadmiar witaminy A szkodzi, podobnie jak niedobór witaminy C.
W Polsce nie mamy niestety badań monitoringowych spożycia, które by w sekwencji dwóch-trzech czy nawet pięciu lat oceniały, czego w diecie polskiego społeczeństwa brakuje, a który składnik występuje w nadmiarze. Badania na grupie 20 osób nie są badaniami przekrojowymi społeczeństwa.

Mieszanie pojęcia leku z suplementem jest niedopuszczalne. Tymczasem badania mojej doktorantki wykazały, że i lekarze posiłkują się suplementami diety, zalecając je pacjentom jako formę leczenia. Teoretycznie nie powinno to mieć miejsca. Podejmujemy działania, które mają oddzielać suplementy od leków. Jest zalecenie, aby w aptece były eksponowane osobno leki recepturowe, OTC, suplementy diety czy kosmetyki. Tylko w ilu aptekach ten podział jest naprawdę wyraźny? Czy zobaczymy go np. w aptece sieciowej?

W kontekście samoleczenia — jakim miejscem powinna być dla pacjenta apteka?

Apteka powinna być miejscem, gdzie pacjent znajdzie pomoc terapeutyczną, i najczęściej tak ją odbiera. Suplementy diety nie mogą więc być preparatami zbywalnymi nieodpowiedzialnie. Musimy uświadamiać pacjenta. Ale dopóki będzie taka dowolność w ich reklamowaniu, to będzie to trudna praca. Musimy dbać o to, aby nie szkodzić pacjentom. Osobiście zawsze pytam pacjentów, co przyjmują. Miałam przypadek 32-letniej pacjentki, która jak się okazało stosowała trzydzieści preparatów. Łykała kilkadziesiąt tabletek dziennie, z czego jeden preparat był lekiem. Oczywiście trafiła do mojego gabinetu z tego powodu. Gdy zasugerowałam jej odstawienie 99 proc. tych środków, powiedziała, że zagrażam jej życiu. Była przekonana, że robi dobrze.

Jaka powinna być zatem rola farmaceuty i lekarza w wychwytywaniu zagrożeń płynących z nadmiernego stosowania suplementów diety?

Zarówno farmaceuta, jak i lekarz powinni być ludźmi odpowiedzialnymi. W zasadzie składają oni taką samą przysięgę. Nie powinno być wytłumaczeniem, że apteka jest biznesem i co innego jest ordynowanie zza biurka. Ale sumienie mamy takie samo. Czy jeśli farmaceuta widzi, że pacjent nie powinien kupować suplementu, to znaczy, że pozbawi się zysku, bo nie sprzeda? Nie, bo może w to miejsce zaproponować coś innego. Jeżeli pacjent ma np. wahania ciśnienia, to może powiedzieć mu, jak powinien się odżywiać, zalecić, aby nie solił zbyt wiele albo wcale, przekonać go do gimnastyki, a zamiast suplementu może sprzedać mu aparat do mierzenia ciśnienia. Wtedy zyska, zgodnie z zasadą, jaka powinna obowiązywać.

Dla mnie farmaceuta ma być człowiekiem odpowiedzialnym za zdrowie drugiego człowieka. Różnica między lekarzem a farmaceutą jest taka, że mnie od pacjenta dzieli biurko, a farmaceutę lada, ale to nie powinno mieć znaczenia. W mojej blisko czterdziestoletniej praktyce najważniejszy jest pacjent, jego dobro i uważam, że po to się uczyłam i po to się cały czas uczę, aby miał on poczucie bezpieczeństwa. To samo dotyczy farmaceuty. Jeżeli farmaceuta podczas pierwszej wizyty pacjenta zamieni suplement diety na poradę, którą ma wpisaną w swój obowiązek pracy, to pacjent do niego wróci, bo ludzie potrzebują mieć poczucie, że ktoś się nimi interesuje. Farmaceuta służy człowiekowi wiedzą, umiejętnościami, chęcią pomocy. Mądry farmaceuta, który aktualizuje swoją wiedzę, może w wielu wypadkach więcej zrobić dla pacjenta niż lekarz w gabinecie. Może bowiem pacjenta obserwować, dyskutować z nim. Co więcej, powinien wyłapać zagrożenia dla zdrowia i życia, które płyną z wizyt lekarskich.

Co pani ma na myśli?

Pacjenci kochają odwiedzać „logów”: kardiologów, laryngologów, ginekologów, czyli specjalistów. Przychodzą potem do apteki z harmoniami recept. A farmaceuta musi złożyć to w całość. Niestety, nie zawsze lekarze wiedzą, co przepisał pacjentowi inny specjalista, czy w ogóle u innego był. W związku z tym to farmaceuta może zauważyć, że zażywanie jednego leku wyklucza przyjmowanie innego. Rozpoznawanie działań niepożądanych leków leży w gestii farmaceutów. Ważne, aby farmaceuta wypuszczał pacjenta z poczuciem, że rozumie on, co ma zrobić z tym, co zakupił w aptece. W moim odczuciu opieka farmaceutyczna jest jedyną słuszną ideą dla farmaceuty w naszym kraju. Musi być w niej miejsce dla wszystkich preparatów: leku recepturowego, OTC, suplementu diety czy kosmetyków, które też są w aptece. Ich sprzedaży musi towarzyszyć odpowiednia wiedza farmaceuty.

Czyli nie powinno być mowy o samoleczeniu pacjenta?

Samoleczenie to trend, który jest i będzie. OBOP właśnie prowadzi badania na temat świadomego samoleczenia w Polsce w 2014 roku. Samoleczenie jest bardzo ważne, ale musi je ktoś weryfikować — tym kimś jest farmaceuta. Swoim studentom powtarzam, że nie jest on od stawiania diagnozy, bo tę stawia lekarz, ale farmaceuta musi weryfikować samodiagnozę pacjenta, co czasami jest trudniejsze i bardzo odpowiedzialne. Farmaceuta ma zweryfikować, czy dobór leków, których pacjent się domaga, pomoże mu, czy zaszkodzi. Dostęp do gabinetu lekarskiego jest znacznie trudniejszy niż do apteki, do której wchodzimy z ulicy, bez zapisu i numerka. Mamy od ręki dostęp do jedynego fachowca w służbie zdrowia. Do aptek w UE wchodzi dziennie 25 mln ludzi, a 5-6 mln do gabinetów lekarskich. Farmaceuci mają ciągły kontakt z pacjentem. Podkreślam — z pacjentem, a nie klientem! I do pomocy pacjentowi predestynowany jest farmaceuta. Jeśli farmaceuta chce mieć klienta, to powinien zmienić zawód.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała: Małgorzata Konaszczuk

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.